Kiwnąłem głową. Skoro on uważał, że czuję się dobrze… to chyba rzeczywiście tak było, prawda? W końcu nie miałem powodu, żeby mu nie wierzyć. A przynajmniej tak było łatwiej.
Uśmiechnąłem się do niego łagodnie, niemal odruchowo.
Mój partner ucałował mnie w policzek i ruszył w stronę łazienki, a ja… cóż, zostałem sam ze swoją obietnicą. Westchnąłem cicho i zabrałem się za sprzątanie. Zacząłem od wycierania kurzu, nie było to szczególnie trudne, choć wymagało cierpliwości. Musiałem dokładnie namoczyć ścierkę i podnosić każdą rzecz z osobna, żeby zrobić to porządnie.
Szło mi wolniej, niż powinno. Gdybym robił to częściej, pewnie nabrałbym wprawy. Mimo to czułem coś na kształt satysfakcji. W końcu mogłem w jakiś sposób pomóc… jemu. A wiedziałem, że tej pomocy naprawdę potrzebował.
- Wiesz… całkiem ładnie wyglądasz, kiedy sprzątasz. Chociaż jeszcze lepiej wyglądałbyś nago - Usłyszałem za sobą.
Zatrzymałem się na moment i odwróciłem głowę w jego stronę, unosząc lekko kąciki ust.
- Nago sprzątać? To nie miałoby najmniejszego sensu - Odpowiedziałem, wyobrażając sobie przez chwilę tę absurdalną scenę.
- Nie? Mnie by to nie przeszkadzało - Odparł z rozbawieniem.
Spojrzał na mnie jeszcze przez chwilę, jakby chciał coś dodać, ale ostatecznie tylko odwrócił się i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samego.
Prychnąłem cicho pod nosem i wróciłem do swojej pracy.
Nie było go przez dłuższy czas. Pewnie jadł powoli, rozmawiał z kimś, słuchał… robił wszystko to, co należało do jego obowiązków jako łowcy. Ja w tym czasie zdążyłem przynajmniej wytrzeć kurz, co i tak było dla mnie sporym osiągnięciem.
Rozejrzałem się po pokoju. Zostało mi tylko Zamiatanie i mycie podłogi.
Westchnąłem ciężko.
Naprawdę mi się już nie chciało. Każda część mojego umysłu podpowiadała mi, żeby odpuścić, że to przecież wystarczy, że zrobiłem już swoje. Ale z drugiej strony… obiecałem.
Zacisnąłem lekko palce na trzonku miotły, wahając się jeszcze przez moment.
Chciałem odpuścić. Ale nie mogłem, jeszcze nie..
Pełen irytacji zacząłem zamiatać pokój, energicznie przesuwając miotłę po podłodze. Co chwilę zerkałem w stronę drzwi, aż w końcu otworzyły się cicho, a w progu stanął Elian.
- No proszę… już wytarłeś kurz? I nawet zacząłeś zamiatać? Szybki jesteś. Myślałem, że zajmie ci to trochę więcej czasu - Stwierdził z rozbawieniem, a w jego głosie dało się wyczuć nutę zaczepki.
- Nic już nie mów… - Mruknąłem pod nosem, nadymując lekko policzki i odwracając wzrok.
- Ależ, Różyczko, dlaczego? - Zapytał miękko, podchodząc bliżej.
Zanim zdążyłem zareagować, jego dłonie znalazły się na moich biodrach, przyciągając mnie do siebie. Zamarłem na moment, czując ciepło jego dotyku i znajomą bliskość. - Uśmiechnij się do mnie, bardzo ładnie ci proszę. - Westchnąłem cicho, ale posłuchałem. Uniosłem spojrzenie i uśmiechnąłem się łagodnie, niemal nieśmiało. Wspiąłem się lekko na palce i musnąłem ustami jego podbródek, krótko i delikatnie.
- A ty? Jak się czujesz? - Zapytałem ciszej, przyglądając mu się uważnie. - Najadłeś się chociaż trochę? Napoiłeś? Dowiedziałeś czegoś nowego? - Przez chwilę po prostu na niego patrzyłem, próbując wyczytać z jego twarzy więcej, niż był gotów powiedzieć.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz