niedziela, 29 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Chciałem mu naprawdę pomóc, ale dotykanie brudnej wody? O nie, zdecydowanie nie. Czysta woda jeszcze jakoś ujdzie, ale brudna? Nie ma o tym nawet mowy. To już niestety musi zrobić sam.
Westchnąłem cicho, próbując przekonać samego siebie, że moja decyzja jest całkowicie uzasadniona. Wróciłem do tego przeklętego zamiatania, na które przecież sam się zgodziłem. Kurz unosił się w powietrzu przy każdym ruchu miotły, a ja coraz bardziej żałowałem swojej „szlachetności”.
Kiedy skończę z podłogą, w końcu będę mógł odpocząć… Może jeszcze zmienię pościel? Chociaż… czy to ma sens? Przecież niedawno była zmieniana. Właściwie to nawet nie wiem, co jaki czas powinno się to robić. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Szczerze mówiąc, wcześniej w ogóle nie musiałem się tym przejmować. Jako wampir nie spałem, więc takie przyziemne sprawy zwyczajnie mnie nie dotyczyły. To wszystko było… obce. Ludzkie.
Zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek Elianowi, on już opuścił pomieszczenie, najwyraźniej zabierając się za pranie rzeczy, które były przepocone albo zwyczajnie brudne.
Westchnąłem ciężko, opierając się na miotle na krótką chwilę. No cóż… wygląda na to, że jednak zostaliśmy z tym wszystkim sami. Ja i moje zamiatanie.
Ależ ja narzekam… I dobrze, że tylko w myślach. Mam dziwne przeczucie, że gdyby Elian usłyszał choć część tych moich myśli, po prostu machnąłby ręką i zrobił wszystko sam.
I pewnie byłoby łatwiej, gdyby to on się tym zajął. Szybciej. Sprawniej. Bez zbędnego marudzenia.
Jednak… nie mogę mu tego zrobić.
Muszę pomagać. W końcu od tego tu jestem, żeby wspierać go nawet w tych najprostszych czynnościach, które jestem w stanie wykonać sam. Oczywiście bez nadmiernego brudzenia swoich, bądź co bądź, ślicznych łapek.
Westchnąłem cicho i wróciłem do zamiatania, starając się powtarzać ruchy dokładnie tak, jak pokazał mi Elian. Choć, rzecz jasna, nigdy nie przyznałbym mu otwarcie racji. W końcu to ja wiem najlepiej, co robię… prawda?
Zamiatanie szło mi opornie. Każdy ruch wydawał się dziwnie nienaturalny, jakbym robił coś, co kompletnie do mnie nie pasuje. Ale mimo wszystko, szło. A to było najważniejsze.
Po kilkunastu minutach wysiłku mogłem w końcu odetchnąć z ulgą. Pokój był uprzątnięty.
- Uff… nareszcie… - Mruknąłem pod nosem, opadając ciężko na łóżko.
Przez chwilę po prostu siedziałem, pozwalając sobie na odrobinę odpoczynku. Miotła oparta o ścianę wyglądała niemal jak wyrzut sumienia… ale postanowiłem ją na razie zignorować.
Opadając na łóżko, odwróciłem głowę w stronę drzwi, gdy tylko usłyszałem dobrze znane mi kroki. Natychmiast przyciągnęły moją uwagę.
- No proszę… jednak zamiotłeś? - Zapytał, rozglądając się po pomieszczeniu. W jego głosie dało się wyczuć nutę zaskoczenia… i chyba nawet odrobinę zadowolenia.
- Tak. I jestem wykończony - Mruknąłem, wzdychając ciężko. - Zdecydowanie będę potrzebował masażu całego ciała, żeby odzyskać siły po tak poważnym sprzątaniu. - Udałem obrażonego, odchylając się teatralnie na łóżku.
Zdecydowanie nie byłem stworzony do takich rzeczy. Od tego powinienem mieć ludzi. Ja… zdecydowanie bardziej nadawałem się do leżenia i dobrego wyglądania.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz