piątek, 6 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 No tak, przez te moje rany wszystko, co mi pozostaje, to obietnice. To męczące. Chciałbym w końcu wykorzystać nasz wolny czas, wygodne łóżko i komfort, jaki mamy zapewniony w pokoju, a nie tylko słyszeć, co on takiego zrobi, kiedy tylko wyzdrowieję. Czułem jednak, że jeśli coś zainicjuje, nawet jeśli początkowo będzie to coś spokojnego, jakieś intymne pieszczoty, by to napięcie zeszło, ja się nie powstrzymam. I będę miał kompletnie gdzieś to, że takimi gwałtownymi ruchami pozrywam wszystkie szwy i otworzę wszystkie rany, a patrząc na to, w jakich miejscach się one znajdowały, było to wysoce prawdopodobne. Więc musiałem czekać na to, aż wydobrzeję. A im bardziej nie mogłem się doczekać, tym bardziej mi się to wszystko dłużyło. 
– Bardzo mi dużo obiecujesz. Wiesz, że jak przyjdzie czas zapłaty, będę żądał bardzo wysokiej zapłaty? Tak bardzo zawyżasz moje wymagania takimi obietnicami – powiedziałem, mrużąc oczy. Oby potrafił coś więcej niż trzepotać rzęsami i rzucać słowa na wiatr, bo wymagać będę od niego mnóstwo już po samych słowach. 
– Lubię, kiedy wysoko stawiasz poprzeczkę – uśmiechnął się do mnie zadziornie, zbliżając się do moich ust. Zaraz też połączył je w delikatnym pocałunku, który zakończył na ostro, bo podgryzając moją wargę, i to na tyle mocno, by przegryźć moją skórę do krwi. Oczywiście nie przeoczył okazji, by spić te kropelki, naciągając mój kaptur tak, by ukrył przez chwilę i jego. W końcu, dla przechodniów mogłoby dziwnie wyglądać to, co robi. W najlepszym przypadku pomyśleliby sobie, że moja Różyczka ma dziwny fetysz. W najgorszym, połączą jego dziwny fetysz zlizywania z krwi drugim łowcą, lub atakiem na mnie przez wampira. – Ale teraz musisz cierpliwie poczekać. Cierpliwość zostanie wynagrodzona – dodał, odsuwając się ode mnie i oblizując ze smakiem swoje. 
– Ta cierpliwość zaczyna mnie mierzić – przyznałem, wzdychając niezadowolony. Jeszcze minimum kilka dni będę musiał wytrzymać. Zresztą, nie tylko ja, on też, jemu także na pewno doskwiera to napięcie, zwłaszcza, że wcześniej często ten seks uprawiał. A teraz, przeze mnie, musi się wstrzymywać. Znaczy się, nie musi, może sobie kogoś znaleźć na zastępstwo, ale niech nie liczy na to, że później go przyjmę z otwartymi ramionami. Skoro jesteśmy razem, jesteśmy dla siebie partnerami, wsparciem, ostoją, pewne zasady muszą tu istnieć. 
– Zapewniam cię, że warto – powiedział ze słodziutkim uśmiechem, splatając nasze palce w mocnym uścisku i ciągnąc dalej, w jeszcze większe tłumy. 
Ludzie powoli się zbierali, i nie do końca mi się to podobało. Lepiej czułem się w mniejszych tłumach. Lubiłem swoją przestrzeń osobistą, niewielu ludziom pozwalam na jej naruszanie, a teraz muszę zacisnąć zęby i jakoś zdzierżyć ludzi wpadających na mnie, ocierających się i będących zdecydowanie zbyt blisko. Minus festynów w miastach... zdecydowanie bardziej lubiłem te wiejskie zabawy. I ludzi mniej, i wszyscy jacyś tacy inni, biła od nich zupełnie inna energia, było wtedy to wszystko takie swojskie, przytulne. A może po prostu tak sobie w duchu narzekam, bo oczywiście musiałem narzekać. Nie byłbym sobą, gdybym tego nie czynił. 
– Jest ich chyba jeszcze więcej niż na świętach – mruknąłem niezadowolony, zaciskając palce na swojej sakiewce z pieniędzmi. Doskonale wiedziałem, że chwila nieuwagi i mogę się z nią pożegnać. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz