czwartek, 5 marca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Mogłem się domyślać, że nie będzie się zbytnio chętny na moją propozycję, ale nie mogłem postąpić inaczej. Wczoraj nie był na polowaniu, a jak ostatnio na takowym był, no to przecież nie było zbyt owocne. Potrzebował choć trochę, by i on mógł jakoś zachować trzeźwy umysł. Mam nadzieję, że moja krew mu to choć trochę ułatwi. Chociaż trochę. Naprawdę ciężki miał ten okres. Wieczorami za wielu ludzi nie wychodzi, a jak wychodzą, no to z raczej słabą krwią. A on się stał strasznie wybredny. I później mi jeszcze mówi, że nie jest wybredny. 
- Zobaczymy, co to będzie. Chodźmy dalej – zaproponowałem, splatając nasze palce i prowadząc go dalej. Za dużo ludzi w tym jednym miejscu się zbierało, przeszedłbym gdzieś troszkę dalej. 
- A jeszcze czegoś później będę mógł spróbować? - zapytał, dopijając swojego krwawego drinka bardzo szybko. Ciekawe, czy wampiry mogłyby się jakkolwiek upić... nigdy tym się nie interesowałem, dopóki nie zacząłem się spotykać z nim, i dopóki nie zaproponowałem mu alkoholu. Czasem mnie takie chaotyczne myśli potrafią nawiedzić znienacka... nie widzę powodu, dla którego miałby on nie działać na nich. Może tylko mają zwiększoną odporność? Cóż, tego pewnie nawet Serathion nie wie, nie ma więc sensu go dopytywać. 
- Oczywiście. Jak cię coś zainteresuje, daj mi znać – odpowiedziałem, nie mając z tym problemu. Ja tu sobie raczej nic nie kupię, więc niech on korzysta za mnie. 
- Mhm... co ten facet robi z ogniem? - zapytał, nagle ciągnąc mnie do jednego ze stoisk. Od razu przeniosłem wzrok w tym kierunku, chcąc wiedzieć, o co mu chodzi. 
- To jest zaklinacz ognia. Nie sądziłem, że kogoś takiego tu miasto sprowadzi – odpowiedziałem, obserwując występ mężczyzny. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, od pasa w górę nie miał żadnych ubrań. Był całkiem atrakcyjny dla oka, widać, że coś ćwiczy, widać, że dba... i skoro robi takie dziwne rzeczy z ogniem, nie ma w sobie ani grama alkoholu. Idealna ofiara dla mojej Różyczki. 
- Przepięknie pachnie – odpowiedział, a mnie... cóż, troszkę to ruszyło. Wiedziałem, że skoro mówi takie rzeczy, to tak musi być. To nieczęsty komplement z jego ust, i dlatego tak mi się nie spodobało. I jeszcze sposób, w jaki to powiedział... nie powiem, poczułem to ukłucie zazdrości. Wiedziałem, że nie mogłem jednak się na niego złościć. Był głodny. To pewnie dlatego tak mówi... prawda? Oby. W innym przypadku mu tego nie wybaczę. 
- Powinieneś go obserwować. Jak będzie miał przerwę... mógłbyś z nim pogadać – nie mogłem powiedzieć wprost, co miałem na myśli, było tu za dużo ludzi. 
- Czy ja wyczuwam w tobie zazdrość? - usłyszałem delikatne rozbawienie w jego głosie. 
- Jak mówisz takie rzeczy, to mi się dziwisz? - przyznałem, nie ukrywając tego. Nie miało to w końcu sensu, on wszystko doskonale wyczuwał. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz