poniedziałek, 9 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Całe pokłady sił? Obawiam się, że tych sił po prostu nie ma i jeszcze przez jakiś czas nie będzie. Przynajmniej dopóki nie dojdzie do siebie, a nim to się stanie, może minąć trochę czasu. Wygląda więc na to, że musi odpoczywać. Spać. Regenerować siły. Robić wszystko to, co robią ludzie, gdy ich ciało odmawia posłuszeństwa.
Niestety, na razie niewiele mogę zrobić, by mu pomóc. Na zewnątrz wciąż świeci słońce, a ja muszę go unikać. Na jego szczęście niedługo zajdzie, a wtedy będę mógł przynieść mu wszystko, czego potrzebuje… o ile Dona zdecyduje się mi w tym pomóc. W przeciwnym razie może być ciężko. Jako wampir nie jestem do końca w stanie określić, czego dokładnie potrzebuje człowiek, by jak najszybciej wrócić do zdrowia.
- Masz rację. W twoim stanie z pewnością będziesz w stanie uchronić mnie przed całym złem tego świata - Zaśmiałem się cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Czy ty właśnie wątpisz w moje możliwości? - Zapytał, unosząc jedną brew.
Pokręciłem głową z ciężkim westchnieniem. Odłożyłem książkę na bok, po czym przesunąłem się bliżej i położyłem obok niego. Poprawiłem się na poduszce, a potem uniosłem dłoń i delikatnie oparłem ją na jego policzku, muskając kciukiem jego skórę. Uśmiechnąłem się do niego łagodnie.
- Ja nie wątpię w twoje możliwości - Powiedziałem spokojnie. - Wiem, że jesteś silnym mężczyzną. I jeśli tylko zechcesz, potrafisz zrobić naprawdę wiele… może nawet więcej, niż ja sam sobie wyobrażam. - Na moment zamilkłem, przyglądając się jego twarzy. - Ale teraz jesteś przeziębiony. Twoje ciało jest osłabione i w kiepskim stanie. Obawiam się, że w razie czego niewiele byłbyś w stanie zrobić, żeby mnie ochronić. - Przysunąłem się jeszcze trochę bliżej, aż nasze czoła niemal się zetknęły. -  No… chyba że przed Doną - Dodałem ciszej, z cieniem rozbawienia w głosie. - Ciebie zawsze słucha. No… dobrze, może nie zawsze. Ale zdecydowanie bardziej bierze sobie do serca twoje słowa niż moje. Mnie i tak uważa za najgorszego. - Oparłem czoło o jego, przymykając na chwilę oczy.
- Wybacz, ale Dona również mnie nie słucha. Gdyby tak było, już dawno dałaby ci spokój - Mruknął cicho. - A niestety, bez względu na to, co robię i mówię, ona i tak nie daje ci wytchnienia. - Westchnął przy tym lekko, jakby sama myśl o niej była męcząca. Odruchowo położył dłonie na moich pośladkach, jakby nawet w takim stanie potrzebował odrobiny bliskości, czegoś znajomego i uspokajającego. Delikatnie ścisnął je w palcach, zupełnie jakby ten drobny gest miał poprawić mu humor.
- Jakoś to przeżyję - Stwierdziłem, uśmiechając się do niego promiennie.
Nachyliłem się odrobinę bliżej, tak że nasze twarze niemal się stykały. W jego oczach wciąż było zmęczenie, ale też coś ciepłego, co zawsze sprawiało, że trudno było mi się od niego odsunąć.
- Dzięki temu, że cię kocham, jestem w stanie poświęcić trochę więcej niż zwykle - Dodałem ciszej.
Po tych słowach pochyliłem się jeszcze odrobinę i z czułością pocałowałem go w ciepły nos.
- Nawet jeśli oznacza to znoszenie Donny trochę dłużej, niż bym chciał. - Na moment zatrzymałem się tak blisko niego, wciąż się uśmiechając, jakby sama jego obecność była wystarczającym powodem, żeby wszystko inne przestało mieć znaczenie.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz