Czułem się faktycznie jakoś... dziwnie. Było mi strasznie zimno, a czułem, że moje ciało jest ciepłe. Nie podobało mi się to. Był to oczywisty fakt, że moje ciało zaatakowała choroba. Tak to nie miało wyglądać, miałem być troszkę osłabiony co najwyżej, a nie chory. W końcu obiecałem Serathionowi, że nie będę chory, a nie chcę widzieć tego jego spojrzenia w stylu a nie mówiłem. Nie lubiłem, kiedy miał tak chamsko rację. To jedna sprawa, druga sprawa jest taka, że nie chcę być dla niego utrapieniem, a będę jeszcze większym, niż do tej pory.
Najgorsze jednak podczas choroby były sny. Jak zazwyczaj snów nie miałem, tak teraz były one strasznie abstrakcyjne. A tak właściwie, to nawet nie wiem, czy w pewnym momencie ja coś śniłem, czy jednak trochę byłem wybudzony. Czułem, jak ktoś kładzie mi coś chłodnego na czole. Coś małego i puchatego położyło mi się przy szyi. To drugie to wiedziałem, że jest to Futerko, on to musi być dopiero zadowolony, ma dodatkowe źródło ciepła. I Serathion, Serathion chyba też coś do mnie mówił, słyszałem jego głos jak przez grubą ścianę, a jednak nie byłem w stanie stwierdzić, co tak dokładnie do mnie mówił. A może w ogóle nic nie mówił, tylko ja coś sobie wyobrażałem? Moje sny podczas tej krótkiej drzemki były naprawdę przedziwne, i on też się w nich pojawiał, ale zawsze w tych snach coś złego się z nim wydarzało. I to było tak strasznie stresujące.
Męczony tymi snami w końcu się obudziłem. I mój panie, czułem się jeszcze gorzej niż przed drzemką. Nie tak to miało wyglądać. Nie miałem prawda się czuć aż tak źle. Bolało mnie gardło, było mi zimno, i jeszcze do tego wszystkiego miałem zawalony nos. Cudownie... teraz nic, tylko będę tu leżał, trzęsąc się pod kołdrą i nie mógł zrobić absolutnie nic. Nawet nie będę mógł wspomóc Serathiona swoją krwią, bo przecież jest niedobra. A jeżeli moja gorączka będzie zbyt wysoka, zacznę majaczyć, z pewnością. A jak powiem coś głupiego? Nie zdziwiłbym się, gdybym teraz coś głupiego powiedział, bo chociaż przez sen nie mówię tak zazwyczaj, tak teraz wszystko jest możliwe.
- I jak się czujesz? - spytał Serathion, kiedy tylko zauważył, że mam otwarte oczy.
- Jeszcze żyję – powiedziałem zachrypniętym głosem i zaraz zakasłałem cicho. Odsunąłem od siebie kociaka i podniosłem się do siadu. Z mojego czoła spadł kawałek zwiniętej szmatki, a więc ten chłodny okład to nie był sen. Wychodzi więc na to, że Serathion coś do mnie mówił. Ale co? Nie byłem w stanie tego stwierdzić.
- Zdrów jak ryba jesteś – zauważył uszczypliwie, zabierając już ciepły okład z moich kolan. - Jak zajdzie słońce, pójdę pogadać z Doną. Poproszę ją o zioła, i powiem jej, że jesteś chory. Na pewno będzie wiedziała, co tu z tobą zrobić.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Na pewno powie, że to przez ciebie jestem teraz chory. Nie chcę, byś musiał znosić jej marudzenia. Już i tak masz u niej przewalone – powiedziałem cicho, patrząc na niego trochę nieobecnym wzrokiem. Przez tę podwyższoną temperaturę mój obraz nie był tak ostry, jak normalnie, musiałem mocno się skupiać, by móc dostrzec szczegóły, a to sprawiało, że głowa mnie przez to bolała.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz