środa, 11 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Wpatrywałem się niechętnie w miskę bez większego apetytu. Chciałem się po prostu położyć. Czy tak wiele wymagam? A tu nagle jakieś zioła, rosół, Dona najpewniej wkrótce jeszcze coś mi przyniesie... nie podobało mi się to. Nie powinien jej w ogóle prosić o pomoc. Teraz musi ją znosić, a ja muszę słuchać tych głupich komentarzy i sugestii, że niby to moja Różyczka nie jest odpowiednia. A jak przyjdzie za dnia zobaczyć, co ze mną? Na pewno przyjdzie za dnia. I co, jak będzie chciała odsłonić zasłony? Mogę wymyślić wymówkę, że promienie są dla mnie zbyt ostre i dlatego kazałem mu zasłonić... Ale, czy mnie posłucha? Mam szczerą nadzieję. 
– Niepotrzebnie jej mówiłeś. Dałbym sobie radę bez tych paskudnych ziół. I tego rosołu. A teraz będzie tu zaglądać i za każdym razem nie omieszka wspomnieć, że jesteś źródłem wszelkiego zła w moim życiu – wymamrotałem cicho, z niechęcią merdając łyżką w misce. Zaraz naprawdę będę się musiał za to zabrać. Niestety. Jak ja to w siebie wmuszę, i nie zwymiotuję, to będę szczerze w szoku. 
– Albo dałbyś sobie radę, tylko wolniej, albo nabawiłbyś się powikłań, co jest jeszcze gorsze – mówił tonem bardzo spokojnym, łagodnym i przyjemnym dla ucha. – A przecież chcesz stanąć jak najszybciej na nogi, by móc mnie bronić, tak? Może tym się spróbuj kierować. Wypij, i już się będziesz mógł położyć. Obiecuję, że nie będę ci przeszkadzać. 
– Mhm. A później tak czy siak mnie obudzisz na kolejne zioła – burknąłem niechętnie, cicho wzdychając. Wypić ciurkiem i spać. Innej możliwości nie widzę.
– Kolejne zioła dostaniesz, jak sam się obudzisz. No już, pij, póki gorące. Niech cię porządnie rozgrzeje – ponaglił mnie, a ja nie miałem już innego wyjścia. 
Ostatni raz się nadąsałem, żeby na pewno wiedział, że mam mu to za złe, i ostrożnie zacząłem pić. Rosół był smaczny, jak wszystko, co przygotowywała Dona, bo ona to jednak gotować potrafi, w przeciwieństwie do mnie, ale co z tego, że był smaczny, skoro go w siebie wmuszałem? Jedyny plus, jaki w tym wszystkim widziałem był taki, że faktycznie zabijał trochę ten smak wcześniejszych ziół. Oby już zostawili mnie w spokoju, i nie podsuwali nic pod nos. 
– No widzisz,njaki grzeczny z ciebie chłopczyk? – uśmiechnął się Serathion, zabierając miskę z moich rąk. 
– Nie chcę już więcej – mruknąłem. Czując zmęczenie chyba jeszcze większe niż chwilę temu. 
– Nie będzie więcej. Chodź, pomogę ci się położyć – odparł, odkładając pustą miskę na szafkę nocną. Szybko poprawił moją poduszkę, a kiedy w końcu się położyłem, opatulił mnie kołdrą bardzo dokładnie. Przymknąłem oczy, nie mając już siły utrzymać uniesionych powiek. – Śpij. A kiedy się obudzisz, będziesz czuł się lepiej, zobaczysz. 
– Futerko jeszcze musi zjeść... i ty – wymamrotałem wpół śnie, przypominając sobie o tych szczególikach w ostatniej chwili. Normalnie ja bym o to zadbał, ale w tej chwili chyba nie dam sobie z tym rady. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz