sobota, 7 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Zmusiłem się troszkę do jedzenia, bo jakoś tak nie miałem wielkiego apetytu. Czułem jednak, że tak trzeba. Skądś ten organizm powinien mieć siłę na walkę z wirusem, by się za bardzo nie rozgościł, jak i jednocześnie leczyć te rany. Trochę do roboty ma, więc trzeba go czymś wspomóc. I śniadaniem, i ziołami wspomagającymi odporność. Musi mi to pomóc. Innego wyjścia nie widzę. Czas na chorowanie teoretycznie najgorszy nie jest. Nie byliśmy w drodze i w najbliższym czasie zdecydowanie się nigdzie nie wybieramy. Mamy pokój, spokój i czas. Jeśli jednak miałbym mieć decydujący głos, zdecydowanie wolałbym ominąć tę chorobę. Żadnego pożytku z niej nie ma, a będę tylko cierniem w tyłku Serathiona, no bo przecież nie zostawi mnie samego. A to niedobrze. Nie może kilka dni siedzieć w pokoju. Przygaśnie. Będzie zmierzły. Nie mówi mi tego głośno, ale doskonale widziałem, jak ma serdecznie dosyć siedzenia w jednym pokoju, i nie miałem mu tego za złe, naprawdę. Też byłem przykuty do tego pokoju, ale kiedy chciałem, mogłem wyjść, nie musiałem obawiać się słońca. Na niego czekało znacznie więcej niebezpieczeństw. 
- Chodź, Futerko. Przyniosłem ci śniadanie, i mleczko ciepłe – odezwałem się cicho, kiedy tylko wszedłem do środka. Futerko zareagował błyskawicznie. Zeskoczył z fotela, miaucząc okropnie, jakby głodował wieki. W sumie, to wczoraj nie dostał kolacji, odrobinkę głodny to miał prawo być, ale bez przesady, w boczkach zapasy miał niezłe, starczą mu na długie tygodnie. 
A może to nie był głód?
- Reagujesz tak głośno, bo naprawdę jesteś głodny, czy robisz to, bo chcesz być wredny dla Serathiona? - zapytałem rozbawiony, a kociak w odpowiedzi znów miauknął, jakby potakująco. Chociaż, on mnie nie mógł zrozumieć. To przecież tylko kot. Zwierzak. Jedyne, na co reaguje, to na ton mojego głosu. A szkoda. Bardzo bym chciał, byśmy mogli sobie pogadać. To byłoby ciekawe doświadczenie. - Czyli jesteś wredny. Ciekawe, skąd ci się to wzięło, mały czorcie – postawiłem przed nim miseczkę, a on od razu zaczął jeść, jakby wieki jedzenia nie wdział. - Chyba będę chwilowo jego ulubieńcem. 
- Nie potrzebuję jego aprobaty – odpowiedział Serathion, niby niewzruszony, ale chyba jednak go coś tknęło. A jak jeszcze go nie tknęło, to na pewno go tknie. Przecież widziałem, jak traktuje tego kociaka. Uwielbia z nim spędzać czas, gadać do niego, jak to gada czasem do misia, bawi się z nim... jak ja będę spał, albo będę siedział na dole, albo nie daj boże będę gdzieś musiał wyjść za dnia, będzie mu tego bardzo brakować. - Najważniejsze, by na ciebie nie skakał. Nie, kiedy masz rany na żebrach i brzuchu, i wszędzie – odpowiedział, na chwilę odrywając wzrok od książki. No proszę, teraz czyta drugą pozycję... Jeszcze jej nie przeczytał? Tą pierwszą w dwie godziny chyba pochłonął. 
- Czyli jak jestem ranny, to nie może na mnie skakać. Ale jak śpię snem twardym, zdrowy, bez żadnych cięć na skórze, ran, to może mnie tak gwałtownie wybudzać ze snu? - zapytałem rozbawiony, idąc do niego, by usiąść na łóżku. Miałem dziwną ochotę opatulić się kocem, a przecież było tu ciepło, chyba. Tak mi się wydawało. Więc skoro było ciepło, po co miałbym się opatulać kocem?

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz