Cieszyłem się, że mogłem chociaż odrobinkę mu pomóc. I że chyba trochę o tej zemście zapomniał. Teraz nie jest za bardzo możliwe to, by ją zrealizować do końca. Dalej zostało jeszcze kilka osób, które powinien zabić, tylko teraz to nie jest możliwe. Zbierają wilkołaczą armię przeciwko wampirom i zdecydowanie nie warto się tam pchać. Dobrze, że go stamtąd zabrałem. Coś czułem, że to mogłoby się źle skończyć. Dokończenie tej zemsty nie jest tego warte.
- Cieszę się, że do czegoś się jeszcze przydaję – odpowiedziałem spokojnie, uśmiechając się delikatnie. - Mam wrażenie, że przecież nic tu dla ciebie nie robię.
- Robisz więcej, niż sam podejrzewasz. Jesteś, to już dużo. Nie boisz się pokazywać swoich uczuć wobec mnie. Traktujesz mnie tak... zupełnie inaczej, niż wszyscy do tej pory – powiedział, z czym nie mogę się zgodzić. Traktuje mi się inaczej, bo mi na to pozwala, chociaż faktycznie, na początku dał mi się poznać jako taka trochę dziwka. Chociaż to też nie jest odpowiednie określenie, dziwka bierze za to pieniądze, a on to po prostu lubi. No, chyba, że jego opłatą jest krew, to wtedy faktycznie się może zgadzać.
- Gdybyś nie dał mi się pokazać z innej strony, nie mógłbym zacząć cię postrzegać inaczej. Jesteś doskonałym aktorem. To jest trochę wręcz przerażające – wyjaśniłem. Gdybym nie poszedł po niego któregoś dnia i nie zobaczył, jak siedzi załamany w tej zatęchłej jaskini... tak dobrze grał takiego zadufanego w sobie młodzika, że nie pomyślałbym, że ktoś taki jak on może być aż tak wrażliwy i patrzeć na coś więcej niż na czubek własnego nosa. Teraz bardzo pięknie mi to pokazuje.
- Miałem trochę czasu, by udoskonalić swoje umiejętności aktorskie – puścił mi oczko. - Kocham cię, całym moim sercem, które to mam wrażenie, że czasem bije dla siebie – dodał. A to było bardzo urocze, zwłaszcza, kiedy tak doskonale znałem kontekst.
- Mój słodziak – powiedziałem cicho, rozczulony jego słowami.
- Nie jestem słodki. Jestem niesamowicie przystojny – prychnął cicho, poprawiając swoje włosy.
- No tak, i do tego jeszcze skromny, nie zapominaj – dodałem, kładąc dłoń na jego policzku, chłodnym i gładkim. Swoją drogą, nie chcę wiedzieć, jak bardzo tragicznie muszą wyglądać moje policzki, ostatnio nie miałem za bardzo czasu, by pilnować się z goleniem. Ani czasu, ani siły, ani głowy... Tyle dobrego, że dzisiaj udało mi się umyć. To już drobny sukces. A wieczorem w końcu się zajmę tym zarostem. Co prawda, Serathion nigdy nie dał mi do odczucia, co woli, ale ja z pewnością wolę, kiedy mam gładką skórę. Wtedy ta twarz mnie jakoś tak nie swędzi.
– Mhm... nazwij mnie po prostu cudownym i miejmy to z głowy – prychnął, patrząc na mnie wyczekująco.
– Cudowny to za mało powiedziane, by oddać całą wspaniałość twojej osoby – odpowiedziałem rozbawiony, ale i też jednocześnie zgodnie z prawdą. Byłem doskonale świadom jego wad, ale jakoś tak nie przeszkadzały mi one za bardzo. Z całą resztą jego charakteru komponowały się one po prostu idealnie, chociaż nie pogardziłbym, gdyby zaczął być troszkę mniej atencyjny.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz