Nie robiłem tego wszystkiego dlatego, że chciałem zrobić mu na złość ani dlatego, że uważałem go za gorszego czy słabszego. Po prostu byliśmy razem. A bycie razem przecież coś znaczy oznacza, że dbamy o siebie nawzajem, że kiedy jedno z nas upada, drugie podaje mu rękę.
Jestem pewien, że gdyby sytuacja była odwrotna i to ja byłbym w takim stanie jak on teraz, nie zawahałby się ani chwili. Zająłby się mną bez pytania, bez cienia wahania. Dlaczego więc tak bardzo źle mu z tym, że tym razem role się odwróciły?
Oczywiście rozumiałem, skąd bierze się jego opór. Po śmierci matki nie miał już nikogo, kto mógłby się nim zaopiekować. Musiał nauczyć się radzić sobie sam, być silny i samowystarczalny. Przyzwyczaił się do myśli, że nie powinien być dla nikogo ciężarem, że swoje problemy musi nieść sam.
Tylko że teraz nie był już sam.
Jego problemy były również moimi problemami i obaj doskonale o tym wiedzieliśmy, nawet jeśli jemu wciąż trudno było się z tym pogodzić.
- No właśnie. I tak ma być - Mruknąłem łagodniej, niż brzmiały same słowa. - Masz być grzecznym i posłusznym chłopcem. Dlatego pozwól, że się tobą zajmę. A kiedy poczujesz się już lepiej… wtedy będziemy mogli wrócić do rozmowy o tym spragnionym lodzie. - Uśmiechnąłem się pod nosem, starając się rozładować napięcie. Ostrożnie zaopiekowałem się jego ciałem, umyłem porządnie opiekując się jeszcze i sobą, w końcu musiałem umyć i swoje ciało, co prawda ja nie pociłem się i nie śmierdziałem, a jednak mimo to chciałem pięknie pachnieć różą którą tak uwielbiałem.
Po mojej kąpieli pomagałem mu wyjść z balii, dbając o każdy szczegół, o każdy centymetr jego ciała, jakby był czymś kruchym i cennym. Chciałem tylko jednego, żeby poczuł się choć trochę lepiej.
Gdy w końcu skończyliśmy, był czysty, pachnący i wyraźnie bardziej rozluźniony. A ja miałem nadzieję, że oprócz ciepłej wody poczuł też coś jeszcze, że nie jest już z tym wszystkim sam.
- Mam nadzieję, bo ja zapamiętam sobie tego loda - Mruknął cicho, obserwując mnie uważnie, kiedy pomagałem mu się ubrać. - I kiedy przyjdzie odpowiedni moment, nie będziesz mógł powiedzieć „nie”. - Oczywiście wiedziałem, że potrafi zrobić to sam. Skoro bez problemu zdjął ubrania wcześniej, równie dobrze mógł je teraz założyć. Mimo to wciąż mu pomagałem, może trochę z uporu, a może dlatego, że po prostu chciałem się nim zaopiekować. W końcu kochałem go bardziej, niż potrafiłem wyrazić słowami.
- Na twoje szczęście lubię spełniać twoje zachcianki - Wymruczałem z lekkim rozbawieniem. - No i co najważniejsze Lubię obciągać, tak jak i lubię ostro się ruchać - wymruczałem następnie spinając się na palce, żeby musnąć jego usta krótkim, ciepłym pocałunkiem. Dopiero potem odsunąłem się i zająłem sobą. Wytarłem jeszcze wilgotną skórę i sięgnąłem po koszulę, zarzucając ją na ramiona, by zakryć to, czego w tej chwili wcale nie musiał oglądać.
Kiedy podniosłem wzrok, wciąż patrzył na mnie w ten swój sposób, jakby jednocześnie rozbawiony i trochę zbyt uważny. A ja tylko pokręciłem głową z uśmiechem, udając, że wcale mnie to nie rusza.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz