czwartek, 5 marca 2026

Od Daisuke CD Haru

 Zasnąłem natychmiastowo. Wystarczyło, że tylko przyłożyłem głowę do poduszki, i już odpłynąłem. Spałem snem twardym, bez snów, myśli, niczego. A kiedy tylko usłyszałem ciche łkanie naszych dzieci, obudziłem się od razu. Nie potrzeba było mną potrząsać, wybudzać, od razu podniosłem się do siadu, rozglądając się dookoła z mocno bijącym sercem. Płacz powodował we mnie tę dziwną reakcję, której jeszcze nie potrafiłem nazwać. Jakiś taki dziwny ucisk w sercu czułem, od razu byłem w takim bojowym trybie, gotowym bronić moje dzieci przed... sam nie wiem, przed czym. Przed wszystkim, co tylko by im mogło zagrażać. 
- Hej, już, spokojnie – usłyszałem łagodny głos mojego męża. Lekko zdezorientowany odwróciłem głowę w jego stronę, nie wiedząc, co się dzieje. Nachylał się, by wziąć jedno z nich... a drugie było w ramionach babci. Znaczy się, jego mamy, a babci naszych dzieci. - Mają pełne pieluszki. Zajmiemy się nimi, ty możesz odpocząć. 
- Właśnie, nie przejmuj się tym, kochanie, odpoczywaj. Wiem, jakie to ciężkie – powiedziała łagodnie starsza pani, rozglądając się dookoła. - Chodźmy może na kanapę, nie będziemy tutaj Daisuke przeszkadzać. Przyniosę ręcznik i ciepłą wodę. 
- Zabrać od ciebie Takumi'ego? - zaproponował Haru, na co od razu pokręciła głową. 
- Nie trzeba, dam sobie radę. Zaraz wrócę – powiedziała kobieta, znikając w łazience. 
- Hej, w porządku? - teraz Haru zwrócił się ku mnie, kładąc dłoń na moim policzku. - Możesz się położyć. Zajmiemy się tu wszystkim, wiesz? 
- Chyba poczekam chwilę. Może po przebraniu będą potrzebowały się posilić? - powiedziałem, wtulając się w jego dłoń. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że i jego bliskości mi brakowało. Jakże bym się chciał wtulić się w jego ciało i zapomnieć... ale nie mogłem. Ktoś musiał przypilnować dzieci. Ja na razie nie miałem siły. Ale na pewno wkrótce poczuję się lepiej. A jak poczuję się lepiej, to ja będę nad nimi czuwał, a on odpocznie. Chyba to jest dosyć sprawiedliwe...
- W porządku. Jak się w ogóle czujesz? Jak twój brzuch? - spytał, korzystając z tej chwili, w której byliśmy sami... no, prawie. Sayuri była trochę marudna, ale nie płakała. Nie mogłem się jej dziwić, kto by był zadowolony, gdyby miał pełną pieluszką. 
- Boli, muszę uważać przy każdym ruchu, ale jak sobie przypomnę tamten ból przy rodzeniu, to naprawdę nic takiego. Chyba po tym już mnie nic nie złamie – przyznałem zgodnie z prawdą, siląc się na blady uśmiech. 
- Nie dziwię się. Nigdy nie słyszałem tak przerażającego krzyku. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co czułeś – przyznał, a w jego głosie wychwyciłem wyrzuty sumienia. I dobrze, że jest tego świadom. 
- I masz szczęście. Nikomu bym tego nie życzył – przyznałem zgodnie z prawdą, wyciągając rękę, by delikatnie pogładzić policzek naszej malutkiej córeczki. 

<Piesku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz