wtorek, 17 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Mimo, że już byłem wykapany, nie mogłem położyć się do łóżka. Zwłaszcza, kiedy byłem czysty. Najpierw trzeba było zmienić pościel, na co nie miałem większej ochoty, ale nie o to w tym chodziło. Niektóre rzeczy trzeba, czy się tego chce, czy też nie. To tylko pięć minut roboty, dam sobie z tym spokojnie radę. 
– Jeszcze tylko pościel i możemy się położyć – powiedziałem nieco zmęczonym głosem, wychodząc z nim z łazienki. 
– To przez ten czas usiądź na fotelu, a ja ją zmienię – zaproponował, na co się delikatnie uśmiechnąłem. Doskonale pamiętałem, jak wyglądało jego zmienianie pościeli, bardzo długo ono trwało. W czasie, w którym ja przebiorę kołdrę, jedną dużą poduszkę i dwie małe, on ledwo zdąży ubrać swoją dużą poduchę. I z kołdrą, z kołdrą to on przecież będzie miał problemy, wiedziałem to aż za dobrze. 
– Jesteś pewien? Może lepiej będzie, jak ja to zrobię? – zaproponowałem, nie mając z tym problemu. Zrobię to szybko, i zaraz będziemy się mogli położyć do wygodnego łóżka, a zanim to zrobimy, to ja jeszcze bym się w sumie napił...? Jak tak się teraz na tym skupię, to faktycznie, strasznie mi się pić chce, co jest zupełnie naturalną reakcją. Przy gorączce trzeba pamiętać o nawodnieniu, a ja strasznie to zaniedbałem... no nic, zaraz to naprawię. Nic straconego przecież. 
– Nie. Potrafię się zająć głupią pościelą, to nie jest trudne. A ty w tym czasie prsytrzymqsz Futerko, by mi nie przeszkadzał – powiedział dumnie. Uparciuch... ale też obiecałem mu, że nie będę negował jego aktów dobroci, tylko przyjmował je z wdzięcznością. I to zamierzam teraz uczynić. 
– Jeśli taka jest twa wola, tak uczynię – powiedziałem grzecznie. Póki jestem jego zdaniem chory, będę się z nim grzecznie zgadzał, ale kiedy tylko wszelka moja słabość zniknie niech nie myśli, że będę to wszystko przyjmował z takim spokojem. Znów podzielimy się obowiązkami po równo. Czyli tak, jak powinno być chociażby w tej chwili, ale już się teraz tak łatwo nie wycofam. 
Moje słowa bardzo się mojej Różyczce spodobały. Wystarczy raz czy dwa się zgodzić, i już jest zadowolony. Chociaż, czy nie tak samo jest ze mną...? Może odrobinkę.
Wziąłem kociaka na ręce, który zamruczał cicho na znak aprobaty, i grzecznie usiadłem w fotelu, tak, by obserwować Serathiona. W końcu, w tym pomieszczeniu był jedyną istotą wartą obserwacji. Obserwowałem jego małe trudy, trzymając język za zębami, by przypadkiem nie udzielić mu żadnej rady. Jeszcze mylnie odczytałby moją pomoc i pomyślałby, że się z niego wyśmiewam. Zresztą, najlepiej człowiek się uczy na własnych błędach i obserwacji innych. Kilka razy przebierze pościel, zobaczy, jak ja to robię, i na pewno opanuje tę jakże trudną umiejętność. Z poduszkami trochę powalczył, ale obyło się bez większych komplikacji. Znacznie gorzej było z kołdrą. Trochę się w tej dużej poszewce zgubił, ale nie prosił o pomoc. A ja jej nie udzielałem. Chciał się mną zająć, no to niech się zajmuje. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz