Mimo, że już byłem wykapany, nie mogłem położyć się do łóżka. Zwłaszcza, kiedy byłem czysty. Najpierw trzeba było zmienić pościel, na co nie miałem większej ochoty, ale nie o to w tym chodziło. Niektóre rzeczy trzeba, czy się tego chce, czy też nie. To tylko pięć minut roboty, dam sobie z tym spokojnie radę.
– Jeszcze tylko pościel i możemy się położyć – powiedziałem nieco zmęczonym głosem, wychodząc z nim z łazienki.
– To przez ten czas usiądź na fotelu, a ja ją zmienię – zaproponował, na co się delikatnie uśmiechnąłem. Doskonale pamiętałem, jak wyglądało jego zmienianie pościeli, bardzo długo ono trwało. W czasie, w którym ja przebiorę kołdrę, jedną dużą poduszkę i dwie małe, on ledwo zdąży ubrać swoją dużą poduchę. I z kołdrą, z kołdrą to on przecież będzie miał problemy, wiedziałem to aż za dobrze.
– Jesteś pewien? Może lepiej będzie, jak ja to zrobię? – zaproponowałem, nie mając z tym problemu. Zrobię to szybko, i zaraz będziemy się mogli położyć do wygodnego łóżka, a zanim to zrobimy, to ja jeszcze bym się w sumie napił...? Jak tak się teraz na tym skupię, to faktycznie, strasznie mi się pić chce, co jest zupełnie naturalną reakcją. Przy gorączce trzeba pamiętać o nawodnieniu, a ja strasznie to zaniedbałem... no nic, zaraz to naprawię. Nic straconego przecież.
– Nie. Potrafię się zająć głupią pościelą, to nie jest trudne. A ty w tym czasie prsytrzymqsz Futerko, by mi nie przeszkadzał – powiedział dumnie. Uparciuch... ale też obiecałem mu, że nie będę negował jego aktów dobroci, tylko przyjmował je z wdzięcznością. I to zamierzam teraz uczynić.
– Jeśli taka jest twa wola, tak uczynię – powiedziałem grzecznie. Póki jestem jego zdaniem chory, będę się z nim grzecznie zgadzał, ale kiedy tylko wszelka moja słabość zniknie niech nie myśli, że będę to wszystko przyjmował z takim spokojem. Znów podzielimy się obowiązkami po równo. Czyli tak, jak powinno być chociażby w tej chwili, ale już się teraz tak łatwo nie wycofam.
Moje słowa bardzo się mojej Różyczce spodobały. Wystarczy raz czy dwa się zgodzić, i już jest zadowolony. Chociaż, czy nie tak samo jest ze mną...? Może odrobinkę.
Wziąłem kociaka na ręce, który zamruczał cicho na znak aprobaty, i grzecznie usiadłem w fotelu, tak, by obserwować Serathiona. W końcu, w tym pomieszczeniu był jedyną istotą wartą obserwacji. Obserwowałem jego małe trudy, trzymając język za zębami, by przypadkiem nie udzielić mu żadnej rady. Jeszcze mylnie odczytałby moją pomoc i pomyślałby, że się z niego wyśmiewam. Zresztą, najlepiej człowiek się uczy na własnych błędach i obserwacji innych. Kilka razy przebierze pościel, zobaczy, jak ja to robię, i na pewno opanuje tę jakże trudną umiejętność. Z poduszkami trochę powalczył, ale obyło się bez większych komplikacji. Znacznie gorzej było z kołdrą. Trochę się w tej dużej poszewce zgubił, ale nie prosił o pomoc. A ja jej nie udzielałem. Chciał się mną zająć, no to niech się zajmuje.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz