niedziela, 29 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jak zwykle się musiał upewnić. Moja cudowna Różyczka. A później mi mówi, że nie może mi dać wszystkiego i że taka Lidia da mi więcej. On już daje mi wystarczająco dużo. Ba, nawet więcej niżeli ja potrzebuję. Może jednak zbyt bardzo broniłem się przed dopuszczeniem kogoś do siebie? Chociaż, to wszystko wyjdzie w praniu. Dwa razy byłem bliski śmierci, i dwa razy Serathion omal nie oszalał, chociaż za tym pierwszym razem już się całkowicie załamał. Często myślę o tym, co to będzie, kiedy już mnie zabraknie, i nie potrafię się o niego martwić. To jest teoretycznie wizja bardzo odległa, jeśli żyłbym normalnie, a w tej chwili do tego mi trochę brakuje. Z drugiej strony, doskonale wiedział, kogo sobie bierze i co się z tym wiąże. 
- Zjadłem, wypiłem, i wiem, że James już wyjechał. Doszedł do wniosku, że jego wampir musiał uciec dalej. Nie słyszałem też o jakichś bezkrwawych trupach w alejkach, więc nie wie, czy ten twój kumpel też się nie zmył – delikatnie się skrzywiłem. To nie było mi na rękę. Chciałem się na nim zemścić, za to, w jakim stanie mnie zostawił. Osłabiającą truciznę na niego już miałem gotową. Tylko jego wypadałoby znaleźć. 
- Nie wydajesz się być zadowolony – odpowiedział, patrząc na mnie z uwagą. 
- Chciałem z nim wyrównać rachunki. Ale jak go nie ma... to nic nie zrobię. Nie teraz – cicho westchnąłem. Zdecydowanie mu nie daruję. 
- I nie później. Zostaw go. Póki jesteś mój, da ci spokój – odparł, gładząc delikatnie mój policzek. - Po co się narażać?
- Mnie da spokój, ale co z innymi ludźmi? Jeśli mi na to los pozwoli, następnym razem się go pozbędę. Nie martw się, nie będziesz mi musiał pomagać, sam się nim zajmę – obiecałem, składając na jego czole delikatny pocałunek. To jest sprawa pomiędzy mną, a nim. Wiem, że ich relacje nie są najlepsze, ale nie chcę go uwikłać w tę zemstę. Należy ona tylko i wyłącznie do mnie. - Ułatwić ci trochę robotę? Źle ruszasz szczotką. Spróbuj nią zamiatać w swoją stronę, a nie odpychać. Będzie ci prościej – dodałem, zmieniając nieco temat. Moje sprawy niech pozostają moimi sprawami. Na razie lepiej się skupić na tym, co możemy zrobić. 
- Wiem, jak się zamiata – burknął nieco zły, ale tym razem jego technika wyglądała już lepiej. 
- Kocham cię – wyszeptałem mu do ucha, by go tak odrobinkę udobruchać, a następnie go szybko ucałowałem płatek jego ucha. - Pamiętaj, by dobrze wyciskać mop, kiedy będziesz myć podłogę. Nie chcemy tutaj zniszczyć desek. 
- dodałem, prostując się. 
- Wyciskać? Jak mam go wyciskać? - spytał, delikatnie marszcząc brwi. 
- No jak to jak? Rękami. Inaczej się nie da – odparłem spokojnie, co wywołało w nim zaskoczenie, i to nie takie pozytywne. 
- Mam go odciskać z tej obrzydliwej, brudnej wody swoimi pięknymi dłońmi? Nie ma mowy – prychnął oburzony. No cóż, tego się tak trochę mogłem spodziewać. I tak dużo już dużo tutaj zrobił jak na niego. 
- W porządku. Jak zrobię pranie, zajmę się podłogami – zdecydowałem, nie mając do niego o to problemu. Wiedziałem w końcu doskonale, jak się wychowywał, i jak wiele może znieść. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz