Grzecznie czekałem na miejscu, tak jak życzył sobie Elian. Stał w kolejce po mój napój alkoholowy, a ja w tym czasie mogłem bez pośpiechu obserwować otoczenie. Świat wokół mnie wciąż potrafił mnie zadziwiać, każdym ruchem, każdym dźwiękiem, każdym nowym dniem i każdą nocą. Był niesamowity. Fascynujący. Czasem lekko przerażający, a mimo to niezmiennie zachwycający.
Ludzie śmiali się, rozmawiali zbyt głośno, poruszali się chaotycznie. W powietrzu mieszał się zapach alkoholu, perfum i ciepła ludzkich ciał. Muzyka pulsowała w tle, wprawiając podłoże w niemal niewyczuwalne drgania. Wszystko było takie intensywne, takie żywe. A ja stałem pośród tego, oddzielony cienką, niewidzialną granicą.
Obserwowałem Eliana. Poruszał się spokojnie w kolejce, z naturalną swobodą przeciskając się między ludźmi już lekko podchmielonymi. Tym nigdy nie można ufać, są nieprzewidywalni, ich reakcje opóźnione, osąd zaburzony. To najgorszy rodzaj przeciwnika, taki, który sam nie wie, co za chwilę zrobi.
A jednak Elian wydawał się w tym wszystkim zupełnie niewzruszony. Ludzki. Kruchy. I właśnie dlatego tak intrygujący.
W końcu wrócił, podając mi drinka z delikatnym uśmiechem. Przyjąłem szkło i przez moment przyglądałem się krwawej cieczy. Ludzki wytwór. Coś, czego tak naprawdę nie potrzebowałem. Ludzkie rzeczy nie były mi niezbędne do szczęścia ani jedzenie, ani alkohol, ani nawet to całe zgiełkliwe życie.
A jednak skoro Elian chciał dzielić się ze mną swoimi nowościami, nie zamierzałem odmawiać.
Upiłem niewielki łyk. Smak był zaskakująco złożony, ostry, a zarazem słodkawy, z nutą czegoś, co przyjemnie paliło w gardle.
- Całkiem niezłe - Przyznałem cicho, nachylając się w jego stronę. - Nie tak dobre jak to, co piję na co dzień… ale i tak mi smakuje. - Uśmiechnąłem się do niego znacząco, pozwalając, by sens moich słów wybrzmiał między wierszami. Nie chciałem, by ktokolwiek usłyszał coś, czego słyszeć zdecydowanie nie powinien.
Nikt nie musi wiedzieć, kim naprawdę jestem.
To niech pozostanie między mną a moim człowiekiem.
Elian uśmiechnął się do mnie łagodnie i ujął moją dłoń, splatając nasze palce. Patrzył głęboko w moje oczy z tą spokojną pewnością, która jednocześnie koiła i niepokoiła.
- To, co pijesz na co dzień, nie jest możliwe do zdobycia w tej chwili - Wyszeptał miękko. - Ale nie musisz się bać. Dziś dostaniesz swoją należność, kiedy wrócimy do pokoju. - Zanim zdążyłem zareagować, pochylił się i złożył na moim policzku delikatny pocałunek.
Skrzywiłem się niemal niezauważalnie.
Zbyt wcześnie. Zdecydowanie zbyt wcześnie.
On wciąż był słaby. Jego rany jeszcze się nie zagoiły, organizm nadal dochodził do siebie. Widziałem to wyraźniej niż ktokolwiek inny, słyszałem nierówne tempo jego serca, wyczuwałem subtelną zmianę zapachu krwi, która jeszcze nie odzyskała pełnej siły. Nie mogłem pozwolić sobie na to, by z niego spijać. Nie teraz. Nie w tej chwili.
- Nawet nie będę tego komentować - Mruknąłem cicho, unosząc kubeczek do ust. - Wiesz doskonale, jakie jest moje zdanie na ten temat. - Upiłem kolejny łyk. Alkohol był przyjemny, lekko gorzki, rozgrzewający gardło. Mógł udawać namiastkę tego, czego naprawdę pragnąłem, ale tylko namiastkę.
Moje palce wciąż spoczywały w jego dłoni. Ścisnąłem ją odrobinę mocniej, bardziej w ostrzeżeniu niż czułości.
- Nie ryzykuj dla mnie swojego zdrowia - Dodałem ciszej, już bez ironii. - Nie jestem tego wart. - Choć obaj wiedzieliśmy, że jeśli tylko pozwoli… i tak nie potrafiłbym odmówić.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz