wtorek, 31 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Zdecydowanie nie był to pomysł, który przypadł mi do gustu.
Nie chciałem opiekować się dziećmi. I wcale nie dlatego, że się ich bałem, po prostu za nimi nie przepadałem. A już na pewno nie za obcymi. Własne? Może wtedy patrzyłbym na to inaczej… może. Ale cudze dzieci były dla mnie czymś, czego wolałbym unikać szerokim łukiem.
Doskonale wiedziałem, jak kończy się zmuszanie mnie do takich rzeczy źle. Bardzo źle.
Nie chciałem się na to zgodzić. Każda część mnie krzyczała, żeby odmówić, odwrócić wstać z bali i odejść. Problem w tym, że jeśli teraz bym się wycofał, on uznałby mnie za tchórza. A tym nie byłem. Nigdy nie byłem.
Poza tym znałem siebie. Wiedziałem, ile potrafię wytrzymać. Przetrwałem już gorsze rzeczy, choćby wtedy, gdy był chory. Dałem radę, bo wiedziałem, że muszę. I tym razem też nie zamierzałem się złamać.
Nie przegram.
Zwłaszcza że dzieci i ja to zdecydowanie najgorsze możliwe połączenie.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł - Mruknąłem w końcu, wyraźnie niezadowolony. - Przypominam ci, że jestem wampirem. Łatwo mnie rozdrażnić… Nie chciałbym skrzywdzić jakiegoś dzieciaka tylko dlatego, że wpadłeś na ten swój „genialny” pomysł. W razie gdybym przegrał. - Uniósł brew, jakby dokładnie na to czekał.
- Nie martw się - Odpowiedział spokojnie. - Jeśli nie przegrasz, nie będziesz musiał zajmować się dziećmi, prawda? Czyli wszystko sprowadza się do jednego: postaraj się wygrać. No chyba że… - Zaawiesił głos, a w jego oczach błysnęło coś prowokującego - ...Już tchórzysz i nie chcesz podjąć wyzwania? - Trafił idealnie. Prosto w ambicję.
A tego nienawidziłem najbardziej.
Zmrużyłem oczy, czując, jak narasta we mnie irytacja.
- Nie przegram - Warknąłem cicho. - Możesz być tego pewien. - Nie miałem już wyjścia. Albo przynajmniej tak to sobie tłumaczyłem. - Zgadzam się na ten twój głupi pomysł - Dodałem po chwili, wyciągając rękę. - Ale jeśli wygram… zemszczę się za każdy jeden z nich. - Chwyciłem jego dłoń, ściskając ją mocniej, niż było to konieczne, przypieczętowując tym samym nasz nieszczęsny zakład.
I już wtedy wiedziałem jedno.
To nie skończy się dobrze.
Mój partner uśmiechnął się do mnie z wyraźną złośliwością, po czym musnął moje czoło lekkim pocałunkiem.
- Wspaniale. W takim razie masz naprawdę trudne zadanie - Stwierdził spokojnie.
Jego dłonie wróciły do moich włosów. Mył je powoli, z przesadną dokładnością, jakby robił to specjalnie, żeby pachniały lepiej, żeby układały się jeszcze idealniej. Jakby przygotowywał mnie… nie wiadomo do czego.
Nie skomentowałem tego. Zachowałem się tak, jak powinienem milczałem, skupiając się wyłącznie na kąpieli, która, ku mojej irytacji, była naprawdę przyjemna.
- I znowu ładnie pachniesz - Mruknął z satysfakcją.
Przyciągnął mnie do siebie, a jego dłoń zaczęła powoli sunąć po moim ciele, drażniąc mnie aż nazbyt świadomie.
Drań.
On naprawdę chciał, żebym przegrał.
- Elian - Mruknąłem z wyraźnym niezadowoleniem, odsuwając się od niego.- Nie drażnij mnie. To nie jest fair. - Fuknąłem cicho, rzucając mu ostre spojrzenie, ale jego złośliwy uśmiech ani drgnął, wręcz przeciwnie, wydawał się jeszcze bardziej zadowolony z siebie.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz