Nie rozumiałem, dlaczego tak bardzo się upierał, żeby wszystko przygotować sam. Przecież spokojnie mogłem zrobić mu tę kąpiel. Mogłem się nim zająć, dopilnować go. Mogłem się nim opiekować najlepiej jak tylko umiałem, a on doskonale o tym wiedział. Mimo to uparcie twierdził, że poradzi sobie sam.
Czy więc był sens się z nim kłócić? Czy powinienem na siłę narzucać mu swoją pomoc? Raczej nie. Jeśli tak bardzo chciał zrobić to sam, niech zrobi. Ja mogłem jedynie być obok. Towarzyszyć mu i pilnować, żeby nic złego mu się nie stało. Bo gdyby naprawdę coś mu się stało… chyba bym tego nie zniósł.
Podniosłem się z łóżka i poszedłem za nim. Nie dlatego, że mu nie ufałem, po prostu chciałem mieć pewność. Że wszystko robi dobrze. Że nic złego się nie dzieje. Że za chwilę nie usłyszę huku, że się przewrócił, nie zemdlał, nie poślizgnął się na mokrej podłodze.
Nie chciałem, żeby cokolwiek mu się stało.
A więc musiałem mu pomóc, nawet jeśli tą pomocą miało być jedynie czujne patrzenie.
- Wiesz, że jestem w stanie poradzić sobie sam? - Odezwał się w końcu, spoglądając na mnie z lekkim rozbawieniem. - Nie musisz tu stać i mnie obserwować. Nic złego mi się nie wydarzy. - Zapewniał mnie spokojnym tonem. A ja… bardzo chciałem mu w to uwierzyć. Naprawdę chciałem. Tylko że nie potrafiłem. Zbyt bardzo się o niego martwiłem.
Albo się z tym pogodzi… albo będzie musiał mnie po prostu tolerować.
- Oczywiście, że sobie poradzisz - Odpowiedziałem w końcu. - Ale wolę tu być. Na wszelki wypadek. - Oparłem się ramieniem o framugę drzwi, nie spuszczając z niego wzroku ani na sekundę.
- Gdybyś się przewrócił. Albo gdybyś… nie wiem… zasłabł. Wciąż jesteś osłabiony. Nie chcę, żeby coś ci się stało. - Może przesadzałem. A może nie.
Wolałem wyglądać na nadopiekuńczego niż choć przez chwilę żałować, że mnie tam nie było.
Dlatego stałem dalej w drzwiach i obserwowałem każdy jego ruch.
Bo kto wie… co mogłoby się wydarzyć w tej jednej, krótkiej sekundzie.
Elian przez chwilę przyglądał mi się uważnie. Uniósł jedną brew, a w jego spojrzeniu było coś, co jasno mówiło, że nie do końca wierzy w moje słowa. Jakby podejrzewał, że w mojej głowie kryje się coś więcej, jakiś inny powód tej nadmiernej troski.
Może miał rację. A może nie.
Nie wiedziałem, co dokładnie myśli i prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiem. Ale to nie miało teraz większego znaczenia. Najważniejsze było tylko jedno: żeby nic mu się nie stało.
- Skoro już tak bardzo chcesz mnie obserwować… - Odezwał się w końcu z lekkim uśmiechem, który powoli pojawił się na jego ustach. - To może potowarzyszysz mi podczas kąpieli? - Zaskoczył mnie tą propozycją.
Spojrzałem na niego przez chwilę, rozważając jego słowa, ale prawda była taka, że wcale nie miałem nic przeciwko. Właściwie sam chętnie bym się umył. Jego pot wciąż czułem na swojej skórze, a skoro i tak zamierzaliśmy zaraz zmienić pościel, to kąpiel wydawała się całkiem rozsądnym pomysłem.
- Wiesz co… - Powiedziałem po chwili, a kącik moich ust lekko się uniósł. - To wcale nie jest taki zły pomysł. Chętnie się z tobą umyję. - Podszedłem bliżej, zatrzymując się tuż obok niego.
Mimo wszystko nie przestawałem go obserwować, odruchowo, niemal instynktownie. Jakbym wciąż czekał na najmniejszy sygnał, że coś jest nie tak.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz