Oczywiście doskonale zrozumiałem, co miał na myśli. Prawda była taka, że dzięki niemu, dopóki on żyje, ja również mam wszystko, czego potrzebuję. Mam szczęście. Mam miłość. Mam poczucie bezpieczeństwa. Mam też krew, której jako wampir potrzebuję, aby istnieć. A przede wszystkim mam jego akceptację, bez której bycie sobą byłoby znacznie trudniejsze.
Skoro więc mam przy nim to wszystko, dlaczego miałbym szukać kogoś lepszego? Po co miałbym rozglądać się za czymś innym, skoro już znalazłem coś tak cennego?
Sam przecież niedawno powiedział, że czasem lepiej jest trzymać w dłoniach złoto, niż w nieskończoność szukać diamentu, którego być może nigdy się nie odnajdzie. Te słowa zapadły mi w pamięć. Im dłużej o nich myślałem, tym bardziej rozumiałem, jak bardzo są prawdziwe.
W końcu trzeba nauczyć się kochać i doceniać to, co już się ma przy sobie. To, co jest prawdziwe, bliskie i namacalne. Bo bezsensowne poszukiwanie jakiejś wyidealizowanej miłości może sprawić tylko tyle, że przegapi się tę prawdziwą tę, która od dawna stoi tuż obok.
A ja nie chciałem jej przegapić.
- Poczekaj, poczekaj… czy to nie ty jeszcze przed chwilą mówiłeś, że lepiej dbać o złoto, niż szukać diamentu? - Zapytałem z lekkim rozbawieniem.
Spojrzałem na niego uważnie, a potem westchnąłem cicho.
- Wiem, że w porównaniu do ciebie będę żył wieczność. Ale to wcale nie oznacza, że mam cię kiedyś opuścić i szukać kogoś innego. Nie musisz być o mnie zazdrosny. - Uśmiechnąłem się lekko.
- Ten mężczyzna może i był dobry… ale ty jesteś znacznie lepszy. Poza tym gdybym naprawdę nie chciał, nie byłbym z tobą. A skoro już cię wybrałem, czy ci się to podoba, czy nie, nie zamierzam tak łatwo odejść. - Na chwilę ściszyłem głos.
- Jest mi dobrze przy twoim boku. I dopóki ty będziesz żył, ja również będę przy tobie. Nie martw się… nie pozwolę ci tak szybko umrzeć. - Powiedziałem to spokojnie, ruszając razem z nim w stronę miejsca, gdzie zgromadziło się więcej ludzi. Niestety, a może właśnie stety, spora część ich uwagi skupiła się na mojej skromnej osobie.
Zauważyłem, że mojego partnera trochę to irytuje.
Cóż… niewiele mogłem na to poradzić.
To nie była moja wina, że przyciągałem spojrzenia. Zwłaszcza teraz, gdy napiłem się krwi. Moje ciało, ruchy, nawet spojrzenie, choć wcale nie kierowałem go w ich stronę, działały na ludzi jak cicha pokusa.
Taki już po prostu byłem.
Wampir to wampir.
Nie da się zmienić tego, jak wyglądamy ani jak oddziałujemy na innych.
Czułem, że mój partner nie był z tego powodu zadowolony. Znowu wyczuwałem od niego tę zazdrość, która biła od niego niemal fizycznie. Miałem wrażenie, że gdyby tylko mógł, schowałby mnie przed całym światem. Wiedziałem jednak doskonale, że to było po prostu niemożliwe.
- Hej… skup się na mnie, a nie na nich - Wyszeptałem, przyciągając jego uwagę. - Ich spojrzenie nie ma tu najmniejszego znaczenia. Podziwiaj to piękno, które jest przy tobie. - Chwyciłem jego koszulę delikatnie, tak aby zwrócił całą uwagę wyłącznie na mnie. Zauważyłem, jak jego oczy powoli opuszczają tłum, by spotkać się z moim spojrzeniem. - Bo wiesz… gdyby nie to, że jesteś ranny po powrocie do gospody, ładnie bym ci się za to odwdzięczył - Dodałem cicho, składając na jego policzku delikatny pocałunek.
Jego reakcja była niemal natychmiastowa. Wzrok się rozluźnił, a mięśnie twarzy zmiękły. Mogłem poczuć, jak powoli oddycha spokojniej, a napięcie, które wyczuwałem od niego wcześniej, zaczęło topnieć w moich ramionach.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz