Ależ podobało mi się to miasto. Było niemal idealne, dokładnie takie, w którym mógłbym zostać na dłużej. Miałem tu dostęp do wszystkiego, czego mogłem potrzebować. Zwierzęta, gdybym jednak nie mógł napić się krwi Eliana. Ludzie, niektórzy nawet całkiem przyjemni dla oka. Nocą nad miastem migotały ognie na niebie, a powietrze było ciepłe i przyjemne.
Choć prawdę mówiąc, samo ciepło nie miało dla mnie większego znaczenia. Było ważne tylko ze względu na Eliana. Dla mnie liczyło się przede wszystkim to, że słońce nie zagrażało tutaj mojemu istnieniu. Cała reszta była tylko dodatkiem, całkiem znośnym, a momentami nawet przyjemnym.
Spojrzałem na mężczyznę idącego obok mnie. Przez chwilę wydawał się dziwnie spięty, jakby coś go zaniepokoiło.
- Coś się stało? - Zapytałem, zerkając na niego z niepokojem.
Nie potrafiłem powstrzymać tej troski. A co jeśli coś mu się stało? Może ktoś go potrącił i uderzył w jedną z jego ran? Powinienem być bardziej czujny. Muszę zwracać na niego więcej uwagi. Nie chciałem, żeby przez moją nieuwagę znowu cierpiał. Jeśli któraś z ran by się otworzyła… nie wybaczyłbym sobie tego.
Już i tak zbyt długo czekałem na jego bliskość. Dłużej naprawdę nie chciałem. Moje ciało również miało swoje granice wytrzymałości.
A przecież nie zamierzałem go zdradzić, musiałem po prostu być grzecznym wampirem, który wiernie trzyma się swojego pana.
- Nie, wszystko w porządku - Mruknął w końcu. - Po prostu nie lubię takich tłumów. - Powiedział to spokojnie, ale mimo wszystko przyciągnął mnie bliżej siebie, obejmując mnie ramieniem, tak jakby chciał mieć pewność, że nikt nie spróbuje mnie od niego oderwać.
Grzecznie przeciskałem się przez tłum, uważając, by nikogo nie potrącić. Ludzie napierali z każdej strony, rozmawiali głośno i co chwilę ktoś próbował przepchnąć się bliżej stojących wokół straganów. Było zdecydowanie zbyt ciasno jak na tak ogromną liczbę osób, ale w końcu był festyn, nic dziwnego, że przyciągnął tyle ludzi. Szczerze mówiąc, nawet nie do końca wiedziałem, na czym dokładnie polegała ta impreza. Jedyne, co mnie naprawdę interesowało, to światła, które miały pojawić się na niebie.
Co chwilę unosiłem wzrok, jakbym bał się, że przegapię ten moment.
- Wiem… przepraszam - Powiedziałem w końcu, odwracając się do Eliana.
Spojrzał na mnie uważnie i uniósł jedną brew, wyraźnie zdziwiony.
- A ty za co mnie przepraszasz? - Zapytał spokojnie.
- No wiesz… za to, że przeze mnie musisz tu być. Wiem, że nie lubisz tłumów - Przyznałem trochę ciszej. - Ale naprawdę bardzo chciałem to zobaczyć. - Uśmiechnąłem się do niego niewinnie, licząc, że choć trochę złagodzi to moją winę.
Elian prychnął cicho, po czym lekko szturchnął mnie ramieniem.
- Hej, Różyczko. Gdybym nie chciał, to bym z tobą nie wyszedł - Stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Te słowa sprawiły, że poczułem ciepło w piersi. Dzięki niemu mogłem tu być. Sam pewnie nigdy nie odważyłbym się przyjść w takie miejsce.
- Bardzo się cieszę, że tak się dla mnie poświęcasz - Wyszeptałem, opierając głowę o jego ramię.
Przez chwilę po prostu staliśmy wśród hałaśliwego tłumu, a ja znów spojrzałem w niebo, czekając aż wreszcie rozbłyśnie pierwsze światło.
Choć prawdę mówiąc, samo ciepło nie miało dla mnie większego znaczenia. Było ważne tylko ze względu na Eliana. Dla mnie liczyło się przede wszystkim to, że słońce nie zagrażało tutaj mojemu istnieniu. Cała reszta była tylko dodatkiem, całkiem znośnym, a momentami nawet przyjemnym.
Spojrzałem na mężczyznę idącego obok mnie. Przez chwilę wydawał się dziwnie spięty, jakby coś go zaniepokoiło.
- Coś się stało? - Zapytałem, zerkając na niego z niepokojem.
Nie potrafiłem powstrzymać tej troski. A co jeśli coś mu się stało? Może ktoś go potrącił i uderzył w jedną z jego ran? Powinienem być bardziej czujny. Muszę zwracać na niego więcej uwagi. Nie chciałem, żeby przez moją nieuwagę znowu cierpiał. Jeśli któraś z ran by się otworzyła… nie wybaczyłbym sobie tego.
Już i tak zbyt długo czekałem na jego bliskość. Dłużej naprawdę nie chciałem. Moje ciało również miało swoje granice wytrzymałości.
A przecież nie zamierzałem go zdradzić, musiałem po prostu być grzecznym wampirem, który wiernie trzyma się swojego pana.
- Nie, wszystko w porządku - Mruknął w końcu. - Po prostu nie lubię takich tłumów. - Powiedział to spokojnie, ale mimo wszystko przyciągnął mnie bliżej siebie, obejmując mnie ramieniem, tak jakby chciał mieć pewność, że nikt nie spróbuje mnie od niego oderwać.
Grzecznie przeciskałem się przez tłum, uważając, by nikogo nie potrącić. Ludzie napierali z każdej strony, rozmawiali głośno i co chwilę ktoś próbował przepchnąć się bliżej stojących wokół straganów. Było zdecydowanie zbyt ciasno jak na tak ogromną liczbę osób, ale w końcu był festyn, nic dziwnego, że przyciągnął tyle ludzi. Szczerze mówiąc, nawet nie do końca wiedziałem, na czym dokładnie polegała ta impreza. Jedyne, co mnie naprawdę interesowało, to światła, które miały pojawić się na niebie.
Co chwilę unosiłem wzrok, jakbym bał się, że przegapię ten moment.
- Wiem… przepraszam - Powiedziałem w końcu, odwracając się do Eliana.
Spojrzał na mnie uważnie i uniósł jedną brew, wyraźnie zdziwiony.
- A ty za co mnie przepraszasz? - Zapytał spokojnie.
- No wiesz… za to, że przeze mnie musisz tu być. Wiem, że nie lubisz tłumów - Przyznałem trochę ciszej. - Ale naprawdę bardzo chciałem to zobaczyć. - Uśmiechnąłem się do niego niewinnie, licząc, że choć trochę złagodzi to moją winę.
Elian prychnął cicho, po czym lekko szturchnął mnie ramieniem.
- Hej, Różyczko. Gdybym nie chciał, to bym z tobą nie wyszedł - Stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Te słowa sprawiły, że poczułem ciepło w piersi. Dzięki niemu mogłem tu być. Sam pewnie nigdy nie odważyłbym się przyjść w takie miejsce.
- Bardzo się cieszę, że tak się dla mnie poświęcasz - Wyszeptałem, opierając głowę o jego ramię.
Przez chwilę po prostu staliśmy wśród hałaśliwego tłumu, a ja znów spojrzałem w niebo, czekając aż wreszcie rozbłyśnie pierwsze światło.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz