poniedziałek, 16 marca 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Cieszyłem się, że mój mąż już czuł się lepiej, a jednocześnie przez to wszystko czułem lekkie zmieszanie. Nie powinienem się tak zachowywać. W końcu, obiecałem sobie wcześniej, że się od rodziny zdystansuję, by byli bezpieczniejsi, by mogli się prawidłowo rozwijać, zarówno dzieci, i Miki, i by nikt nie miał mi już nic więcej za złe, bo ewidentnie się nie nadawałem do życia w społeczeństwie. A wystarczyło, że Mikleo się tylko odezwał, poprosił, a ja już byłem obok niego. Nie powinno to tak wyglądać. I co ja z nim mam...? Najważniejsze jednak było, że już czuł się lepiej. Więcej, niestety, nie mogłem dla niego zrobić, chociaż bardzo bym chciał. Gdyby tylko to było możliwe, oddałbym mu wszystkie swoje siły witalne, by tylko się poczuł się lepiej, ale raczej, niestety, to możliwe nie było. 
- Dobrze, że już czujesz się lepiej – powiedziałem spokojnie, poprawiając jego grzywkę, która to zasłaniała jego oczy. - Skoro się lepiej czujesz, to może powinienem cię zostawić samego – dodałem, chcąc się od niego odsunąć. Trochę go uspokoiłem, wyciszyłem, moja rola się tu powinna skończyć. 
A jednak Mikleo nie pozwolił mi na to. Zacisnął palce na mojej koszulce mocno, a przynajmniej tak mocno, jak tylko mógł na to sobie pozwolić w tym stanie. To niedobrze. Bardzo niedobrze. Nie może przecież polegać cały czas na mnie. Nie zasługuję na to, by ktoś taki jak on był tu ze mną, i by na mnie polegał. Powinien sobie znaleźć kogoś bardziej przystosowanego do tego, kogoś bardziej uczuciowego, ciepłego, kogoś, kto nadaje się faktycznie na partnera. 
- Zostań. Z tobą mi tu lepiej – powiedział cichutko, i do tego tak słabym głosem, że aż mnie serce ścisnęło. Zdecydowanie nie powinienem tu przy nim leżeć. 
- Moja obecność jest tutaj niepotrzebna. Tylko ci przeszkadzam. Powinieneś odpoczywać teraz w ciszy, i w spokoju – odpowiedziałem chcąc, by mnie w końcu puścił. Nie potrzebował mnie. A im szybciej w to uwierzy, tym lepiej dla niego. 
- Ale to właśnie z tobą najlepiej mi się odpoczywa, wiesz? Twój zapach i ciepło twojego ciała to wszystko, czego teraz potrzebuję – przyznał, na co cicho westchnął. Za bardzo na mnie polega. Muszę go powoli tego oduczać. Ale, kiedy? Nie mogę tego robić, kiedy jest w takim stanie. Muszę poczekać, aż będzie się czuł znacznie, znacznie lepiej. Bo teraz, chociaż wygląda lepiej, doskonale wiem, że do tego idealnego stanu mu jeszcze bardzo daleko. Stracił dużo krwi, a krew tak szybko się nie regeneruje. - Chyba, że musisz gdzieś iść. Wtedy cię nie zatrzymuję. 
Czy ja tak szczerze musiałem gdzieś iść? Wcześniej ogarnąłem wszystko. Banshee pilnuje, by nikt niepożądany się tu nie zbliżył, ani by dzieciaki nigdzie nie wyszły. Dzieci również dostały zakaz wyjścia z domu, i chyba zamierzały się mnie posłuchać. Zwierzaki też nakarmione, jego stare ubrania spalone... zdecydowanie nie mam po co stawać. 
- Wszystko zrobiłem. Uważam jednak, że moje obecność jest tutaj całkowicie zbędna. Za bardzo na mnie polegasz, beze mnie jesteś silniejszy – odpowiedziałem mając nadzieję, że to go trochę dowartościuje. 

<Owieczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz