piątek, 20 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 To było dużo pytań na raz, a ja dopiero co się obudziłem. Potrzebowałem chwili, by pomyśleć, ułożyć sobie w głowie to, co się wydarzyło, i na czym to się mam skupić. Podniosłem się niepewnie do siadu, a rozejrzałem nieprzytomnym wzrokiem w poszukiwaniu dzbanka z wodą. Potrzebowałem się napić, i to bardzo. Czułem straszną suchość w gardle, potrzebowałem się tego pozbyć. Serathion, jakby mi czytając w myślach, od razu podniósł się z łóżka, by zabrać szklankę i nalać do niej wody, którą to zaraz mi podał. Rzuciłem się łapczywie na napój i na bogów, jakie to było dobre. Chyba pierwszy raz woda aż tak mi smakowała. 
– Jeszcze ci dolać? – spytał, kiedy wypiłem ostatni łyk. 
– Nie, nie. To mi na razie starczy. Zaraz zejdziemy na dół, wezmę coś do jedzenia sobie i Futerku... ale najpierw muszę się ogolić. Twarz mnie już zaczyna swędzieć – mruknąłem, delikatnie się krzywiąc. – A jak zjem i odniosę naczynia... może zabiorę się za listę. 
– Listę? – zapytał zaciekawiony, nie spuszczając ze mnie wzroku. Jego oczy były przygaszone, nieco mętne, nawet pod iluzją, co mi się nie spodobało. Był głodny. Coś tak czułem, że od naszego ostatniego wyjścia nic nie jadł. Jeśli tylko będzie chciał, jestem w stanie przekazać mu trochę swojej krwi, o ile będzie ją chciał. Bez wątpienia jestem silniejszy, ale nie wiem, czy będzie mu smakować, kiedy jeszcze jestem chory, ta krew może jeszcze nie być tak dobra, jak on by chciał. Ale ja ostatnio problematyczny dla niego jestem... Nic mu nie daję, żadnego pożytku ze mnie. Muszę się poprawić, by nie przyszły mu jakieś dziwne myśli. 
– Listę rzeczy, które nam się przydadzą w podróży, i oczywiście odpowiednia ich ilość. Nie chcę później czuć się jak obładowany muł. Też myślę, że możemy wyjąć mapę i zaplanować kilka pierwszych etapów podróży, chociaż tak wstępnie – wyjaśniłem mu wszystko, mimowolnie otulając się kołdrą. Moja temperatura musiała nieco wzrosnąć, ale nie jakoś bardzo. Zakładałem, że pewnie miałem stan podgorączkowy, i nie jakoś bardzo straszny, bardziej w tej dolnej granicy niż górnej. 
- Powiedz mi, zawsze tak wszystko planujesz, jak chodzi o podróże? - spytał rozbawiony, kładąc swoją dłoń na moim czole. 
- To zależy. W pracy zazwyczaj podróżowałem od plotki do plotki, więc to nie były odległe punkty. Kiedy faktycznie dalej gdzieś zamierzałem wyruszyć, lubiłem sobie mniej więcej zaplanować, zwłaszcza zapasy. Nie zawsze polowanie na zająca może się udać, a lepiej z pustym żołądkiem nie pozostawać za długo w trasie. Nigdy nie wyruszyłem w tak długą podróż, jak teraz nasza. A nie przynajmniej z takim wyprzedzeniem. No, i jeszcze przecież pod opieką mam dwa stworzonka. Tego małego czorta, którego trzeba wykarmić, i ciebie. A aby ciebie karmić, muszę zadbać o siebie. Tak więc mam mnóstwo czynników, które muszę wziąć pod uwagę – odpowiedziałem, wstając w końcu z łóżka. Miło było, ale najwyższa pora by zabrać się do roboty. - Daj mi chwilę, zgolę tylko ten zarost i schodzimy. 
- A może ja cię ogolę? - zaproponował, co mnie mocno zaskoczyło. 
- A ty w ogóle umiesz golić? - zapytałem, zastanawiając się nad tym. On nie musiał się golić, więc skoro siebie nie musiał nigdy... to skąd posiadłby taką umiejętność. 
- No nie. Ale to nie może być nic trudnego, prawda? - wzruszył ramionami. Może to zaproponował, by spędzić ze mną więcej czasu? Albo chciał nauczyć się tej sztuki. 
- Tylko mnie nie zatnij – poprosiłem, nie mając finalnie nic przeciwko temu. Trochę nie rozumiałem, dlaczego tego chce, ale niechaj już mu będzie. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz