poniedziałek, 23 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

Chyba już zawsze będę uważał, że przesadza, zdecydowanie za bardzo się mną przejmuje. A przecież nic wielkiego mi nie będzie. Jestem wampirem. Co prawda w świecie wampirów wciąż uznaje się mnie za dziecko, ale dla ludzi… mając sto pięćdziesiąt lat, byłbym już dawno tylko wspomnieniem.
Gdybym był człowiekiem, nie byłoby mnie tu od dawna. A jako wampir mogę trwać,
setki, może nawet tysiące lat. Ludzie odchodzą, rodzą się nowi, świat się zmienia… a ja stoję w miejscu. Czas mnie nie dotyka.
Dopiero Elian coś w tym zmienił.
Ten człowiek. Ten cholernie irytujący człowiek, którego kiedyś chciałem zabić.
Choć… czy naprawdę chciałem?
Zabijałem, owszem, ale rzadko bez powodu. Częściej tylko straszyłem i znikałem. Nigdy nie byłem potworem, który zabija dla zabawy. Raczej kimś, kto zawsze dbał o własne korzyści.
Zapraszałem ludzi, głównie mężczyzn, na drobne przyjemności. Jedne dla ciała, inne… dla głodu. Może byłem rozwiązły, delikatnie mówiąc. Ale zawsze coś z tego miałem. Nigdy nie robiłem nic bezinteresownie.
Aż do teraz.
Przy nim… przestaję myśleć tylko o sobie.
Myślę o nim. O jego zdrowiu, bezpieczeństwie, o wszystkim, co ma i co może jeszcze dać temu światu.
Choć… może to nie do końca prawda.
W końcu nadal jestem wampirem. Potrzebuję krwi. A on potrafił mi ją dać tyle, ile potrzebowałem. Dopóki był silny… dopóki był zdrowy.
Każdego dnia dawał mi coś więcej niż tylko to, co fizyczne. Przy nim wszystko stawało się… łatwiejsze. Lepsze.
Może właśnie dlatego tak dobrze mi się z nim żyje.
- Wy, ludzie, mówicie, że nikt jeszcze nie umarł z głodu - Odezwałem się cicho. - Ja też raczej nie. Nie rozpadnę się po kilku dniach bez krwi. Mogę poczekać… Nie chcę cię osłabiać. Wiem, że potrzebujesz siły, żeby dojść do siebie. - Nasłuchiwałem kroków Lidii, zerkając co chwilę na zasłony. Wiedziałem, że na zewnątrz panuje mrok, ale mimo to czułem niepokój.
Już raz przez nią cierpiałem. I nie miałem najmniejszej ochoty przeżywać tego ponownie. Zwłaszcza teraz, gdy głód tylko utrudniłby regenerację.
- Ależ ty jesteś uparty - Mruknął, unosząc jedną brew i patrząc na mnie zmęczonymi oczami. - Czy ja naprawdę za każdym razem muszę cię zmuszać do picia mojej krwi? - Uśmiechnąłem się lekko, z tą odrobiną zadziorności, która zawsze mnie zdradzała.
- Zmuszać mnie nie musisz - Odparłem spokojnie. - Ale wyobraź sobie, że właśnie teraz zatapiam zęby w twojej szyi… a twoja przyjaciółka to widzi. - Przechyliłem głowę, przyglądając mu się uważnie. - Ja zostaję potworem. A ty? Ofiarą. Naiwnym łowcą, który dał się omotać małej, wrednej pijawce. - Uśmiechnąłem się szerzej.
Bo w końcu… tak właśnie by to wyglądało.
Elian nagle przyciągnął mnie do siebie i bez większego wysiłku posadził na swoich kolanach. Jego dłonie pewnie objęły moje biodra, przesuwając się niżej, jakby chciał upewnić się, że nigdzie nie ucieknę.
- Ależ oczywiście, że jestem głupim łowcą, którego oczarowałeś. Przecież wszyscy wiedzą, że całkowicie ci się poddałem. - Uniósł dłoń i delikatnie ujął mój policzek, a jego spojrzenie, choć wciąż zmęczone, miało w sobie coś miękkiego, niemal ciepłego.
Uśmiechnąłem się od razu, zadziornie, rozumiejąc doskonale jego ton.
- Oczywiście. Bo przecież o to mi chodziło. - Nachyliłem się Delikatnie muskając jego nos, zsunąłem się z jego kolan, ruszając to na kota którego wziąłem na ręce przytulając do siebie.
W tej samej chwili słysząc ciche pukanie do drzwi. Doskonale wiedząc kto znajduje się za nimi.

<Elianie? C;> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz