czwartek, 26 marca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Zastanowiłem się chwilę nad jego pozycją.
- Namiot? - Powtórzyłem powoli, jakby samo to słowo było czymś obcym, niemal podejrzanym. - To akurat… ciekawa propozycja. - Zawahałem się na moment, marszcząc lekko brwi. - Nigdy nie spałem w namiocie. Właściwie… nigdy nie spałem nigdzie poza zamkiem. Sen był przecież dla ludzi. Ja nim nie byłem, przynajmniej nie do końca. Byłem wampirem, a wampiry nie potrzebują snu tak jak ludzie. Noc była moim czasem, moim światem. Dzień… dniem należącym do czegoś, co mogło mnie zniszczyć. Dlatego namiot wydawał mi się czymś dziwnie kruchym. Zwykły kawałek materiału miałby mnie ochronić?
Spojrzałem na Eliana z wyraźną niepewnością.
- A to… namiot chroni przed słońcem? - Zapytałem w końcu, całkiem poważnie.
Może dla niego to było banalne. Oczywiste. Ale dla mnie? To było pytanie na granicy życia i śmierci. Elian parsknął śmiechem.
Zacisnąłem usta i nadąłem policzki, odwracając wzrok.
- Nie śmiej się - Mruknąłem z lekką urazą. - Mówię poważnie. Nie chcę umrzeć tylko dlatego, że słońce postanowi mnie dotknąć. - Przez chwilę panowała cisza. Potem poczułem jego dłoń na swoim policzku, ciepłą, spokojną. Delikatnie skierował moją twarz z powrotem ku sobie.
- Wybacz, Różyczko - Powiedział łagodniej, a w jego głosie nie było już śladu śmiechu. - Masz rację, to ważne pytanie. - Pochylił się i musnął wargami moje czoło, jakby chciał rozproszyć resztki mojego niepokoju. - Tak, namioty chronią przed słońcem. Dają cień i w pewnym stopniu blokują promienie. To nie jest zamek ani kamienne mury, ale wystarczy, żebyś był bezpieczny… zwłaszcza jeśli wybierzemy odpowiedni. - Westchnąłem cicho, nadal nie do końca przekonany, ale trochę spokojniejszy.
- W pewnym stopniu brzmi jak coś, co może mnie zabić - Mruknąłem pod nosem.
Elian uśmiechnął się lekko.
- W takim razie dopilnuję, żeby ten stopień był wystarczający, tak aby nikt ani nic nie było w stanie skrzywdzić mojej różyczki - Zapewnił, przytulając mnie mocniej do siebie.
Jego słowa były naprawdę kojące. Ciepłe. Takie, którym chciało się wierzyć.
A jednak… nie potrafiłem się całkiem uspokoić.
Co jeśli coś pójdzie nie tak?
Wiedziałem, że jeśli powiedział, że się mną zajmie, to zrobi wszystko, co w jego mocy. Dopilnuje każdego szczegółu. Nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.
Znałem go. Ufałem mu.
A mimo to gdzieś głęboko we mnie wciąż czaił się niepokój.
Bo to było słońce. A ja bałem się słońca.
Nie chciałem umrzeć.
Przełknąłem ślinę i spojrzałem na niego, trochę niepewnie, ale szczerze.
- Ufam ci - Powiedziałem cicho. - Naprawdę. Ale mimo wszystko się stresuję… Nie chcę umrzeć tylko dlatego, że słońce postanowi przedrzeć się przez materiał namiotu i dosięgnąć mnie. - Słowa same ze mnie wypłynęły, ciężkie od emocji, których nie potrafiłem już dłużej ukrywać.
- Rozumiem twój strach - Wyszeptał cicho. - Ale nie musisz się bać. Obiecuję, że się tobą zaopiekuję. Zrobię wszystko, żeby nikt ani nic cię nie skrzywdziło. Kocham cię… i będę chronił najlepiej, jak potrafię. - Przyciągnął mnie do siebie i objął delikatnie, zamykając w swoich ramionach, jakby chciał odgrodzić mnie od całego świata.
Wtuliłem się w niego bez wahania.
Ciepło jego ciała i spokojny rytm oddechu działały na mnie bardziej uspokajająco niż jakiekolwiek słowa. Na krótką chwilę zamknąłem oczy, pozwalając sobie zapomnieć o wszystkim, o słońcu, o strachu, o tym, co mogło się wydarzyć.
Liczyło się tylko to, że był przy mnie.
I że byłem bezpieczny.
- Wiem - Wyszeptałem cicho. - Wiem, że mogę ci zaufać. I dlatego się cieszę… bo dzięki tobie jestem bezpieczny. I szczęśliwy. - Schowałem twarz w jego ramionach, jeszcze mocniej się do niego przytulając, jakby to był jedyny dom, jakiego naprawdę potrzebowałem.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz