Słowa Serathiona docierały do mnie trochę tak, jakby do mnie mówił przez gruby mur. Przedziwne to było uczucie, bo przecież go widziałem, był tu przede mną, a jednak jego głos nie był tak czysty, tak piękny, jak to go zapamiętałem. A wielka szkoda. Jego osoba, w tym jego głos, był wszystkim, co teraz było mi potrzebne. Oby wkrótce mi to przeszło. Nie dość, że stęskniłem się za nim, to jeszcze martwię się o niego. Jestem pewien, że zbyt bardzo skupia się na mnie, chociaż nie jestem tego świadom, bo przecież cały czas i śpię, albo po prostu nie ogarniam, co się dzieje wokół mnie.
- Muszę to pić? - wymamrotałem niezadowolony, zerkając na kubek, który jak zwykle został wetknięty w moje ręce. Wywar wyglądał jakoś tak dziwnie, mało apetycznie, mętnie, i miał jakiś taki brzydki kolor. A może tak mi się wydawało tak z powodu półmroku panującego tutaj? Albo choroba mi siada na oczy. Nie zdziwiłbym się, w sumie to wszystko jest możliwe.
- Musisz, oczywiście, że musisz. To ci pomoże – powiedział łagodnie, gładząc mój policzek. Jego bliskość jak zwykle była dla mnie taka przyjemna, pragnąłem dłużej być jej świadom. - No już. Pij, i poczekamy chwilę. Zobaczymy, czy ci pomogą.
- A jak nie pomoże? I będzie mi nie smakować? Dziwnie ten wywar wygląda – zapytałem, patrząc na niego ze smutkiem.
- Te zioła są silniejsze, według Dony powinno być lepiej. I na razie się tego trzymamy. A smak jakoś będziesz musiał znieść. Tak jak ostatnio, wypijesz od razu i będzie dobrze. Jak będzie ci bardzo przeszkadzać ten posmak, coś wymyślę. Na razie jednak wypij, bardzo proszę – poprosił, uśmiechając się do mnie ładnie... chyba. Trochę ciężko było mi skupić swój wzrok, był on trochę rozmyty.
- No dobrze – odpowiedziałem, w końcu niechętnie unosząc kubek. Może miał rację... zrobię to naraz, i później będę marudził.
Czułem dobrze. Smak nie był najlepszy, był jeszcze gorszy niż przy poprzednich ziołach. Może im gorzej leki smakują, tym lepiej działają? Oby tak było. Na kąpiel nie miałem siły. Ogólnie nie miałem siły na nic. Ze zmienieniem pozycji miałem problem, z uniesieniem kubka miałem problem, a jakbym tak jeszcze miał wstać i iść do łazienki...? Znaczy, i tak będę musiał prędzej tam się udać, niestety, ale na razie staram się to odwlekać w czasie. W końcu będę miał te siły, i tam pójdę.
- Obrzydliwe – burknąłem niezadowolony, odkładając na bok kubek. - Mogę się już położyć?
- Poczekaj półgodziny. Po tym czasie gorączka powinna spaść. Jak nie spadnie, czeka cię kąpiel – mówił mi spokojnie, ale pomimo tego gdzieś tak w środku czułem, że strasznie się martwi. To niedobrze. Martwienie się jest niezdrowe. A on jest jeszcze przecież młody, nie może się tak przejmować.
- Półgodziny... to tak długo. Coś jednak muszę robić, bo zaraz zasnę, nawet na siedząco – ostrzegłem go, odgarniając włosy do tyłu. Muszę się na czymś skupić... Może na jego głosie? Jak się wystarczająco skupię, to znów usłyszę jego głos, tak piękny i czysty? Bardzo był tego chciał.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz