Zerknąłem jeszcze raz na swoją listę. Czy to na pewno wszystko? Chyba nie zapomniałem o niczym. Zapisałem jego pomysły, zapisałem swoje pomysły, ująłem wszystko, co przyda się jemu Futerko, no i mnie, i... i chyba to wszystko. Może, jeśli finanse na to pozwolą, w przyszłości uda się nam kupić jakiegoś wierzchowca. O ile też będzie akceptował Serathiona. Z tym może być ciężko, nie każde zwierzę tak po prostu zaakceptuje wampira. Na jego korzyść jest to, że jego zapach nie jest tak ostry, dba o higienę, i o to, by cały czas pachniał różą, więc może, kto wie, uda się nam znaleźć odpowiedniego wierzchowca.
- Chyba to faktycznie wszystko – przesunąłem wzrokiem po liście. - Ale nie chcesz jeszcze, bym spędził z tobą czas? - zapytałem, odwracając wzrok w jego stronę.
- Tobie wystarczy. Widać, że jesteś zmęczony – odpowiedział, chwytając moją dłoń i ciągnąc mnie w stronę łóżka. Nie miałem już nic do powiedzenia, ani nawet nie miałem siły za bardzo na to, by oponować. Dałem mu się zaprowadzić do łóżka, a kiedy tylko moja głowa opadła na poduszki, przyciągnąłem go do siebie. Nie ma mowy, że ja tu będę odpoczywał sam. Potrzebowałem obok mnie mojej Różyczki, której teraz, dzięki temu, że mój nos nie był zatkany, tak doskonale czułem. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że może chcieć mnie dosyć. W końcu, przez ostatnie dni jedynie, co robił, to siedział tu i się mną opiekował.
- A może chcesz wyjść na zewnątrz? Przespacerować się trochę? Ostatnim razem chyba wyszedłeś do festyn, prawda? - zaproponowałem, luzując swój uścisk.
- Nie muszę. Potrzebujesz mnie, i będę przy tobie – stwierdził, wtulając się w moje ciało, jakby to było miejsce, w którym chciałby spędzić wieczność.
- Zawsze możesz wyjść, kiedy już zasnę. Ja tego nie zauważę, a ty będziesz mógł trochę się rozerwać. Tylko uważaj tam na siebie, dobrze? - zaproponowałem, chcąc oczywiście dla mojej uroczej Różyczki jak najlepiej. Mało mi się podobał pomysł, że on tam wyjdzie, bo ktoś na pewno go zaczepi, i mnie przy nim wtedy nie będzie. Wiem, że mogę mu zaufać, że na nic się nie zgodzi, że da sobie radę, ale lubię, kiedy jestem przy nim i pokazuję wszystkim, że jest mój. I on chyba też lubi, kiedy jesteśmy razem, kiedy pokazuję zazdrość. Okropny jest pod tym względem.
- Zastanowię się nad tą propozycją – odpowiedział, zerkając na mnie z uwagą w tych jasnobrązowych oczach. Dalej miał na sobie ten pierścień, który nadawał mu nieco ludzkich kolorów. Wiedziałem, że tak jest najbezpieczniej, bo jeżeli ktoś go zaskoczy, nie będzie się musiał martwić, że ktoś zauważy coś nieodpowiedniego. Tylko ja muszę znosić jego wygląd, który nie podoba mi się tak, jak jego właściwy, wampirzy wygląd. Chyba już mi całkowicie na banię siadł ten związek z nim.
- Nie zastanawiaj się, tylko z niej korzystaj. Jutro z łóżka wyjść ci nie dam – obiecałem mu, po czym złożyłem na jego skroni delikatny pocałunek. Skoro się czułem dobrze, trzeba było to wykorzystać, tak?
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz