Słysząc jego słowa poczułem, jak w kącikach moich oczu pojawiają się łezki. A już miałem nadzieję, że skończyłem z tymi dziwnymi napadami emocji. Takie rzeczy nie powinny mnie wzruszać. A jednak te słowa były dla mnie naprawdę ważne. Poruszające. Jezt dla mnie taki dobry, a ja w ogóle nie spełniam jego oczekiwań.
– Głupi jesteś – burknąłem, szybko ocierając oczy, by przypadkiem tego nie zobaczył. Jakoś tak dziwnie się czułem, jeśli miałbym się rozpłakać nie tylko przy nim, ale i przy mojej teściowej.
– Głupi. I szczęśliwie zakochany – powiedział, układając swojego synka w ramionach. Najwidoczniej już mu się odbiło, i mógł go spokojnie usypiać. – Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie, bo mam ciebie, i to się nigdy nie zmieni – dodał, zajmując miejsce na materacu przy mnie.
– Powinieneś teraz dużo odpoczywać. Poczujesz się lepiej, będziesz myśleć inaczej, jak będziesz wypoczęty i oswojony z tą sytuacją. Wziąć od was dzieci, jak już zasną? – zaproponowała kobieta, na co od razu pokręciłem głową. To były moje dzieci. A skoro to moje dzieci, to ja się mam nimi zajmować. Nie mogę przenosić mojego obowiązku na inne osoby. – Oczywiście. Zostawię was samych, widzę, że niewiele im brakuje do zaśnięcia. Jakbyście mnie potrzebowali, jestem obok – powiedziała ciepło kobieta, chwytając moją dłoń i lekko ją ściskając, na znak jej wsparcia. Spojrzała jeszcze na chwilę na swoje wnuczki, a ja wyczułem, że chciała jeszcze więcej czasu spędzić z wnukami. Na pewno skorzystam z jej pomocy, ale nie teraz. Teraz... chciałem je mieć blisko siebie. Jeszcze nie przyzwyczaiłem się do ich obecności. Dalej czułem się, jakby to była czysta abstrakcja, sen. A jednak... są tu. Przy mnie. Takie malutkie, delikatne, kruche... Potrzebują tak wiele opieki, a ja mam wrażenie, że nie potrafię im jej dać.
– Powinieneś się położyć – powiedziałem cicho do męża, trzymając w ramionach Sayuri. Już spała, ale nie potrafiłem jej tak po prostu odłożyć. Lepiej mi było, jak ją tak po prostu w ramionach trzymałem. Jeszcze gdybym tylko jakoś był w stanie trzymać Takumi'ego... Ale czułem, że nie dam sobie rady. Dwójka dzieci dla mnie to już za dużo.
– I kto to mówi? Oboje powinniśmy się położyć – stwierdził, kładąc synka na materacu, obok mnie, i ostrożnie opatulił go kocykiem.
– Ktoś musi pilnować dzieci – powiedziałem, zerkając na niego troszkę niepewnie. – Wcześniej ja spałem, to teraz twoja kolej – dodałem, gotów oczywiście trzymać wartę.
– A może położymy się razem? – zaproponował, na co nie mogłem się zgodzić.
– A jak przez ten czas coś się stanie dzieciom? Przestaną oddychać? Albo oboje je przygnieciemy? Wolę je przypilnować, a ty odpocznij. Założę się, że nie spałeś, odkąd urodziłem dzieci – zauważyłem, w końcu kładąc córeczkę obok jej braciszka.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz