Na jego słowa uśmiechnąłem się pod nosem. Jakiż on był uroczy... zdecydowanie bardziej lubiłem właśnie tę jego stronę, uroczą, słodziutką, kochaną i momentami nawet trochę taką głupiutką, nierozumiejącą, jak działa ten świat. Oczywiście, nie byłby sobą, gdyby mi czasem nie dogryzł i nie sarknął, dlatego muszę doceniać właśnie takie chwile, kiedy pozwala sobie na tą dziecinną nieporadność.
Niepotrzebnie się martwił o takie głupotki jak namiot. Specjalnie będę poszukiwał nieco droższego, z lepszego, grubszego materiału. Poza tym, nie będziemy przecież go rozstawiać na otwartej polanie. Będziemy wybierać bardziej zalesione miejsce, więc także trochę gałęzie i iglaste liście powstrzymają nieco to słońce. Łatwiej będzie późną wiosną, latem, kiedy te liście już urosną i się pojawią, ale myślę, że damy sobie radę. Ja już na pewno dopilnuję, by mojej Różyczce nic się nie stało. Nie przeżyłbym tego, gdyby z mojej winy, mojego niedopatrzenia stała się mu krzywda. Zresztą, płaszcz i kaptur były całkiem skuteczne, a to przecież też tylko kawałek materiału. Namiot zdecydowanie się sprawdzi.
- Zrobię dla ciebie wszystko – wyszeptałem, dalej go do siebie tuląc. - Wszystko, co tylko może moje słabe, ludzkie ciało.
- Słabe? Mi te mięśnie nie wyglądają na słabe – wymruczał zaczepnie, przesuwając palcem po moich plecach.
- W porównaniu z tobą, jestem raczej mierny – zauważyłem zgodnie z prawdą. W porównaniu z jakimkolwiek wampirem byłem tym słabszym, zwłaszcza fizycznie, muszę się naprawdę mocno starać, by z takim wygrać. Być cwańszym, niż oni. Wykorzystywać każdą, najmniejszą sytuację na swoją korzyść. To momentami męczące.
- Zdecydowanie jesteś zmęczony, bo gadasz takie głupoty – odpowiedziałem, odsuwając się na chwilę ode mnie. - Powinieneś się położyć. Brak krwi ci uderza do głowy.
- Jeszcze ta lista. Jutro pójdę na zakupy, i szybciej to wszystko zrobię, tym szybciej będziemy mogli wyruszać, kiedy przyjdzie na to pora – odpowiedziałem, nie mogąc się jeszcze na to godzić. Na sen będę miał czas. A na spędzenie z nim czasu? Już niekoniecznie.
- Nie możesz jej zrobić jutro? - skrzywi się lekko, ale to pewnie dlatego, że był zmartwiony. O mnie. Oczywiście, że o mnie, moje biedactwo, zdecydowanie zbyt się przejmuje moją skromną osobą. A może to jest całkowicie normalne, tylko ja po prostu nie przywykłem do takiego okazywania uczuć. Dla mnie to może być coś dziwnego, a to przecież jest coś jak najzupełniej normalnego. Jeszcze trochę muszę się nauczyć się dawać sobą opiekować.
- Nie. Jutro chciałbym się zabrać za zakupy... albo chociaż zacząć. Powoli, dzień po dniu, będziemy mieć wszystko – powiedziałem, poprawiając jego włosy. Jakie one były śliczne... na piekła, jak on to robił? Jakkolwiek by się nie ułożył, cokolwiek by nie robił, wyglądały one wspaniale. On w ogóle cały był przepiękny, każdej pory, w każdej pozycji. - Nie bój się. Nie zmuszam siebie do niczego. Mam jeszcze trochę sił, mam ochotę, to chcę na to poświęcić swój czas. I na ciebie – dodałem, po czym go ucałowałem w czoło. - A co dwie głowy głowy, to nie jedna. Pomożesz mi? - zapytałem, uśmiechając się do niego lekko.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie znam się na takich rzeczach – powiedział nieco niepewnie.
- Ale jesteś tu ze mną. Na pewno na coś wpadniesz – odpowiedziałem, zachęcając go. Wystarczy, by przy mnie był. To już mi na pewno pomoże.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz