Od początku wiadomo było, że zamierzałem zrobić to, co mi polecił. Jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że nie powinienem być aż tak posłuszny, bo przecież kiedyś taki nie byłem. Nigdy nikogo nie słuchałem, zawsze robiłem na przekór. Na samym początku naszej relacji też tak było, często robiłem mu na złość, byłem na „nie”, otwarcie pokazywałem, że nie zamierzam podporządkowywać się jego oczekiwaniom.
Z czasem jednak coś się zmieniło. Gdy związałem się z nim nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, przestałem być aż tak chłodny czy buntowniczy. Oczywiście nadal zdarza mi się drobna złośliwość, taka dla żartu, dla przyjemności, ale to już coś zupełnie innego. To jest świadoma, obopólna gra, zgoda na pewien rodzaj bliskości i przyjemności, zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej.
Zauważam jednak wyraźne zmiany w sobie, w swoim zachowaniu, w sposobie myślenia. Stałem się bardziej posłuszny, bardziej skłonny do ustępstw, co kiedyś byłoby dla mnie nie do pomyślenia. Kiedyś byłem tym niepokornym chłopakiem, który zawsze robił to, co chciał, który czerpał satysfakcję z bycia w kontrze do innych.
Dziś wciąż gdzieś we mnie to jest, ale już nie w stosunku do niego. Teraz tę niezależność zachowuję bardziej dla siebie, dla własnej przestrzeni. On natomiast stał się częścią mojego życia, kimś bliskim kimś, kogo traktuję jak rodzinę. A rodzina jest dla mnie najważniejsza.
Dlatego, mimo różnych myśli, impulsów czy dawnych przyzwyczajeń, wiem, że najważniejsze jest okazywanie szacunku tym, których się kocha. I staram się robić to najlepiej, jak tylko potrafię, nawet jeśli czasem oznacza to zmianę samego siebie.
- Oczywiście, będę czekał - Zgodziłem się spokojnie, właściwie bez wahania. I czemu miałbym nie? Ułożyłem się wygodnie na łóżku, pozwalając sobie jeszcze na chwilę odpoczynku. W końcu miałem czas, mój partner przygotowywał dla nas kąpiel, a ja mogłem na moment odetchnąć..
"Byłem zmęczony… tak bardzo, że aż sam się zastanawiałem, jak znajdę w sobie siłę, żeby później wstać".
A jednak wiedziałem, że dam radę. W końcu byłem tym, kim byłem, zmęczenie nie dotykało mnie tak, jak jego. Gdybym tylko chciał, mógłbym dalej szaleć bez chwili przerwy. Ale on był człowiekiem. Potrzebował odpoczynku, chwili wytchnienia i zamierzałem mu to dać.
Choć nie ukrywam, że gdzieś z tyłu głowy pojawiała się inna myśl… Może zamiast przejmować się sprzątaniem po kąpieli, no i tym durnym myciem podłóg, mógłby po prostu na chwilę się zatrzymać. Odpocząć. A potem znów wrócić do mnie i jeszcze lepiej mnie przelecieć. Nie miałbym nic przeciwko.
Kazał mi długo na siebie czekać, a więc teraz to ja miałem swoje oczekiwania. Chciałem, żeby ta noc należała do nas. Bez rozpraszania się obowiązkami, bez zbędnych przerw. Tylko my, czas i wszystko to, co między nami.
I może jeszcze kawałek dnia… bo przecież niektóre chwile zasługują na to, by trwały trochę dłużej.
Leżałem jeszcze przez chwilę w łóżku, cierpliwie odliczając te obiecane pięć minut. W końcu nadszedł ten moment. Z nadzieją, że nie będę musiał czekać ani chwili dłużej, podniosłem się i ruszyłem w stronę łazienki nagi, bo przecież nie widziałem sensu, by się ubierać tylko po to, żeby za moment znów się rozebrać. Zresztą widział mnie tylko on… a moje ciało było wystarczająco piękne, by je podziwiać. Niech więc korzysta, póki może, podczas podróży nie będzie miał już takiej okazji.
- Przyszedłem do ciebie - Oznajmiłem spokojnie, przekraczając próg. - I mam nadzieję, że kąpiel jest już gotowa. Nie zamierzam czekać ani minuty dłużej. - W moim głosie i postawie pobrzmiewała nuta arystokratycznej pewności siebie, tej naturalnej wyższości, która nie potrzebuje potwierdzenia. Ona po prostu jest… i daje się odczuć w każdym geście, w każdym spojrzeniu.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz