Nie przywykłem do troski, i to w dodatku jeszcze tak nadmiernej. Z reguły musiałem liczyć na samego siebie, i już przywykłem do tego. To było dla mnie coś naturalnego, że musiałem zadbać o swoje zdrowie, posiłek, kąt, w którym bezpiecznie mogę zasnąć. A on teraz wpatrywał się we mnie z taką intensywnością, że wręcz czułem się nieswojo. I tak zacząłem w tym wszystkim szukać czegoś jeszcze, no bo niemożliwe jest to, by kierowała nim tylko i wyłącznie troska wobec mojej osoby. Nikt tak szczerze się o mnie nie martwił. Zawsze coś się za tym kryło, najczęściej przysługa, czasem pieniądze... a on może jest kierowany pożądaniem? Na moją krew, i ciało. Bądź co bądź minęło trochę czasu, od kiedy poświęcałem mu tylko i wyłącznie swoją uwagę, czy poczęstowałem kieliszkiem krwi. Może robi to po prostu podświadomie. Albo ja po prostu za bardzo staram się doszukiwać drugiego dnia. Przecież mogą być ludzie, tudzież humanoidalne istoty, które martwią się z dobroci serca. Niezwykle rzadki jest to widok, ale można go napotkać. I może, właśnie w tej chwili, jestem tego świadkiem.
– A może ty się o mnie nie martwisz, tylko chcesz sobie popatrzeć na moje ciało? – zapytałem rozbawiony, rzucając przepoconą koszulkę gdzieś w kąt. Poczuję się lepiej, na pewno się nią zajmę. Teraz chcę tylko zmyć z siebie ten pot. Niedobrze się czuję, kiedy moje ciało tak paskudnie się lepi. Przypomina mi to najgorszy moment w moim życiu, kiedy nie miałem nic, i nie mogłem wziąć nawet normalnej kąpieli. Kiedy było ciepło od biedny można było się umyć w zimnej rzece, ale chłodne pory roku groziło to zapaleniem płuc, a z tego tak łatwo nie da się wyjść, kiedy jest się żebrzącą sierotą.
– Szybko przejrzałeś mój blef. Powinienem się bardziej postarać – odparł lekko, żartobliwie, jakby to było coś jak najbardziej naturalnego. – Poczekaj chwilę. Zobaczę, jak tam twoje rany.
– Z nimi wszystko jak najbardziej w porządku – odparłem spokojnie, nie do końca rozumiejąc, czemu aż tak bardzo chce kontrolować każdy najmniejszy centymetr mojego ciała. Jednakże, skoro tak bardzo tego chce... odwinąłem bandaże, które i tak już wkrótce zamierzałem zmienić. Chociaż, patrząc na to, jak podgoiły się moje rany, nie potrzebowałem już żadnego bandaża. I dobrze. Były one tylko uciążliwe dla mnie.
– No widzisz? Jeden dzień spokojnie przeleżałeś bez kombinowania i proszę, jak ładnie zagojone. Tylko ta tutaj... gdyby Futerko jej nie otworzył, byłaby tak samo zagojona jak pozostałe – delikatnie się skrzywił, jakby wciąż miał sobie za złe to, że nie powstrzymał kociaka przed wskoczeniem na mój brzuch.
– Będzie się goić jeden dzień dłużej, to jeszcze nic strasznego – odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Zaraz też zdjąłem resztę ubrań, wchodząc w końcu do balii. Musiałem jak najszybciej zmyć z siebie całą tę chorobę. – Możesz też się w końcu zaczniesz rozbierać? Jestem ospały po chorobie, a zajęło mi to znacznie szybciej – ponagliłem go, patrząc na niego wyczekująco. No, ileż można czekać na moją Różyczkę?
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz