Patrzyłem się na niego w milczeniu. Co mu dałem... cierpienie, tak właściwie. W każdym z moich żyć. Zdecydowanie tak to nie powinno wyglądać. A on tu przy mnie trwa, i to dlaczego? Nie rozumiałem tego kompletnie. Ja przy nim trwam, bo jest niesamowity, dla mnie, dla świata, dla wszystkich. Jest takim małym diamencikiem, który trzeba dbać i chronić przed brudnymi łapskami. A ja? Cóż, łapy mam zdecydowanie brudne. A jemu to nie przeszkadza. On jest zdecydowanie taki dobry, taki kochany... i co ja z nim mam. Mówię mu jedno, staram się mu pokazać, jak bardzo jestem dla niego szkodliwy, a on wydaje się mieć klapki na oczach. Chyba, że po prostu nie chce tego dostrzec. Wypiera to. To jeszcze gorzej, doprowadziłem go do okropnego stanu, zafundowałem mu mnóstwo problemów psychicznych... zdecydowanie strasznie go skrzywdziłem, i nie mam pojęcia, jak mu pomóc. Nie jestem najlepszą osobą do takich rzeczy, w mojej głowie też najlepiej nie jest. Może Lailah dałaby radę, ale nasz kontakt znacznie się pogorszył. Jestem pewien, że jak bliźniaki pójdą w swoją stronę, ten kontakt całkowicie się urwie. Tak jak z resztą naszej rodziny. Od reszty naszych dzieci nie mam żadnych wieści i chociaż jestem ciekaw, co u nich wiem, że im mniej mam z nim kontaktu tym lepiej właśnie dla nich.
- Oj, Miki... - wyszeptałem, cicho wzdychając. - Nie dość, że sprowadzam na ciebie zagrożenie, to jeszcze jestem dla ciebie zagrożeniem. Jakim cudem ty tego nie widzisz?
- Może tego nie widzę, bo wcale tak nie jest. Kocham cię bezwarunkowo i nie potrafię bez ciebie żyć. Musisz to zaakceptować – odpowiedział z dziwną determinacją w głosie. Żeby jeszcze z taką determinacją jego ciało się leczyło...
- Przygotuję ci gorącą czekoladę. Musisz odzyskać kolory na buzi – odpowiedziałem, już nie komentując jego słów. To nie ma sensu. Muszę mu pomóc jakoś inaczej. Może, gdybym kogoś znalazł... kogoś inteligentnego, kto by mu uświadomił, że nie jestem poprawny. Chociaż, nie, to też nie ma sensu. Lailah go nie przekonała, a poza Mikim jest jedną z inteligentniejszych osób, jakie znam.
- A wypijesz ją ze mną? - poprosił. Coś czułem, że w tej chwili będzie szukał tego kontaktu, by jak najwięcej chwil spędzać ze mną.
- Nie wypiję jej z tobą. Ale dotrzymam ci towarzystwa, jeżeli o to ci chodzi – odpowiedziałem, nim opuściłem pokój. Widziałem, że kiedy jestem blisko, on jakoś tak lepiej się czuje. Tylko ze względu na niego nie będę się trzymać tego dystansu. Polepszy się mu, i wtedy... nie wiem. Zobaczymy, co to będzie.
Przygotowałem czekoladę, najlepszą, na jaką było mnie stać. Gęstą, słodką, z dodatkami... a kiedy wracałem do pokoju, do środka wślizgnął się Wąsik. To bardzo dobrze. Jego towarzystwo na pewno pomoże Mikleo, a już na pewno poprawi mu humor.
- Proszę, Owieczko. Gorąca czekolada, i miłe towarzystwo, chyba nawet lepsze ode mnie – powiedziałem, podając mu kubek, którego zawartość wygląda całkiem nieźle, przynajmniej moim skromnym zdaniem.
<Owieczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz