wtorek, 31 marca 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Na te słowa delikatnie uśmiechnąłem się, przyglądając się mu z uwagą w poszukiwaniu oczywiście każdego, najmniejszego chociażby znaku, że coś jeszcze nie tak. Wyglądał już naprawdę lepiej. Dwa dni.. czy to odpowiedni okres, by jego ciało zregenerowało krew? A może wygląda lepiej, ale w środku jeszcze coś nie gra? Przez ten czas pilnowałem, by miał odpowiednio dużo spokoju, zadbałem o jego komfort psychiczny, będąc przy nim, kiedy mnie potrzebował obok, chociaż nie byłem tego wielkim fanem. Zdecydowanie bardziej wolałem, by mój słodki mąż czuł się w tamtej chwili lepiej i już z nim nie dyskutować na temat tego, czy powinniśmy być tak blisko siebie, czy też nie. On mi tego nie odpuści, doskonale o tym wiedziałem. A ja... ja nie mogę patrzeć, jak moje maleństwo się męczy. Serce mi się wtedy kraja, a demony przecież serca nie mają. Jestem dziwnym demonem. Coś zdecydowanie jest tu ze mną nie tak, i nie byłem do końca przekonany, czy kiedykolwiek będzie coś tu ze mną tak, tak długo, dopóki Miki żyje. A on będzie żył, dopóki ja będę żyć, proste. Po to zamordowałem tamtą kobietę, by ochronić jego i resztę mojej rodziny, i będę ich chronić, póki krew płynie w moich żyłach. 
- Lepiej się czujesz? - zapytałem, siadając na materacu obok niego. W tej chwili byliśmy sami, bo dzieciaki udały się do szkoły. Były w szoku, że mama została zaatakowana, i mimo lekkiego niezadowolenia w ich oczach wracały grzecznie do domu po zajęciach. Wiem, że wolałyby robić coś innego, ale nie dość, że zasłużyły za swoje poprzednie zachowanie, to jeszcze nie do końca było bezpiecznie. Póki nie zamienię kilku słów z pewnymi demonami, nie chcę ryzykować ich życiem. Banshee odprowadza ich do miasta, trzymając odpowiednią odległość, i w ten sam sposób przyprowadza. Na razie więcej nie mogę w tej kwestii zrobić, musiałem jeszcze chronić Mikleo, który nie był w stanie samemu się obronić. 
- Lepiej, zdecydowanie lepiej. Nie musisz się tak o mnie martwić – odpowiedział, zabierając się za jedzenie. Ma apetyt. To dobrze. Jest w stanie utrzymać talerz, to też dobrze, ma siłę. Dzisiaj z nim wyjdę na spacer, zobaczę jak się czuje, i jak działa. 
- Jakiś paskudny demon cię poturbował. Straciłeś mnóstwo krwi. Oczywiście, że będę się o ciebie martwił. Zawsze się o ciebie martwię, do tego zostałem stworzony – odpowiedziałem łagodnie, nie spuszczając go chociażby na chwilę z oka. Ja już wiedziałem, jak doskonale się potrafi maskować. Przy nim trzeba być bardzo uważnym. Mogę też wkraść się w jego myśli, ale... nie chcę. Niektórych myśli czy uczuć nie jestem w stanie nie odczuć, ale to też dobrze. Dzięki temu mogłem szybko go znaleźć i uratować przed tym paskudnym demonem. - Kiedy zjesz, przygotuję ci kąpiel, pomogę ci się umyć i może wyjdziemy na spacer, co? Na jakiś krótki? Jeszcze jest zimno, musisz z tego korzystać – zaproponowałem, chcąc dla niego oczywiście wszystkiego, co najlepsze. A chłód, i spacer, na pewno dobrze mu zrobi. 
- Może... a tobie chłód nie będzie przeszkadzał? - spytał, na co uniosłem brew i ciężko westchnąłem. Mi nic nie było i nie będzie. W przeciwieństwie do niego. 
- Nie, nie będzie. Skup się na sobie, dobrze? W tej chwili jesteś najważniejszy – odparłem, patrząc na niego troszkę krytycznie. Nie może myśleć o mnie, kiedy leży w łóżku już kolejny dzień. Ma się skupić na sobie, i ja już dopilnuję, by tak było. 

<Owieczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz