środa, 11 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Łagodnie uśmiechnąłem się do niego, słysząc te słowa. Nie musiał martwić się ani o mnie, ani o kota. Zaopiekuję się nami wszystkimi, razem i każdym z osobna. Tego akurat mógł być pewien.
- Nie martw się, poradzimy sobie. Ty odpoczywaj, ja zajmę się całą resztą - Zapewniłem cicho.
Przez chwilę jeszcze na niego patrzyłem. Jego powieki stawały się coraz cięższe, oddech powoli się uspokajał, aż w końcu odpłynął w krainę snów. Nic już nie mówiłem. Może tak było lepiej. Niech śpi. Ja sobie z resztą poradzę.
Dając mu spokój, cicho opuściłem pokój. Starałem się nie zrobić najmniejszego hałasu, żeby przypadkiem go nie obudzić. Na korytarzu było chłodno i cicho, a w powietrzu unosił się ten charakterystyczny zapach starego domu.
Poszedłem tylko po to, by przynieść mięso dla kota. Dziś każdy coś zje, tylko nie ja.
A wszystko dlatego, że jeśli Dona zobaczyłaby, że wychodzę, znów zaczęłaby mnie wyzywać od najgorszych. Dlatego pozostawało mi tylko jedno: Głodować. Cóż… jako wampir nie raz głodowałem dniami, a nawet tygodniami. Wytrzymam i teraz. Muszę. Przynajmniej dopóki mój chorowity towarzysz nie wydobrzeje.
Wróciłem do pokoju z kawałkiem mięsa dla kota. Postawiłem je na podłodze, dbając o to, by przynajmniej on był najedzony. Zwierzę od razu podeszło bliżej, ostrożnie obwąchało jedzenie, a potem zaczęło jeść z cichym mlaskaniem.
A ja… cóż. Ja mogę jedynie obejść się smakiem.
W końcu wczoraj miałem przyjemność skosztować całkiem dobrej jakości krwi. I nie wypiłem jej aż tak mało, by dziś narzekać na głód. Przynajmniej tak próbowałem sobie wmówić.
Powinienem zacząć bardziej się pilnować. Jeść rzadziej. Bo im częściej to robię, tym gorzej potem znoszę głodówki. A w moim przypadku głód nigdy nie jest tylko zwykłym uczuciem pustego żołądka.
To coś znacznie gorszego.
A mimo to, kiedy spojrzałem na śpiącego w łóżku chłopaka i kota zajadającego się mięsem na podłodze, wiedziałem jedno.
Jeśli trzeba będzie, wytrzymam jeszcze dłużej.
Położyłem się obok Eliana, zmęczony i chyba nawet trochę głodny. Ostrożnie wtuliłem się w jego ciało. Było gorące, aż za bardzo i to niepokoiło mnie bardziej, niż chciałem przyznać.
Co ja właściwie mogłem zrobić?
Jak miałem mu pomóc?
Chyba nie mogłem zrobić nic więcej. Mogłem tylko przy nim być. Leżeć obok i czekać, aż sam wybudzi się ze snu, aż jego organizm zacznie walczyć z chorobą.
Delikatnie objąłem go ramieniem, wtulając się bliżej. Zamknąłem oczy, wsłuchując się w jego oddech. Każdy spokojny wdech był dla mnie małym uspokojeniem, choć wciąż nie potrafiłem pozbyć się niepokoju.
Nie spałem.
Leżałem tylko nieruchomo, czuwając przy nim. Czekałem, aż dojdzie do siebie. Aż wyzdrowieje. Aż wszystko znów będzie takie jak dawniej, zanim choroba odebrała mu siły.
Czas płynął powoli. Noc była cicha, a jedynym dźwiękiem w pokoju był jego oddech i ciche mruczenie kota gdzieś w kącie.
I choć głód powoli przypominał o sobie gdzieś w środku, nie miał dla mnie teraz znaczenia.
Liczyło się tylko to, żeby Elian w końcu otworzył oczy.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz