czwartek, 5 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Jakie to były rzeczy? 
Uniosłem brew z lekkim rozbawieniem. Przecież nie powiedziałem nic złego. No… może poza tym, że ładnie pachnie. A przecież to był fakt.
Elian również pachniał pięknie. Zawsze mu to powtarzałem. Tyle że teraz nie mogłem skosztować jego krwi, wciąż był ranny i osłabiony, a ja nie byłem potworem bez reszty sumienia. Choć głód robił swoje. Czułem, jak żołądek skręca się boleśnie, jak każda myśl rozpływa się pod naporem pragnienia ciepłej, słodkiej krwi. Bez niej nie mogłem żyć. Bez niej traciłem kontrolę.
- Wybacz mi. Z powodu głodu czasami nie do końca nad sobą panuję - Przyznałem ciszej, posyłając mu przepraszający uśmiech.
Gdyby nie to palące łaknienie, nawet nie spojrzałbym na tamtego mężczyznę. Ale teraz… teraz instynkt zagłuszał rozsądek.
- I tylko dlatego, że jestem tego świadom, nie obrażę się na ciebie - Odpowiedział spokojnie.
Mimo to wyczuwałem w jego głosie napięcie. Nie było mu to na rękę. Chciał, żebym patrzył wyłącznie na niego. Żebym pił tylko jego krew. Wiedziałem, jak bardzo go to dotyka, jak bardzo działa na niego sama myśl, że mógłbym pragnąć kogoś innego.
- Och, jaki łaskawy - Wyszeptałem z figlarnym błyskiem w oczach.
Stanąłem na palcach i musnąłem jego usta w krótkim, czułym pocałunku.
- Nie martw się, skarbie. Odpłacę ci za to - Dodałem z zadziornym uśmiechem.
- Mam nadzieję - Mruknął tylko.
Nie odpowiedziałem. Moja uwaga znów uciekła ku mężczyźnie tańczącemu z ogniem.
Poruszał się z niezwykłą precyzją. Płomienie oplatały jego ciało jak żywe istoty, a on zdawał się całkowicie nad nimi panować. Hipnotyzował. Był nie tylko przystojny, ale i trzeźwy, a to rzadkość w takim miejscu. Idealny.
Nie potrafiłem oderwać od niego wzroku.
Musiałem go mieć.
Kiedy zakończył występ i ukłonił się wśród oklasków, znikając za kulisami, mój instynkt przejął kontrolę. Przeprosiłem Eliana krótkim gestem i ruszyłem za swoją ofiarą.
Najpierw uśmiech. Kilka odpowiednio dobranych słów. Subtelny dotyk. Nie było to trudne, urok osobisty zawsze był moją najmocniejszą stroną. Okręcenie go wokół palca zajęło chwilę. Reszta była już tylko kwestią dyskrecji.
Musiałem uważać. Żadnych śladów w widocznych miejscach. Żadnych podejrzeń.
Kiedy wreszcie poczułem pod ustami ciepło jego skóry, a potem smak krwi słodkiej, żywej, pulsującej, wszystko inne przestało istnieć. Ulga przyszła natychmiast. Głód ustąpił, a wraz z nim napięcie i rozdrażnienie. Każda komórka mojego ciała wypełniła się błogim spokojem..
Najedzony wróciłem do Eliana w znacznie lepszym nastroju.
Od razu dostrzegłem jednak cień w jego spojrzeniu. Wiedział, kim jestem. Wiedział, czego potrzebuję. A mimo to zazdrość w nim narastała cicha, gryząca, niepokojąca.
Westchnąłem w duchu. Będę musiał mu to wynagrodzić. Nie było o co się gniewać. Tylko on był dla mnie najważniejszy. Tylko jego kochałem.
- Najedzony? - Zapytał, przyglądając mi się uważnie, jakby szukał dowodu, że zrobiłem coś więcej niż tylko ugryzienie.
- Tak. Kolacja była naprawdę dobra - Przyznałem, chwytając jego dłoń i splatając nasze palce. - Mimo to uważam, że twoja… spośród wszystkich jest najlepsza. - To była szczera prawda. Jego krew miała w sobie coś wyjątkowego. Smakowała inaczej, intensywniej, pełniej. Była uzależniająca w sposób, którego nie potrafiłem wyjaśnić.
I być może właśnie dlatego tak bardzo się bał, że kiedyś przestanę wracać.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz