Nie byłem pewien, czy naprawdę potrafiłbym poradzić sobie sam. Nie o to jednak chodziło, bardziej zastanawiało mnie, czy jestem wystarczająco silny, by bronić się bez niego. Może tak, może nie… choć patrząc na to, jak zakończyło się moje spotkanie z demonem, odpowiedź wydawała się aż nazbyt oczywista.
- Nie jestem silny - Przyznałem cicho, patrząc prosto w jego oczy. - Jak zauważyłeś, nie poradziłem sobie nawet z demonem, który mnie zaatakował. Więc jak miałbym przeżyć bez ciebie? - Zamilkłem na chwilę, jakby same słowa ważyły więcej, niż powinny. - Poza tym… jesteśmy jednością, prawda? Ty i ja. Od zawsze i na zawsze, bez względu na to, dokąd zaprowadzi nas życie. - Moje słowa stały się ledwie szeptem. Pochyliłem się i musnąłem jego usta, jakby to był jedyny sposób, by upewnić się, że wciąż tu jest. Bo gdzieś głęboko czułem, że bez niego tracę sens. Że bez niego… nie jestem już sobą.
- Boję się - Odezwał się w końcu, a jego głos był cichszy niż zwykle. - Boję się, że to przeze mnie te demony cię ścigają. Gdyby mnie nie było… nikt nie chciałby cię skrzywdzić. - Zadrżałem lekko, słysząc to wyznanie. Część mnie chciała zaprzeczyć, zaprotestować, wyrwać go z tego przekonania. Ale druga część… wiedziała swoje.
Bo prawda była bardziej skomplikowana.
Nieważne, czy był przy mnie, czy nie, demony i tak istniały. I tak mogły mnie dopaść. Jego obecność niczego nie zmieniała… a może zmieniała wszystko.
Nie wiedziałem już, co jest gorsze, świat bez niego, czy świat, w którym to właśnie on sprowadza na mnie zagrożenie.
Jedno było pewne. Nie potrafiłem go stracić.
Nie chciałem go stracić. I nie chciałem, żeby całe nasze życie zmieniało się tylko dlatego, że widział w sobie potwora, największego w moim świecie.
Bo nim nie był.
Przez całe życie był przy mnie. Wspierał mnie wtedy, gdy nikt inny nie potrafił. Kochał mnie w sposób, którego wcześniej nie znałem cicho, uparcie, prawdziwie. Dał mi dzieci, o których zawsze marzyłem. Dał mi miłość, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Dał mi coś więcej niż tylko obecność. Dał mi dom.
Pokazał mi, czym jest bezpieczeństwo. Czym jest ciepło. Czym jest miejsce, do którego chce się wracać, nie z obowiązku, ale z potrzeby serca.
Nikt poza nim nie potrafił mi tego dać.
I może właśnie dlatego był dla mnie tak ważny.
Nawet kiedy odszedł… kiedy przestał być częścią mojego życia jako człowiek, nie potrafiłem ułożyć wszystkiego od nowa. Próbowałem. Naprawdę próbowałem. Szukałem sensu gdzie indziej, próbowałem zapomnieć, zacząć jeszcze raz.
Ale nic z tego nie wyszło.
Bo jak zacząć od początku, kiedy całe twoje życie miało tylko jedno imię?
Może to było nasze przeznaczenie.
Może od samego początku było zapisane gdzieś głęboko, że zawsze będziemy wracać do siebie. Że nieważne, co stanie nam na drodze, jak bardzo los będzie próbował nas rozdzielić… i tak skończymy razem.
Bez względu na wszystko.
Bez względu na to, kim się staniemy.
I bez względu na to… jak bardzo świat będzie próbował nam to odebrać.
- Nie myśl tak. Zamiast tego pomyśl o tym, co mi dałeś. O tym, kim jestem dzięki tobie. Nauczyłeś mnie żyć… naprawdę żyć. I prawda jest taka, że ja już nie potrafię bez ciebie być . - Położyłem dłoń na jego policzku, nie odrywając od niego wzroku. - Nieważne, kim byłeś. Człowiekiem, aniołem czy demonem… dla mnie to nie ma znaczenia. Ja po prostu chcę być z tobą. - Uśmiechnąłem się lekko, szczerze, bez cienia wahania. - Nie obchodzi mnie zdanie innych. Dopóki moje serce bije, chcę być przy tobie. I nikt… absolutnie nikt nie będzie w stanie tego zmienić. - Te słowa były prawdą, której nie zamierzałem się wyrzec.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz