niedziela, 22 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Nie powiedziałem nic. Kiwnąłem jedynie głową, podnosząc się powoli z krzesła i rozglądając się dookoła. Otoczenie wydawało się dziś inne jakby obce, przesunięte o krok w bok względem tego, co znałem. Może to ja byłem bardziej rozdrażniony niż zwykle. A może to świat postanowił dziś być dziwny.
Podszedłem do Eliana i wyciągnąłem w jego stronę dłoń. Chciałem jak najszybciej wrócić do pokoju. Byłem głodny, a głód sprawiał, że stawałem się nerwowy. Coraz bardziej. Musiałem trzymać emocje na wodzy, żeby nie wydarzyło się nic złego. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałem, było wyładowanie się na nim tylko dlatego, że mój organizm domagał się czegoś więcej.
Miałem nadzieję, że za kilka dni, gdy mój partner dojdzie do siebie, będę mógł wreszcie zaspokoić ten głód. Może wtedy wszystko wróci do normy. Może znów będę spokojniejszy.
- Chodźmy - Powiedziałem cicho, unikając patrzenia w stronę lidi. Nie chciałem na nią patrzeć. Nie lubiłem jej. I chyba nigdy nie polubię.
Dla mnie zawsze będzie zagrożeniem.
Nawet jeśli Elian otwarcie pokazuje, że to ja jestem dla niego najważniejszy, że tylko ja mam znaczenie, coś we mnie nie pozwalało mi jej zaufać. Jej obecność była jak cierń pod skórą. Niby nic, a jednak nie dawał spokoju.
Jej matka była okropna. Ona sama… jeszcze gorsza na swój sposób. Czułem, że ze mną konkuruje. Na każdym kroku. Jakby próbowała udowodnić swoją wartość w jego oczach. Jakby chciała, żebym poczuł, że mam rywala.
Choć przecież… nie miałem.
- Oby tylko tym razem nie postanowiła ruszać zasłon - Mruknąłem pod nosem, prowadząc go powoli po schodach.
- Nie martw się o to. Przypilnuję, żeby niczego nie dotknęła - Zapewnił mnie, całując lekko w policzek i uśmiechając się przy tym.
I to wystarczyło.
Uśmiech niemal natychmiast pojawił się na mojej twarzy. Każde jego słowo, każdy gest skierowany tylko do mnie sprawiał, że napięcie we mnie słabło. Czułem się spokojniejszy. Bezpieczniejszy. Pewniejszy tego, co nas łączyło.
Był dla mnie. A ja byłem dla niego.
I choć nasza miłość nigdy nie będzie akceptowana, nie zamierzałem z niej rezygnować. Kochałem go. I nic ani nikt tego nie zmieni.
- Trzymam cię za słowo - Dodałem ciszej. - Oby tylko przyniosła jedzenie i od razu wyszła. Nie chcę mieć z nią więcej kontaktu, niż to absolutnie konieczne. - To była prawda.
Tolerowałem ją tylko dlatego, że była mu potrzebna. Bo on jej potrzebował, przynajmniej tutaj, przynajmniej na razie. I właśnie to powstrzymywało mnie przed tym, by pozwolić sobie na więcej niż tylko chłodną niechęć.
Ale jeśli kiedykolwiek opuścimy to miejsce…
A on wspomni o niej choćby raz…
Zacisnąłem lekko dłoń.
Dopilnuję, żeby zapamiętał, kto jest dla niego najważniejszy. Na zawsze.
- Nie bój się, mój drogi - Powiedział spokojnie, z tą swoją charakterystyczną pewnością w głosie. - Zapewniam cię, że nic złego się nie wydarzy. Ona się do ciebie nie zbliży, a ty nie będziesz musiał zbliżać się do niej. Do zasłon też nie podejdzie. Po ostatniej sytuacji raczej wyciągnęła wnioski. Podejrzewam, że po prostu przyniesie jedzenie.. I odejdzie. Tak, jak tego chcesz. - Westchnąłem cicho. Niezależnie od tego, czy mi się to podobało, czy nie, nie miałem wielkiego wyboru. Musiałem się na to zgodzić. Przynajmniej na razie.
- Dobrze… - Mruknąłem w końcu, choć w moim głosie wciąż pobrzmiewało napięcie. - Skończmy już ten temat. Nie chcę o niej rozmawiać. - Nie czekając na odpowiedź, poprowadziłem go dalej po schodach, aby pomóc mu, kiedy to jeszcze nie miał siły do samodzielnej wędrówki.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz