sobota, 7 marca 2026

Od Daisuke CD Haru

 Na jego słowa delikatnie się zarumieniłem, starając się bardzo mu uwierzyć, ale nie potrafiłem. Byłem świadom doskonale tego, jak wyglądam ja. I daleko mi do piękności. I tu chodzi o samą moją twarz, zmęczoną, padniętą, niewyspaną i bladą. A ciało? Trochę się mu przyjrzałem, i byłem przerażony... jak ono się nie zregeneruje? Jak już zawsze tak będzie to wyglądać? Nawet po powrocie do mojego faktycznego ciała? Na pewno przestanę się mu podobać. 
– Jeszcze nie minęły dwadzieścia cztery godziny od porodu. Wyglądam tragicznie – powiedziałem cicho, skupiając się całkowicie na naszym synku. Nie mogłem go w końcu przypadkiem puścić, muszę dbać, by się nie zachłysnął, i później muszę pilnować, by mu się odbiło. O ile zdążę, Sayuri też zaraz może chcieć coś zjeść. Nie wiemy jak ja z tym będę się wyrabiał. Dwójka dzieci to zdecydowanie za dużo, ale nic z tym nie możemy zrobić. Już się pojawiły, mają nasze geny, i musimy się nimi jakoś zaopiekować. 
– Zawsze wyglądasz pięknie – usłyszałem w odpowiedzi i zaraz poczułem, jak składa na mojej skroni delikatny pocałunek. – Wypoczniesz wkrótce, twoje ciało się zregeneruje, i będziesz czuł się lepiej. I w końcu mi uwierzysz. Skończyłeś? Daj mi go. Zajmę się nim, a ty nakarmisz Sayuri. 
– Już teraz nie wyrabiam, a co to będzie później? Przecież apetyt będzie im rósł, i rósł... – powiedziałem zaniepokojony, oddając mu nasze drobne maleństwo. 
– W takim razie dobrze, że to nie trojaczki – zażartował sobie Haru, a ja tylko posłałem mu mordercze spojrzenie. Trojaczki... już na samo wspomnienie o trojaczkach poczułem zimny dreszcz. Z bliźniakami ledwo dałem sobie radę, nie raz miałem ochotę się poddać, teraz też czuję, że nie opiekuję się nimi odpowiednio. Trochę mam ochotę się poddać. Ale... nie mogę. Jak ja się nimi nie zajmę, to kto to zrobi? 
– Takie trojaczki sam byś sobie rodził – burknąłem, biorąc w swoje ramiona córeczkę. Jak teraz tak ją trzymałem zauważyłem, że była nieco drobniejsza niż jej braciszek. A więc jeszcze tak ich można poznać... chociaż, wydaje mi się, że najłatwiej będzie ubierać je w inne kolorki. – Zapłaciłbym każde pieniądze, by jakoś takie trojaczki znalazły się w tobie. 
– Wiem. I to jest przerażające – powiedział, uśmiechając się głupkowato. – Dobrze, że to tylko bliźniaki. 
– To się okaże, czy tak dobrze. Jak podrosną, będą żywsze, będą wymagać więcej czasu, atencji, pokarmu, zabawy... A ty wrócisz do pracy – powiedziałem cicho zmartwiony, obserwując moją córeczkę. Mam nadzieję, że oboje będą spokojni. I nie będą tyle płakać. Ale to pewnie czcze życzenia, tak wspaniałe dzieci przecież nie istnieją. 
– Nie będziecie sami, z chęcią będę się zajmować moimi wnukami – powiedziała nagle jego mama, trochę przypominając o swojej obecności. Dzieciaki tak mnie pochłonęły, że zupełnie o niej zapomniałem. Jestem okropną osobą, naprawdę. – Świetnie sobie radzisz, skarbie. I będziesz sobie świetnie radził. 
– Skoro tak świetnie sobie radzą, to czemu nie opuszcza mnie uczucie, że jestem niewystarczający? Że każdy zająłby się lepiej moimi dziećmi, tylko nie ja? – zapytałem, nie podnosząc wzroku. Bałem się, że zobaczę w ich spojrzeniu zgodę z moimi słowami. A po tym się już chyba nie podniosę. 

<Piesku? c;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz