Byłem tak wyczerpany, że ledwo byłem w stanie zebrać myśli. Mówienie w tej chwili wydawało się czymś niemal niemożliwym. Jedyne, czego naprawdę potrzebowałem, to cisza i spokój, które pozwoliłyby mi odzyskać siły. Nie uważałem, że mój mąż mi tego nie dawał, wręcz przeciwnie. Po prostu w tej chwili najlepiej byłoby móc poleżeć w milczeniu, zamknąć oczy i na chwilę odciąć się od wszystkiego.
Moje ciało wciąż drżało po tym drastycznym spotkaniu z demonem. Każdy mięsień zdawał się boleć, jakby przypominał mi o tym, co się wydarzyło.
- Niczego nie potrzebuję… - Wyszeptałem zmęczonym głosem, ledwo utrzymując otwarte powieki.
- Dobrze. W takim razie śpij. Przyjdę do ciebie, gdy tylko się obudzisz - Zapewnił łagodnie.
Pochylił się nade mną i delikatnie pocałował mnie w czoło, po czym zrobił krok w stronę drzwi, jakby chciał opuścić pokój. Nagle ogarnęło mnie nieprzyjemne uczucie pustki. Nie chciałem, żeby odchodził, przynajmniej nie teraz. W tej chwili jego obecność była jedyną rzeczą, która sprawiała, że czułem się bezpiecznie.
- Zostań… proszę - Wyszeptałem cicho.
Sam byłem zaskoczony, jak bardzo tego potrzebowałem. Może nawet bardziej, niż kiedykolwiek chciałem przyznać. Nie wstydziłem się jednak uczuć, którymi mnie obdarzał, ani tych, które sam do niego czułem. Byłem wdzięczny za to, że jest przy mnie. Dzięki niemu moje życie stało się o wiele lepsze.
- Jesteś pewien? - Zapytał spokojnie, patrząc na mnie swoimi wielkimi, rubinowymi oczami. - Znacznie lepiej wypoczniesz, jeśli będziesz leżał sam. - Stwierdził, uśmiechając się do niego łagodnie.
- Jestem pewien… jak niczego innego na tym świecie - Odpowiedziałem cicho.
Czekałem, aż położy się obok mnie. Chciałem tylko poczuć jego obecność, jego ramiona wokół mnie. Wiedziałem, że wtedy łatwiej będzie mi odpłynąć do krainy snów, miejsca, w którym wszystko było spokojniejsze, bezpieczniejsze… po prostu lepsze.
Przez chwilę milczał, jakby się zastanawiał.
- No dobrze… ale tylko na chwilę - Powiedział w końcu.
Położył się obok mnie i delikatnie mnie objął. Jego ramiona były ciepłe i pewne, a ja od razu poczułem, jak napięcie powoli opuszcza moje ciało. W tej chwili nie potrzebowałem już niczego więcej.
Tylko tego spokoju.
I jego obecności.
Wtulony w jego ciało po prostu odpłynąłem do krainy snów. Wszystko wokół powoli przestało mieć znaczenie. Nie czułem już bólu ani zmęczenia, nie myślałem o tym, co się wydarzyło. Była tylko cisza, ciepło i spokojny oddech Soreya tuż obok mnie.
Nie wiem, jak długo spałem. Godzinę, dwie, a może trzy. Równie dobrze mógł minąć cały dzień, zupełnie straciłem poczucie czasu.
Kiedy w końcu otworzyłem oczy, przez chwilę patrzyłem w przestrzeń, próbując zrozumieć, gdzie jestem. Dopiero po chwili dotarło do mnie jedno: Sorey wciąż był przy mnie.
Leżał obok, dokładnie tak jak wcześniej.
Przecież mówił, że gdy tylko zasnę, wyjdzie i zostawi mnie, żebym mógł spokojnie odpocząć. Może naprawdę to zrobił. Może wyszedł na jakiś czas… a potem wrócił. Być może podświadomie czuł, że będę go potrzebował, kiedy się obudzę.
A potrzebowałem go teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Na samą myśl, że jest przy mnie, poczułem ciepło rozlewające się w piersi. Spokój, którego tak bardzo mi brakowało po wszystkim, co się wydarzyło.
- Dzień dobry, owieczko - Powiedział cicho.
Jego głos był łagodny i spokojny, jak zawsze.
- Czujesz się już lepiej? Potrzebujesz czegoś? Może chcesz coś zjeść… albo się napić? - Mówiąc to, delikatnie pogładził mnie po policzku, a jego dotyk był tak ciepły i znajomy, że mimowolnie przymknąłem oczy.
- Dzień dobry… - Wyszeptałem cicho.
Wtuliłem się jeszcze mocniej w jego ciało, szukając w nim ciepła i bezpieczeństwa.
- Niczego nie chcę… Cieszę się tylko, że jesteś przy mnie. - W tej chwili naprawdę nie potrzebowałem niczego więcej.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz