Gorąca czekolada przygotowana przez niego nie tylko wyglądała doskonale, była gęsta, aksamitna, niemal hipnotyzująca, ale smakowała jeszcze lepiej. Wystarczył pierwszy łyk, abym to wiedział. Szczerze mówiąc, zawsze lubiłem gorącą czekoladę, każdą bez wyjątku… ale ta była inna. Lepsza. Jakby miała w sobie coś więcej niż tylko smak, jakby miała duszę.
I choć może zabrzmieć to dziwnie… była naprawdę wyjątkowa.
Bo on robił ją z sercem. Tylko dla mnie.
Mimo że był demonem, potrafił być dobry, ciepły, łagodny, a nawet troskliwy. Czułem to nie raz, przez cały czas, odkąd pojawił się w moim życiu. Wiedziałem, że mimo wszystkich myśli, które go dręczyły, i czynów, których się dopuścił, czasem własnymi rękami, nie mogłem go znienawidzić.
Kochałem go.
I nie potrafiłbym go porzucić tylko dlatego, że kiedyś przeszedł na stronę zła. Zrobił to dla nas. Dla swojej rodziny. Uchronił nas przed śmiercią.
Więc dlaczego miałbym go oceniać?
Dlaczego miałbym widzieć w nim jedynie potwora?
Nigdy nie skrzywdził mnie naprawdę. Owszem, zdarzały się chwile, gdy jego gniew dawał o sobie znać, ostre spojrzenia, napięcie w powietrzu, ciężar, który czułem na skórze. Ale nigdy nie było to na tyle silne, bym chciał uciekać.
Na początku mnie przerażał.
To prawda.
Ale z czasem… nauczył się. Dla mnie. Przy mnie.
Uczył się panować nad sobą, nad tym, co w nim najciemniejsze.
I właśnie to czyniło mnie najszczęśliwszym.
Bo zmienił się, nie całkowicie, nie idealnie, ale wystarczająco.
Z zimnego, obcego demona stał się kimś bliskim. Kimś moim.
Czasem bywał głupiutki. Czasem nieznośny.
Ale był mój.
Mój najukochańszy demon…
bez którego nie potrafię już żyć.
- Twoje towarzystwo jest dla mnie bardzo przyjemne… i kojące. Nie próbuj wkładać mi do głowy myśli ani słów, których sam nie czuję - Powiedziałem cicho. - Wiem, że według ciebie powinienem cię zostawić… ale nie potrafię. - Westchnąłem lekko, opierając czoło o jego. Niespecjalnie czując się z tym źle. - Tak samo jak ty nie potrafisz zostawić mnie. Bo gdybyś naprawdę chciał… a przede wszystkim gdybyś mógł… już dawno by cię tu nie było. A jednak jesteś. Coś cię przy mnie trzyma. - Zawahałem się na moment, ale nie odsunąłem się ani o krok. - Ze mną jest tak samo. Coś mnie przy tobie zatrzymuje. Czuję… że cię kocham. I czuję, że chcę z tobą być. Nawet jeśli cały świat mówi, że powinno być inaczej. Wiem o tym. Jestem tego świadomy. - Uniósłem dłoń i delikatnie musnąłem jego policzek. - Widzę twoje wady i twoje zalety. Jak każdy… masz lepsze i gorsze dni. I nie ma w tym nic złego. Naprawdę. - Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, starając się dodać mu otuchy. - Wszystko będzie dobrze. Musimy tylko być razem… słuchać się nawzajem i się szanować. A wtedy, wtedy na pewno nic innego się nie będzie liczyło - Pochyliłem się i złożyłem delikatny pocałunek na jego czole.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz