piątek, 27 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Siedziałem obok niego, obserwując, jak w skupieniu pochyla się nad mapą. Zastanawiałem się, co właściwie człowiek powinien zabrać ze sobą w podróż. Dla mnie wiele z tych rzeczy wydawało się… obce, niemal egzotyczne.
Na pewno woda, to było oczywiste. W końcu musi coś pić. Do tego jedzenie. Widziałem już wcześniej, że ludzie często wybierają suche mięso. Rozsądne, nie psuje się szybko, można je długo przechowywać. Może jednak warto byłoby dodać coś jeszcze? Orzechy? Owoce?
Czy ludzie w ogóle zabierają owoce w podróż?
Zmarszczyłem lekko brwi, próbując przypomnieć sobie zasłyszane rozmowy. Świeże owoce szybko się psują… ale może są jakieś wyjątki? A może lepsze byłyby suszone?
Przeniosłem wzrok na jego notatki. Pisał spokojnie, metodycznie, jakby robił to setki razy. Bo w sumie tak było, to nie jego pierwsza podróż, zdecydowanie wie co robi.
Może nowe ubrania? Tylko czy to konieczne? Z drugiej strony ludzie są dziwnie wrażliwi na zimno, wilgoć… i na wszystko inne. Muszą uważać na robaki, kleszcze, komary i całe to obrzydliwe robactwo. Sama myśl o tym była nieprzyjemna, choć mnie to przecież nie dotyczyło.
Westchnąłem cicho.
Bycie wampirem zdecydowanie miało swoje zalety.
- Myślę, że jakieś orzechy albo owoce? To się kupuje na drogę? - Zapytałem w końcu, nie odrywając wzroku od mapy, po której przesuwał ołówkiem, wytyczając trasę prowadzącą nas nad morze.
Zatrzymał się na moment, jakby rozważał moją sugestię.
- Orzechy jak najbardziej - Odparł po chwili. - Są pożywne i długo się nie psują. Natomiast owoce… hm. Świeże są dobre tylko przez kilka dni, później raczej odpadają. Chyba że suszone, takie mogą się przydać. - Skinąłem głową, zapamiętując jego słowa. Dopisał coś na swojej liście, a ja znów tylko siedziałem i obserwowałem, ucząc się, krok po kroku, ludzkich potrzeb, które wciąż pozostawały dla mnie zagadką.
Elian próbował wciągnąć mnie w rozmowę, zachęcić do wspólnego tworzenia listy, ale ja naprawdę nie wiedziałem, co mógłbym mu doradzić. Co powinien zabrać? Co okaże się niezbędne, a co tylko zbędnym ciężarem? Dla niego to były rzeczy oczywiste, dla mnie wciąż pozostawały zagadką.
Nie chciałem jednak tego okazywać.
Dlatego siedziałem obok, spokojnie, starając się nadążyć za jego tokiem myślenia. Od czasu do czasu odpowiadałem, dopytywałem o drobiazgi, bardziej po to, by podtrzymać rozmowę, niż faktycznie coś wnieść. To było… wystarczające.
Nie musiałem wiedzieć wszystkiego. Wystarczyło, że byłem obok.
Rozmawialiśmy więc dalej, o drobnostkach, o trasie, o tym, co może nas czekać po drodze. Słuchałem uważnie, ucząc się przy okazji rzeczy, które dla niego były codziennością, a dla mnie czymś zupełnie nowym.
Może nie potrafiłem mu pomóc w planowaniu.
Ale mogłem spędzić z nim ten czas.
A to, jak się okazało, też miało znaczenie.
- Gotowe - Odparł, odsuwając się lekko od stolika.
Przyjrzałem mu się uważniej. Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo był zmęczony, napięcie w ramionach, cięższy oddech, cień pod oczami. Mój biedaczek… powinien już odpocząć. Położyć się, odetchnąć, na chwilę zapomnieć o wszystkim.
- Cudownie - Powiedziałem łagodnie, starając się, by mój głos zabrzmiał spokojnie. - W takim razie powinieneś już się położyć. Wyglądasz na naprawdę zmęczonego. - Uniósł na mnie wzrok, a ja przez moment nie odwracałem spojrzenia. Było w tym coś dziwnie naturalnego, troska, która pojawiła się we mnie niemal bezwiednie. - Reszta może poczekać - Dodałem cicho, całując go w policzek.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz