Oczywiście nie miałem zamiaru go zaciąć. Co prawda nigdy wcześniej nie goliłem nikogo, jednak byłem niemal pewien, że nie zrobię mu krzywdy. Miałem doskonały wzrok i byłem zwinny, to dawało mi pewność, że wszystko pójdzie dobrze.
Delikatnie ująłem ostrze, starając się ukryć lekkie napięcie, skinąłem głową...
- Usiądź i spróbuj się rozluźnić. Nic złego się nie stanie - Powiedziałem spokojnie.
Gdy Elian posłusznie się nie poruszał, mogłem działać powoli i ostrożnie. Każdy ruch był przemyślany - Prowadziłem ostrze z największą uwagą, czując na sobie jego zaufanie. To tylko dodawało mi skupienia.
Minęła chwila, zanim skończyłem. Odsunąłem się nieco, przyglądając się efektowi swojej pracy. Jego twarz była teraz gładka, czysta… i znów miękka.
- Udało się. Twoja twarz jest znowu piękna i taka mięciutka - Wymruczałem z wyraźnym zadowoleniem, pochylając się, by delikatnie musnąć ustami jego policzek.
- No proszę… tego się nie spodziewałem - Odpowiedział z lekkim zaskoczeniem, ale i uznaniem. - Całkiem dobrze ci to wyszło. I nawet mnie nie zaciąłeś. - Jego słowa sprawiły mi więcej radości, niż chciałem przyznać. To było miłe. Ważne. Może byłem trochę łasy na uwagę… i pewnie szybko się to nie zmieni.
- Widzisz… te dłonie potrafią nie tylko dobrze masować czy trzymać lub chwytać tu i ówdzie - Stwierdziłem z lekkim, zadziornym uśmiechem. - Są też całkiem zwinne. I potrafią zaskoczyć… nie raz. - Spojrzałem na niego znacząco, doskonale wiedząc, że rozumie, co kryje się za tymi słowami.
Elian tylko pokręcił głową, ale na jego ustach pojawił się cień rozbawienia. Sięgnął po moją dłoń i ujął ją delikatnie, jakby była czymś cennym. Po chwili uniósł ją i musnął ustami moje knykcie.
- Magiczne dłonie - Mruknął cicho. - Takie, które leczą… i potrafią zaspokoić potrzeby. Nawet te najbardziej wymagające. - Mrugnął do mnie porozumiewawczo, a ja nie mogłem powstrzymać lekkiego uśmiechu. Jego przekaz był aż nazbyt czytelny.
W końcu znałem wartość tych dłoni aż za dobrze.
Przez te wszystkie lata potrafiły przynieść ukojenie, spokój i odrobinę szczęścia niejednemu mężczyźnie. Wiedziałem, jak rozluźnić napięcie, jak sprawić, by ktoś choć na chwilę zapomniał o wszystkim innym.
I chyba właśnie dlatego jego słowa wybrzmiały we mnie mocniej, niż powinny.
- Oczywiście, oczywiście… magiczne dłonie magicznymi dłońmi, ale może teraz zmieńmy temat, hm? - Zaśmiałem się cicho, unosząc brew. - Skoro już jesteś ładny, czysty i pachnący, a ja sam wyglądam w miarę znośnie… to chyba najwyższa pora zejść do gospody. - Uśmiechnąłem się do niego lekko, ściskając jego dłoń. - Trzeba zdobyć coś do jedzenia. Dla ciebie… i dla kociaka. Ten mały dzikus zaraz zacznie wyć z głodu, a wtedy naprawdę nie da nam spokoju. - Elian parsknął cicho, ale nie protestował. Pozwolił się poprowadzić, splatając swoje palce z moimi. Ciepło jego dłoni było przyjemne i znajome.
Pociągnąłem go delikatnie w stronę wyjścia z łazienki. Oboje byliśmy już ubrani, więc nic nie stało na przeszkodzie, by w końcu opuścić to miejsce.- Chodźmy, zanim naprawdę zacznie się domagać uwagi - Dodałem jeszcze z rozbawieniem, zerkając na niego kątem oka. Chcąc mieć spotkanie z Doną już za sobą.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz