piątek, 6 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Spacer, pomimo tego, że nie trwał jakoś długo, sprawił, że zmarzłem. I to tak porządnie zmarzłem. Kiedy rano się obudziłem, czułem to nieprzyjemne drapanie w gardle, co mi się nie spodobało. Od drapania w gardle się zaczyna. Później dochodzi kaszel, katar, gorączka, bóle mięśni... miałem nadzieję, że uda mi się zapobiec temu, nim całkowicie mnie rozłoży. Minęło trochę czasu, nim ostatni raz byłem chory, i wolałbym to utrzymać, jeśli jest to możliwe. Wystarczy mi, że przez rany jestem mało mobilny i większe ze mnie utrapienie niż pożytek. A jak jeszcze do tego wszystkiego będę chory, to już w ogóle będę bezużyteczny. 
– Dzień dobry – powiedziałem nieco zachrypniętym głosem, który zaskoczył mnie samego, ale z kolei Serathion wydawał się coś wiedzieć. Znałem to badawcze spojrzenie. Pewnie doszukiwał się kolejnych objawów. 
– Dzień dobry. A więc dobrze czułem. Coś cię w nocy zaczęło rozbierać – powiedział, delikatnie marszcząc brwi. 
– Nie sądziłem, że to choroba dobierze się do mnie szybciej od ciebie – uśmiechnąłem się głupkowato, na co tylko uniósł jedną brew. – Och, daj spokój. To tylko bolące gardło. Zioła raz dwa sobie z tym poradzą. 
– To coś więcej. Czuję to w twojej krwi. Zmieniła się chwilowo – wyznał, delikatnie się krzywiąc. – To przeze mnie. Powinniśmy wczoraj wrócić wcześniej do pokoju, a nie jeszcze iść na ten spacer. 
– Albo przez innego już zarażonego człowieka, z którym miałem kontakt. A w takim tłumie, jaki był tam wczoraj, no to nie trudno – powiedziałem, niespecjalnie się tym przejmując. Wierzyłem, że jeszcze nie jest za późno, by nad tym zapanować. To najwcześniejsze objawy, jeszcze mam trochę czasu. – Nie miej do siebie wyrzutów. Jestem dorosłym człowiekiem. Znam swój organizm – powiedziałem, całując go w czoło. – Zaraz się ogarnę i pójdę na dół coś zjeść, napić się. I przyniosę jedzenie naszemu kociakowi. Zauważyłeś, że odkąd mi na brzuch skoczył i go odłożyłeś na fotel, jakiś taki spokojniejszy się zrobił? Chyba się na ciebie obraził – zauważyłem rozbawiony, podnosząc się spokojnie do siadu. Ależ on panikował... to tylko drobna chrypka. Od tego się nie umiera. Zdecydowanie powinien się bardziej wyluzować. 
– Chyba to nawet lepiej, że będziesz chory – usłyszał, co dość mocno mnie zaskoczyło. Powiedział to nagle, bez żadnego kontekstu, jakby długo nad tym myślał. – Nie będziesz miał siły na kombinowanie, będziesz leżał w łóżku i twoje rany szybciej się zagoją. 
– Nie wiesz, o co prosisz. Facet z gorączką to najgorszy typ mężczyzny – powiedziałem rozbawiony, biorąc w ręce jedną ze swoich koszul, którą to zamierzałem założyć do dzisiejszego śniadania. – Poza tym, nie będę chory – dodałem. Nie mogłem mu tego zrobić. Już i tak miał przeze mnie ciężko, musiał znosić mój sen, moje rany, moje leżenie w łóżku i teraz jeszcze chorobę? Nie, zdecydowanie nie. Już wystarczy mu, i mnie zresztą też. Choroba i moje rany raczej ze sobą nie współgrały. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz