Wyczułem, że Serathiona coś trapi. Pytanie, czy to Lidia go tak irytowała, czy może chodziło o coś innego. Podejrzewałem, że mógł być głodny. W końcu minęło trochę czasu, od kiedy ostatnim razem coś przekąsił... kojarzyłem, że dawałem mu znać, że powinien się skupić na swoim żołądku, no ale oczywiście zamiast mnie posłuchać to trzeba było mnie pilnować. Bo przecież coś jeszcze byłem w stanie sobie zrobić, jak miałem tę gorączkę. Na chwilę nie mogę poczuć się gorzej, bo on szaleje, przestaje myśleć o wszystkim i myśli tylko o mnie. Tak to nie powinno wyglądać. Powinien patrzeć też na siebie. Na swoje potrzeby. Powinien mnie zostawić w nocy i udać się na polowanie.
- Jeśli jesteś bardzo głodny, możesz spić trochę krwi ze mnie – powiedziałem cicho, kiedy weszliśmy do zasłoniętego pokoju. Trochę nie rozumiałem, dlaczego nie chce, by Lidia dotykała zasłony. Przecież, na zewnątrz było już ciemno, nawet jeżeli je ruszy, nic się nie stanie. Może chodzi o zasadę? Nie wiem... gubię się w tym ich dziwnym konflikcie. Chciałbym, żeby po prostu siebie tolerowali. Lubię i Donę, i jej córkę, są sympatyczne, opiekowały się mną, kiedy wszyscy inni mieli mnie w dupie. Pomogłem im, owszem, i one pomogły mi. I dalej w pewien sposób tak to działa. Poza tym, kiedy już kogoś lubię, to oczywiście jest to ktoś dla mnie naprawdę ważny. Nie darzę tym uczuciem byle kogo. A jednak, Dona nie podziela mojego wyboru. A Lidia jest zazdrosna, chociaż, dlaczego, nie mam pojęcia, nigdy nie pokazywałem jej, że chcę czegoś więcej. Zawsze była dla mnie jak siostra, i tak ją traktowałem. Czemu ona sobie ubzdurała coś więcej...?
- Jeszcze siły ci nie wróciły. Poza tym, dalej jesteś jeszcze chory. Nie przyzwyczaiłeś mnie do takich standardów – odpowiedział, zadzierając swój nosek. Od razu wyczułem, że to gra. Przesadzał ze swoimi reakcjami, by odwrócić moją uwagę od istoty problemów.
- A ja cię przyzwyczaiłem do jakichkolwiek standardów? - spytałem, unosząc brew. - Tylko ciągam cię po podejrzanych spelunach, albo nocujemy w zapadających się ruderach. To są dla ciebie standardy? - spytałem, unosząc brew. Chociaż, w sumie... on spędził prawie że całe swoje życie w opuszczonej rezydencji, która może i miała luksusowe, wygodne meble, ale czy kiedykolwiek tam sprzątał? Nie wyglądało na to. Trochę tam czasu spędziłem, i poza pomieszczeniami, z których korzystał na co dzień, panował tam straszny bałagan. Jeśli kiedykolwiek miałbym z nim mieszkań, to w niewielkim domku. Im mniej pomieszczeń, tym mnie do sprzątania dla mnie. Czułem, że Serathion nawet jeśli na początku będzie chciał mi pomagać, szybko odpadnie. Już widziałem, jak zmieniał pościel. Miał już dosyć. Od jutra wracam do życia, zrobię pranie, zakupy, i zacznę powoli szykować nas do wyprawy. Tyle jeszcze mogę zrobić.
- Oczywiście. Do wspaniałej krwi. A teraz nie jest wspaniała – odpowiedział, siadając na łóżku.
- Jak będę stary też nie będzie wspaniała. Poza tym, lepsze to niż nic. A widzę, że już jesteś na wykończeniu – odparłem, zajmując miejsce obok niego i chwyciłem jego dłoń, by skupił się tylko na mnie.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz