Ledwo otworzyłem oczy, a on już zadawał mi mnóstwo pytań. Dopiero co zacząłem się rozbudzać, rozglądać, jeszcze nawet nic nie pomyślałem, a już muszę odpowiadać. Nie przywykłem do tego jeszcze, zazwyczaj miałem tę chwilę, by się rozbudzić, a tu już zostałem zaatakowany. Serathionowi się musi naprawdę nudzić, a to mogło oznaczać jedno, pewnie nie wyszedł w nocy, tak, jak go o to poprosiłem. Tylko, dlaczego? Spacer dobrze by mu zrobił. Jak tak nie chce chodzić na spacery sam, to muszę się zmobilizować i go zabrać w końcu na ten spacer. Ze mną już na pewno pójdzie, nie będzie miał wyjścia, jak po prostu się zgodzić.
- Przede wszystkim łazienka. I zaraz odpowiem na resztę – odpowiedziałem, podnosząc się do siadu. Rozejrzałem się zaspany po pokoju, dostrzegając panujący tu bałagan. Zdecydowanie trzeba posprzątać. Zrobić pranie. Zająć się tymi wszystkimi czynnościami, których to tak bardzo się nie lubi, ale trzeba je zrobić. Taki wędrujący tryb życia ma bardzo fajny plus, otóż nie trzeba sprzątać... no bo co trzeba sprzątać? Trzeba wszystko pakować, by ruszyć dalej, owszem, ale nie ma wycierania kurzy, zamiatania, zmywania podłóg. Faktycznie, trzeba umyć naczynia i zrobić pranie, jeśli się jest blisko wody, jakiegoś jeziora, rzeki, ale do tego jakoś bardziej przywykłem. - Trzeba tu ogarnąć.
- Ja to zrobię – zaproponował Serathion, na co uniosłem brew. To była ciekawa propozycja. I szczerze wątpiłem, że da sobie radę. Owszem, jego chęci były szczere, ale umiejętności, a raczej ich brak... przecież mu to zajmie wieki. Z całym szacunkiem do niego, ale znam jego możliwości i jeszcze musi trochę popracować nad sobą. - Ty musisz jeszcze wypocząć.
- Znacznie szybciej to pójdzie, jeśli będę w to zaangażowany, wiesz, skarbie? - odpowiedziałem spokojnie, nie mając z tym problemu. Czułem się całkiem nieźle. Byłem wyspany, nic mnie nie bolało, miałem apetyt, ochotę na działanie... tak, zdecydowanie było lepiej ze mną. - Zjem coś i coś tutaj zaczniemy działać.
- Daj spokój, przecież potrafię sprzątać. Co to za filozofia wytrzeć kurze i przelecieć kilka razy szczotką podłogę? - odparł, chyba urażony tym, co mu powiedziałem.
- No dobrze. To ty wytrzesz kurze, pozamiatasz, umyjesz podłogę, a ja zabiorę się za pranie, co? - odparłem, nie mając z tym problemu. Szybko wypiorę, na dole rozwieszę i wrócę mu pomóc. I pościel... nie, pościel zmienimy po dzisiejszej nocy. Zdecydowanie będzie to wymagane. Nie odpuszczę mu, ani sobie. Już zbyt długo odkładam ten moment zbliżenia. Naprawdę go potrzebowałem.
- A na pewno się czujesz na siłach? - zapytał, na co pokiwałem głową.
- Czuję się bardzo dobrze. Tak dobrze, że mam ochotę coś zjeść – poprawiłem z czułością kosmyk na jego czole. - Naprawdę zbyt mocno się o mnie martwisz – dodałem łagodnie, chwytając jego dłoń i składając na jej wierzchu delikatny, pełen szacunku pocałunek. - Wszystko jest już w porządku. I z moimi ranami, i z moją chorobą. Mogę normalnie działać – zapewniłem go, kciukiem głaszcząc jego dłoń.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz