Nie chciałem znów iść spać. Czułem, że to mimo wszystko zawiodłoby Serathiona. W końcu, niedawno co się obudziłem, i już miałem iść spać? Po takim upuście krwi trochę byłem przymulony, owszem, ale zaraz się ogarnę. Na chwilę podniosłem się z łóżka, by wziąć notes, pióro i mapę. Omówimy naszą trasę, zrobię listę zakupów, i trochę z nim pogadam, i... i zobaczymy, jak się będę czuć. Przede wszystkim muszę spędzić z nim trochę czasu, by nie czuł się poszkodowany. Miałem nadzieję, że jutro już będę się czuł znacznie lepiej, i każdego dnia będzie już ze mną lepiej. Potrzebował mnie, towarzystwa, spędzenia trochę czasu ze mną, i w ten spokojny, rozmowny sposób, jak i nieco bardziej intymny. A już na pewno ja tego potrzebowałem, zatopienia się w jego ciele, zapachu i smaku. Potrzebuję go całego, tak jak on potrzebował mnie, nie byłem ślepy, to całe napięcie nie bierze się tylko z głodu.
- Teraz się za to zabierasz? - usłyszałem jego słodki głos i już zaraz materac obok mnie ugiął się lekko. Objąłem go ramieniem, a on bez wahania wtulił się w moje ciało, jakby właśnie tego potrzebował. Moja samotna Różyczka... chciałbym mu dawać więcej. Ciężko jest jednak mu ten czas poświęcać, kiedy minimum tę jedną trzecią dnia muszę poświęcać na sen, a on przez ten czas się nudzi. Ostatnio nawet miał gorzej, bo albo spałem, albo majaczyłem. Naprawdę jestem beznadziejny w ostatnim czasie.
- Obiecałem ci, że się za to zabiorę – powiedziałem cicho, rozkładając mapę. - Spójrz, jesteśmy tu. Aby dostać się nad morze, musimy przejść niemalże połowę tej mapy. Trochę nam to zajmie... najlepiej będzie, jeśli będziemy trzymać się gościńca. Dłużej nam to zajmie, ale będzie bezpieczniej, przynajmniej dla mnie, no i Futerko. Będziemy mogli uzupełniać zapasy na bieżąco, póki będziemy mieć pieniądze. No i może łatwiej będzie mi znaleźć jakieś miejsce, w którym będziesz mógł spędzić dzień – tłumaczyłem, pokazując mu palcem drogę. Droga była nieco kręta, i prowadziła przez moje rodzinne miasto. Delikatnie się skrzywiłem na samo wspomnienie o tym miejscu. Więcej niż dnia tam nie spędzimy, z pewnością.
- To sporo przystanków – zauważył, delikatnie się krzywiąc. - I w każdym mieście będziemy mieć przystanek?
- Okaże się, ale jeżeli będziemy mieć wszystko, nie widzę sensu. Pieniądze też trzeba oszczędzać. Chodzi o to, by trzymać się głównej drogi – odpowiedziałem, na chwilę przenosząc swoje spojrzenie na jego osobę. - Tutaj będzie nasz pierwszy przystanek. Cztery, pięć dni drogi, więc trochę zapasów musimy zrobić, zwłaszcza suszonego mięsa, jeśli przypadkiem nie uda mi się upolować żadnego zwierzęcia, inaczej Futerko chyba nas zje – dodałem, opierając policzek o jego głowę.
- Pięć dni... a jak nie uda nam się znaleźć jakiegoś zacienionego miejsca? - spytał, a ja wyczułem w jego głosie niepewność, może nawet strach.
- Kupię namiot na taki wypadek. Nie martw się, nie pozwolę, by coś ci zagroziło – obiecałem, po czym ucałowałem go w skroń.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz