wtorek, 10 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Nie mogłem się nawet na niego denerwować za to, że zachowywał się jak dziecko. W końcu sam mnie przed tym ostrzegał. Był jak duże, uparte dziecko, które potrzebowało opieki a ja, choć czasami doprowadzał mnie do szału, dzielnie to znosiłem. Wiedziałem przecież, że jest chory. A skoro był chory, potrzebował mojej pomocy.
- Nie będziesz jadł rosołu, tylko go wypijesz - Powiedziałem łagodnie, uśmiechając się do niego. Delikatnie ująłem jego policzek w dłonie. - To pomoże ci trochę zmienić smak w ustach, żebyś nie czuł tych ziół. Przecież mówiłeś, że ich nie lubisz, prawda? - Pochyliłem się trochę bliżej, zniżając głos do cichego szeptu. - Pamiętaj, że musisz być grzecznym chłopcem. Bo wiesz przecież, że tylko grzeczni chłopcy zasługują na nagrodę. - Usiadłem na łóżku niedaleko niego, czekając aż Dona wróci z kuchni. Słyszałem już jej ciężkie kroki na schodach i ciche brzęknięcie miski. Rosół był chyba jedyną rzeczą, którą Elian mógł teraz przełknąć.
- Jestem grzecznym chłopcem - Mruknął z wyraźnym niezadowoleniem, marszcząc brwi. - A jak na razie dostałem tylko zioła, a teraz chcecie jeszcze we mnie wcisnąć rosół, którego wcale nie chcę. - Westchnąłem cicho. Zachowywał się tak, jakby naprawdę spotykała go jakaś ogromna tragedia, choć w rzeczywistości chodziło tylko o miskę rosołu i kilka gorzkich ziół.
Naprawdę, czasami miałem wrażenie, że przeżywa wszystko tak, jakby świat właśnie się kończył.
- O, ho, ho… mój biedny biedaczek - Mruknąłem, przewracając oczami. - Obyś mi tu przypadkiem nie umarł z powodu tego, że musisz zrobić coś ponad swoje siły. - W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi. - Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Proszę - Zawołałem, doskonale wiedząc, kto stoi po drugiej stronie.
Drzwi otworzyły się niemal natychmiast.
- Przyniosłam rosół. Powinien postawić cię na nogi - Powiedziała Dona, wchodząc do środka.
Starsza kobieta podeszła do łóżka i bez wahania podała Elianowi miskę. Para unosiła się nad gorącym wywarem, a zapach kurczaka i warzyw szybko wypełnił pokój.
Kiedy jednak spojrzała na mnie, posłała mi wyraźnie niezadowolone spojrzenie takie, które mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa. Jakby całe zło tego świata było wyłącznie moją winą.
A przecież tak nie było.
To nie przeze mnie Elian się rozchorował.
To on uparł się, żeby zostać na zewnątrz, choć mówiłem, że powinniśmy wrócić do pokoju. Teraz więc pretensje mógł mieć tylko do siebie.
Choć… gdzieś głęboko w środku i tak wiedziałem, że będę się za to obwiniał.
Tyle że na głos nigdy bym się do tego nie przyznał.
- Jedz. A jeśli będziesz czegoś jeszcze potrzebował, zawołaj mnie. Niestety twój partner nie jest najlepszym wyborem do opieki nad chorym… czego dowodem jest twój obecny stan. Najwyraźniej nie potrafił ci pomóc w odpowiednim momencie. - Oczywiście nie mogła sobie odmówić tej małej szpileczki. Musiała, tak dla zasady, udowodnić, że jestem do niczego. Jakby naprawdę sądziła, że zacznę się tym przejmować.
- Dona… - Mruknął niezadowolony Elian.
Trzymał miskę rosołu w obu dłoniach, a jego spojrzenie, które posłał kobiecie, było wyraźnym ostrzeżeniem. Nawet w takim stanie potrafił pokazać, że nie podoba mu się to, co mówi.
- Ja tylko zwracam uwagę na pewne problemy - Stwierdziła wzruszając ramionami.
Po chwili odwróciła się i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Szczerze mówiąc, w ogóle się tym nie przejąłem. Jej słowa nie miały dla mnie większego znaczenia. Najważniejsze było teraz jego zdrowie, a nie opinia jakiejś kobiety, która zawsze uważała, że wie wszystko najlepiej.
Westchnąłem cicho i znów spojrzałem na Eliana.
- Śmiało, pij. Makaron możesz zostawić, nie musisz go jeść. Ale spróbuj chociaż wypić sam wywar. - Poprosiłem, tak po prostu szczerze się o niego martwią

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz