piątek, 6 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Czułem, że zdecydowanie będzie chory. Właściwie jego organizm już był chory, a konkretnie krew. Doskonale mi to zdradzała. Jej zapach uderzał we mnie, niosąc ze sobą wszystko, co się za nim kryło: osłabienie, gorączkę i tę charakterystyczną nutę choroby, której człowiek sam często nawet jeszcze nie zauważa.
Biedny. Kolejny tydzień, a może nawet dwa spędzone w zamknięciu.
Choć… może to wcale nie był taki zły pomysł. Dzięki temu będzie siedział spokojnie i może, kto wie, nie będzie próbował niczego kombinować. A ja w tym czasie będę mógł się nim zająć.
Co prawda nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z chorym człowiekiem, ani z chorym mężczyzną, ani z chorą kobietą. Jako wampir nigdy nie chorowałem. Nie znałem tego uczucia. Mogłem jedynie cierpieć na brak krwi… ale to zupełnie inny rodzaj choroby. O ile w ogóle głód można porównać do choroby..
Zwykłego ludzkiego przeziębienia nigdy nie doświadczyłem, choć potrafiłem je rozpoznać. Mój nos i moje zmysły były wyostrzone niemal jak u zwierzęcia, które czuje znacznie więcej niż ludzie żyjący wokół mnie.
- Może i mężczyzna z gorączką to najgorszy typ człowieka - Powiedziałem w końcu spokojnie, obserwując go uważnie, gdy powoli zakładał koszulę, przygotowując się do wyjścia z pokoju. - Ale myślę, że jakoś sobie z tobą poradzę. - Stwierdziłem, znosząc już wystarczająco wiele jego humorków i nastrojów, z tym chyba też sobie poradzę.
- Nie będzie aż tak źle. Wypiję jakieś zioła i jutro będzie już dobrze - Stwierdził, najwyraźniej próbując zamydlić mi oczy.
Nie wyjdzie mu to.
On może myśleć jedno, ale jego ciało mówiło mi zupełnie co innego. A ja doskonale potrafiłem czytać ludzi, ich zapach, puls krwi, napięcie mięśni. Ciało nigdy nie kłamie tak dobrze jak słowa.
Nic jednak nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że rozmowa, a raczej dyskusja, z nim nie ma najmniejszego sensu. Ja powiem jedno, on powie drugie, a i tak nic z tego nie wyniknie. To jak uderzanie głową w ścianę: ciebie boli, a ściana dalej stoi.
- Zaraz wrócę. Bądź grzeczną Różyczką - Poprosił, podnosząc się z łóżka, opuszczając tym samym pokój który zajmowaliśmy w gospodzie.
No tak.
Bo przecież mogłem zrobić tyle fantastycznych rzeczy, zamknięty w czterech ścianach i ukrywający się przed słońcem, które mogłoby mnie zabić. W tym pokoju mogłem jedynie leżeć, chodzić w kółko, siedzieć… i czytać książki.
Właściwie to może nie był taki zły pomysł.
W końcu nie skończyłem jeszcze książki o zaginionym dziecku. A skoro czekał mnie długi dzień i długa noc, to chyba najwyższy czas do niej wrócić.
Sięgnąłem po nią ze stolika, otwierając na zagiętej stronie. Jednak zanim zdążyłem przeczytać pierwsze zdanie, mój nos ponownie wychwycił zapach z korytarza.
Choroba w jego krwi pogłębiała się szybciej, niż chciał to przyznać.
Westchnąłem cicho.
Zapowiadał się naprawdę długi dzień i jeszcze dłuższa noc..
Czekając grzecznie na Eliana, położyłem się wygodnie na łóżku, skupiając całą swoją uwagę na książce. W tej chwili i tak nie mogłem zrobić nic innego.
Futerko było na mnie obrażone za to, że wczoraj kazałem mu leżeć na fotelu, żeby przypadkiem nie zrobił krzywdy Elianowi. Wciąż pamiętał tę zniewagę, demonstracyjnie ignorując moją obecność. Nawet nie mogłem się z nim teraz pobawić.
Pozostawało więc tylko jedno, skupić się na książce.
Strona po stronie historia wciągała mnie coraz bardziej. Każdy kolejny fragment stawał się ciekawszy od poprzedniego, a ja łapałem się na tym, że czytam coraz szybciej, chcąc dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. To było miłe uczucie, w końcu robiłem coś więcej niż tylko leżenie i wpatrywanie się w sufit, licząc godziny do zachodu słońca.
Zdecydowanie Elian będzie musiał przynieść mi jeszcze kilka książek, gdy tylko skończę tę. Przy takiej ilości wolnego czasu jedna zdecydowanie nie wystarczy.

< Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz