Na jego słowa prychnąłem cicho. Jak wyzdrowiejesz... Przecież nie byłem już obłożnie chory. Tak ogólnie nie byłem jakoś bardzo chory, trochę mnie ścięło, faktycznie, ale mój stan ani razu nie był jakiś krytyczny. To tylko troszkę podwyższona temperatura. Pewnie tego wieczora też może być nieco wyższa, zawsze tak to działa, ale może jeszcze nie będę mu o tym wspominał, bo się przerazi. A może już o tym wie? Nie wiem, o co dokładnie pytał Donę, i co takiego mu ona odpowiedziała.
– Przecież już wyzdrowiałem – mruknąłem, pusząc policzki. Chyba jedna nie podoba mi się ta nadmierna troska. To wszystko jest miłe i w ogóle, jednak znacznie bardziej wolę, kiedy to ja sam muszę o siebie dbać. Wiem, czego potrzebuję, czego mi brakuje, na co mogę i na co nie mogę sobie pozwolić. Nie mam pojęcia, jak sobie bym poradził sam przy takim przeziębieniu. Nie często bywałem chory, zdarzało mi się to bardzo rzadko, no ale jak już się zdarzało, to trochę ciężko to przechodziłem. A może tak mi się wydawało, bo za rzadko byłem chory, żeby mieć to porównanie? Jakby na to spojrzeć z tej perspektywy, też to może działać w ten sposób.
– Oczywiście. Dlatego zachowujesz się jak prawdziwy, dorosły facet – odpowiedział wyjątkowo spokojnie, nie przestając mnie myć. – Przecież czuję, że choroba dalej jest w twojej krwi. Mnie tak łatwo nie oszukasz, mój drogi – dodał, dbając o czystość każdego mięśnia w moim torsie. Mi się coś tak wydaje, że robi to tylko dlatego, żeby podotykać moje ciało, za którym chyba trochę się stęsknił. Ostatnio uważał, by za bardzo się do mnie nie przytulać z powodu ran, później byłem dla niego nieprzyjemnie gorący, więc też raczej unikał tego i bardziej czuwał niż się tulił. No i też byłem spocony, brudny, na pewno śmierdzący... Nie, nie dziwię się mu. Ale teraz chyba w końcu będziemy mogli sobie na to pozwolić.
– Ja cię nie chcę oszukiwać. Chcę tylko ci powiedzieć, że przejmujesz się za bardzo. Jestem bardziej kruchy niż ty, owszem, ale nie jestem aż tak kruchy. Jestem samodzielny, i to bardzo samodzielny – przypomniałem mu, uśmiechając się do niego lekko, tak jakby na potwierdzenie moich słów.
– A może to nie ja za bardzo się martwię, tylko ty nie chcesz uparcie dać sobie pomóc, bo przecież jesteś dużym i samodzielnym chłopcem? – odbił piłeczkę, unosząc jedną brew. – Już przestałbyś z tym za dużo się martwisz i po prostu dał się sobą zaopiekować. Po tak trudnym życiu chwila luksusu też ci się należy, a ty to wypierasz i wypierasz. I masz problem, bo jestem wyjątkowo uparty i tak łatwo ci nie odpuszczę – odpowiedział, a ta upartość w tonie jego głosu była jakoś tak dziwnie urocza. Poczułem, jak ciepło rozlewa się po moim wnętrzu. Naprawdę nie zasługiwałem na taką troskę z jego strony.
– No dobrze, już siedzę cicho – powiedziałem, unosząc ręce w obronnym geście.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz