Obudziło mnie delikatne poszturchiwanie i cichy, bardzo przyjemny dla ucha głos. Bardzo znajomy głos. Uniosłem niechętnie powieki, chociaż z chęcią dalej utrzymałbym je zamknięte. Jeszcze niedawno nie czułem się tak źle, ale teraz, to zmęczenie, tak mocno we mnie uderzyło... Nawet nie wiem, skąd to mi się wzięło. Przecież było w porządku. Owszem, miałem tę nieszczęsną gorączkę, ale potrafiłem być świadom tego, co się wokół mnie dzieje. Zmieniło to się dosłownie w kilka minut.
– Usiądź. Byłem u Dony po pomoc. Dała mi te zioła, po nich powinnaś się poczuć lepiej. I za chwilę przyjdzie tu do ciebie z rosołem, wypijesz go, zamiast coś zjeść – poprosił, delikatnie mnie podtrzymując, bym mógł ułożyć się wygodnie na poduszce.
– Nie mam ochoty – mruknąłem, z niechęcią czując, jak wpycha mi w dłonie kubek. Gorący kubek. Trochę zbyt gorący. Chwyciłem go za ucho i położyłem na kołdrze, by przypadkiem się nie oparzyć.
– Wiem. Widzę po tobie. Dlatego wypijesz zioła, rosół, i już cię nie męczymy – obiecał, poprawiając kosmyki moich włosów, które tak nieznośnie mi się przyklejały do czoła. I tak mi się wydaje, czy one nie są przypadkiem trochę za długie? Chyba dobrze byłoby je skrócić. – No już. Im szybciej je wypijesz, tym szybciej poczujesz się lepiej.
Nie chciał mi odpuścić, dlatego w końcu uniosłem kubek do ust. Zauważyłem, że przy tym nadgarstek strasznie mi się trząsł, jakby ten kubek był niewiadomo jak ciężki, a przecież nie był. Serathion przytrzymał moją dłoń, by łatwiej było mi się napić. Naprawdę było coś ze mną nie tak.
– Niedobre – mruknąłem po upiciu kilku łyków. Jakie to było paskudne, i gorzkie, i niedobre, i ja mam to pić? Do czego mnie oni zmuszają? To ja już chyba wolałbym się czuć beznadziejnie niż musieć to pić.
– Zdecydowanie jesteś chory, skoro narzekasz na smak ziół – powiedział miękko, lekko żartobliwie. – Jeszcze troszeczkę. I później będziesz miał chwilę spokoju.
– Nic dziwnego, że narzekam. Też byś narzekał, gdybyś musiał pić takie świństwo – burknąłem, pusząc lekko swoje policzki. Skąd w nim to wielkie zaskoczenie, że narzekam na coś niedobrego? Ludzie z własnej woli takiego świństwa nie przyjmują, a we mnie to wpychają.
– Z pewnością. No już, na raz. I będziesz miał spokój – obiecał mi.
A ja mu głupi zaufałem.
Wypiłem te nieszczęsne zioła, krzywiąc się przy każdym łyku. W końcu jednak opróżniłem kubek, więc chciałem się wygodnie położyć, zasnąć i po prostu zniknąć, na co mi nie pozwolił. Powiedział, że jeszcze mam chwilę utrzymać taką siedzącą pozycję, bo jeszcze czeka mnie rosół, co mi się nie spodobało. Nie mogą mi dać spokoju? Jakoś bym sobie poradził bez tych wszystkich dziwnych wynalazków.
– Nie chcę rosołu, nie jestem głodny – powiedziałem zgodnie z prawdą, opatulając się szczelnie kołdrą, by przypadkiem ciepło nie uciekło ode mnie, a tego ciepła bardzo w tej chwili potrzebowałem.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz