Sny, które miałem, nie należały do tych najprzyjemniejszych. Były męczące, i nie mogłem się z nich wybudzić, chociaż bardzo chciałem. Miałem dosyć w kółko przeżywania podobnych do siebie koszmarów, ale umysł jak na złość nie chciał mnie wybudzić z tej pułapki. Może dlatego tak bardzo nie cierpiałem chorować. Odkąd pamiętam zawsze, kiedy męczyła mnie gorączka, męczyły mnie i sny, co było chyba najgorsze, bo nic na to nie mogłem poradzić. Mogłem utrzymywać jak najdłużej świadomość, ale gorączka zawsze wygrywa ze zmęczeniem.
W końcu otworzyłem oczy. Czułem, że w pokoju było ciepło, a jednak najchętniej jeszcze bym się jakimś kocem czy kołdrą opatulił. Przedziwne uczucie, nigdy mi się nie podobało. W kominku ogień powoli dogasał, a gdzieś obok i jednocześnie jakby z oddali mogłem usłyszeć mruczenie naszego kota. Ten to miał naprawdę dobrze teraz przy mnie. Będzie się mógł przy mnie wygrzać.
– Różyczko? – rzuciłem w eter, bo nigdzie nie mogłem go dostrzec. Czy to kwestia półmroku panującego tutaj, czy może mojego rozmazanego wzroku, nie mam pojęcia.
– Jestem tu – usłyszałem i zaraz poczułem, jak ktoś leżący przy mnie poruszył się. Serathion zaraz podniósł się do siadu i położył dłoń na moim czole, sprawdzając moją temperaturę. – Te zioła średnio pomagają. Przygotuję ci tę letnią kąpiel. Może ona ci pomoże. Ale przecież zamoczy bandaże... Cholera, co ja mam z tobą zrobić? – odpowiedział, a w jego głosie wyraźnie wyczułem zmartwienie. Głupie choróbsko. Przez nie martwi się o mnie zupełnie niepotrzebnie.
– Nie chcę, żebyś szedł – powiedziałem cicho łamiącym się, zachrypniętym głosem. Ale przynajmniej byłem w stanie mówić. Gardło bolało mnie strasznie.
– Muszę coś zrobić. Nie mogę cię w końcu zostawić z taką gorączką – miałem wrażenie, że raczej myśli na głos niż mi odpowiada. – Pójdę poprosić Donę o kolejną porcję ziół. Może poproszę o jakieś silniejsze. I spytam się o poradę, czy ci szykować letnią kąpiel czy nie. I może medyk jutro do ciebie zajrzy. To może być coś poważnego, skoro tak cię trzyma ta gorączka.
– Medyk ma ważniejsze sprawy niż chodzenie do przeziębionego faceta. To naprawdę nic. Po prostu muszę odpocząć. To wszystko – wymamrotałem, starając się skupić swój wzrok właśnie na nim. Chciałem, by ten obraz był jak najlepiej dla mnie widoczny, w końcu jest on taki piękny, a ja nie mogę go zobaczyć wyraźnie.
– Z pewnością – westchnął cicho, odgarniając przylepione do mojego czoła kosmyki. – Przygotuję ci chłodny okład, i zejdę po zioła. Zaraz wrócę – obiecał, już chcąc się ode mnie odsuwać, na co mu nie pozwoliłem. Chwyciłem jego dłoń co prawda słabo, ale ten gest zwrócił jego uwagę.
– Zostań. Proszę – powiedziałem cicho mając nadzieję, że to podziała. Przed chwilą musiałem patrzeć na to, jak dzieje się mu krzywda we śnie, i teraz już ma mnie opuszczać? Na to się nie godzę. Bo w końcu... co, jeśli to są prorocze sny? Zniknie mi z oczu i coś mu się stanie, bo nie byłem w stanie go obronić? Wolę nie ryzykować. Nie chcę ryzykować. Nie wiem, co mogłoby mu się stać, ale niebezpieczeństwo może się kryć na każdym kroku.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz