sobota, 21 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Oczywiście nie miałem zamiaru go zaciąć. Co prawda nigdy wcześniej nie goliłem nikogo, jednak byłem niemal pewien, że nie zrobię mu krzywdy. Miałem doskonały wzrok i byłem zwinny, to dawało mi pewność, że wszystko pójdzie dobrze.
Delikatnie ująłem ostrze, starając się ukryć lekkie napięcie, skinąłem głową...
- Usiądź i spróbuj się rozluźnić. Nic złego się nie stanie - Powiedziałem spokojnie.
Gdy Elian posłusznie się nie poruszał, mogłem działać powoli i ostrożnie. Każdy ruch był przemyślany - Prowadziłem ostrze z największą uwagą, czując na sobie jego zaufanie. To tylko dodawało mi skupienia.
Minęła chwila, zanim skończyłem. Odsunąłem się nieco, przyglądając się efektowi swojej pracy. Jego twarz była teraz gładka, czysta… i znów miękka.
- Udało się. Twoja twarz jest znowu piękna i taka mięciutka - Wymruczałem z wyraźnym zadowoleniem, pochylając się, by delikatnie musnąć ustami jego policzek.
- No proszę… tego się nie spodziewałem - Odpowiedział z lekkim zaskoczeniem, ale i uznaniem. - Całkiem dobrze ci to wyszło. I nawet mnie nie zaciąłeś. - Jego słowa sprawiły mi więcej radości, niż chciałem przyznać. To było miłe. Ważne. Może byłem trochę łasy na uwagę… i pewnie szybko się to nie zmieni.
- Widzisz… te dłonie potrafią nie tylko dobrze masować czy trzymać lub chwytać tu i ówdzie - Stwierdziłem z lekkim, zadziornym uśmiechem. - Są też całkiem zwinne. I potrafią zaskoczyć… nie raz. - Spojrzałem na niego znacząco, doskonale wiedząc, że rozumie, co kryje się za tymi słowami.
Elian tylko pokręcił głową, ale na jego ustach pojawił się cień rozbawienia. Sięgnął po moją dłoń i ujął ją delikatnie, jakby była czymś cennym. Po chwili uniósł ją i musnął ustami moje knykcie.
- Magiczne dłonie - Mruknął cicho. - Takie, które leczą… i potrafią zaspokoić potrzeby. Nawet te najbardziej wymagające. - Mrugnął do mnie porozumiewawczo, a ja nie mogłem powstrzymać lekkiego uśmiechu. Jego przekaz był aż nazbyt czytelny.
W końcu znałem wartość tych dłoni aż za dobrze.
Przez te wszystkie lata potrafiły przynieść ukojenie, spokój i odrobinę szczęścia niejednemu mężczyźnie. Wiedziałem, jak rozluźnić napięcie, jak sprawić, by ktoś choć na chwilę zapomniał o wszystkim innym.
I chyba właśnie dlatego jego słowa wybrzmiały we mnie mocniej, niż powinny.
- Oczywiście, oczywiście… magiczne dłonie magicznymi dłońmi, ale może teraz zmieńmy temat, hm? - Zaśmiałem się cicho, unosząc brew. - Skoro już jesteś ładny, czysty i pachnący, a ja sam wyglądam w miarę znośnie… to chyba najwyższa pora zejść do gospody. - Uśmiechnąłem się do niego lekko, ściskając jego dłoń. - Trzeba zdobyć coś do jedzenia. Dla ciebie… i dla kociaka. Ten mały dzikus zaraz zacznie wyć z głodu, a wtedy naprawdę nie da nam spokoju. - Elian parsknął cicho, ale nie protestował. Pozwolił się poprowadzić, splatając swoje palce z moimi. Ciepło jego dłoni było przyjemne i znajome.
Pociągnąłem go delikatnie w stronę wyjścia z łazienki. Oboje byliśmy już ubrani, więc nic nie stało na przeszkodzie, by w końcu opuścić to miejsce.- Chodźmy, zanim naprawdę zacznie się domagać uwagi - Dodałem jeszcze z rozbawieniem, zerkając na niego kątem oka. Chcąc mieć spotkanie z Doną już za sobą.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz