poniedziałek, 9 marca 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Zerknąłem na jego brzuch, za który dalej się trzymał, raczej nieumyślnie. Domyślałem się, że to właśnie tam został zraniony. Gdybym tylko mógł, sprawiłbym temu demonowi jeszcze więcej bólu... ale już nie mogłem. Jest martwy, i to martwy na dobre. Nie odrodzi się w piekle. Nie wróci. A jego krew będzie wiadomością dla innych, by nie przekraczali tej granicy. 
Teraz jednak musiałem skupić się na Mikleo. Skoro woda mu nie pomogła, ja w tej kwestii też nic nie będę mógł. Trochę nie rozumiałem, czemu woda całkowicie go nie uleczyła. Doskonale pamiętałem, jak leczyła go ona do końca. A może to przez Boga? Czy ten stary dziad znów mu jakieś ograniczenia na moce nałożył? Z pewnością, innego wytłumaczenia na to nie widzę. Gdyby tylko się nie krył w niebie za garnizonem aniołów, już dawno bym się nim zajął. Ale ja jeszcze znajdę sposób, żeby się tam dostać. 
- Zaniosę się do domu – powiedziałem, chwytając go bez problemu w swoje ramiona. Był taki leciutki... to zdecydowanie niedobrze. 
Mikleo nie odpowiedział. Był słaby, zbyt słaby, by chociaż mnie złapać za szyję, jakkolwiek zareagować. Następnym razem będę za nim wysyłał Banshee. Zbyt wiele złych rzeczy się mu przytrafia, kiedy idzie gdzieś beze mnie. Sądziłem, że jest bezpiecznie, ale najwidoczniej jego osoba przyciąga do siebie naprawdę beznadziejne przypadki. Jeśli chcę mu zapewnić bezpieczeństwo, już więcej nie pójdzie nigdzie sam. 
- Psotka, chodź – zawołałem do psa, który krył się pomiędzy drzewami. Najwidoczniej musiała zapamiętać, jak ostatnim razem dostała w kość, ledwo ją wyratowałem, i teraz już tak nie chojraczyła. I bardzo dobrze. Nie miałaby absolutnie żadnych szans, a jeszcze coś by się jej stało. 
Na szczęście przy naszym domu nikt się nie kręcił, a i dzieciaki bezpiecznie siedziały w pokoju. Chyba nawet nie wiedziały, że coś się stało. Muszę później z nimi pogadać, by uważały i nie wychodziły na razie nigdzie. Ludzie nie przyciągają demonów tak bardzo, jak anioły, zwłaszcza młode i niedoświadczone, jak właśnie moje dzieci. I Mikleo, czemu Mikleo tak bardzo go przyciąga? Jest słaby, ale jak chodzi o charakter. Znaczy, słaby, może zbyt naiwny, i to powoduje, że jest słaby, zbyt kochany i za dobry na ten świat. Ale czy to od razu sprawia, że jest takim łakomym kąskiem? 
Zaniosłem Mikleo do naszej sypialni. Położyłem go ostrożnie na łóżku i zacząłem go rozbierać. Ubranie, które miał na sobie, nadawało się tylko i wyłącznie do spalenia, miały na sobie zbyt  dużo krwi, a jej tak łatwo się nie da się pozbyć.  By też zapewnić mu komfort, zaraz ubrałem go w jedną ze swoich koszul. Luźna, wygodna, powinna mu pasować. 
- Potrzebujesz czegoś jeszcze? - zapytałem, opatulając go ostrożnie lekkim kocem. 

<Owieczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz