Gdzie bym znalazł kogoś lepszego od niego? Zależy, pod jakim względem, bo z reguły obie te rzeczy się nie łączą. Gdybym szukał tylko seksu, wybór jest oczywisty, w końcu, mało jest tu burdeli? Problem tylko jest taki, że nie zawsze można tam znaleźć piękno, no i bezpieczeństwo w ogóle nie istnieje. Zresztą, nigdy takich rzeczy nie szukałem. Gdyby Serathion mnie tak nie irytował, pewnie do niczego by nie doszło, no ale jakoś tak wyszło i teraz mam przy sobie pijawkę, której nie oddałbym za nic w świecie. Chyba, że sam chciałby odejść.
- Myślę, że obrałbym tę samą taktykę, jaką obrałem z tobą – odpowiedziałem, uśmiechając się delikatnie.
- Więc, jaka by to była taktyka? - spytał, obserwując mnie z uwagą.
- Niczego bym nie szukał, a szczęście mnie samo znajdzie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Po co w końcu gonić za szczęściem, którego można nie dogonić? Nigdy nie zamierzałem szukać sobie partnera. Nie chciałem go. W końcu, taki partner to problem, trzeba dbać o niego, o siebie, myśleć trochę szerzej, mniej samolubnie... no i tyle byłoby z mojego postanowienia. - A jakby nie znalazło, to też nic złego. Łowca na szczęście za bardzo nie zasługuje – powiedziałem zgodnie z prawdą, opierając policzek o jego głowę.
- A co to za pradawna mądrość łowców? Tacy źli jesteście? - spytał, za bardzo się nie poruszając. Wyczuł, że jestem do niego przytulony, i nie chciał się chyba za bardzo ruszać.
- Szczęście to luksus, a na to nie możemy sobie pozwolić – wyjaśniłem spokojnie, obserwując tańczące płomienie w kominku.
- Chyba odrobinkę przesadzasz. Na pewno jest jakiś łowca, który jest szczęśliwy, bo jest łowcą i może zabijać złe wampiry – rzucił lekko, patrząc na to wszystko trochę inaczej, ale nie mogłem się mu dziwić. Łowcy są specyficzni, dlatego trzymam się sam.
- Jeśli faktycznie to go uszczęśliwia, to musi być jakimś psychopatą. Kogo uszczęśliwia to, że muszą gonić po całym kraju, by zabijać potwory? Motywacje są różne. Ja to robię, bo tylko to umiem. Wmawiam też sobie, że im więcej potworów zabijam, tym więcej żyć ratuję – wzruszyłem lekko ramionami.
- Jak szlachetnie. A myślałem, że twoją motywacją są pieniądze – rzucił uszczypliwie.
- Przy wydatkach, które mam, jak wyjdę na zero to już jest dobrze. Poza tym, robię dobrą robotę, muszę się cenić – odpowiedziałem, przytulając go mocniej do siebie. Jakoś tak jego zapach mnie uspokajał, i potrzebowałem go, by czuć wewnętrzny spokój. - Chyba dorzucę tu trochę do ognia. Jakoś tak chłodno tu.
- Nie chłodno, a po prostu zaczyna ci się gorączka – powiedział spokojnie, jak do upartego dzieciaka.
- Żadna gorączka, zmarznięty jestem po wczoraj, to wszystko – burknąłem, podnosząc się z łóżka. Odmawiałem bycia chorym. A skoro odmawiam, to tak się nie wydarzy. Tak przecież działa świat.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz